Hearing Eyes ~ Rozdział pierwszy

Rozdział Pierwszy

Muzyka w klubie była wręcz ogłuszająca. Jej brzmienie czuło się w żyłach i na skórze. Nie była ona dla uszu, ale dla ciała. Pomieszczenie było zadymione i pełne tańczących ludzi. Większość z nich była ubrana bardzo wyzywająco, niektórzy całowali się ze sobą, niektórzy woleli obmacywanie się. Seks był powszechnym zjawiskiem w tym klubie. Właściwie na tym polegało to miejsce. To był Darkroom. A Gabriel poszedł do niego tylko po to, żeby napić się dobrego alkoholu i poczuć muzykę na skórze. Nie miał ochoty na rozmowy z kimkolwiek. A już tym bardziej na taniec. Czekał też na Ivette, która w ostatniej chwili odwołała ich spotkanie i teraz siedział sam, sącząc jakiś mocny wynalazek barmana.
Wstał na chwilę od baru i nagle poczuł, że jego świat wiruje. Klub zakręcił się wokół niego, a muzyka przyprawiła go o bardzo silny dreszcz na plecach. Odwrócił się w stronę swojego kieliszka i zamoczył palec w resztce płynu, który w nim został. Powąchał go i skrzywił się. Wyczuł w nich odrobinę środków odurzających, których barman najwyraźniej dodawał do alkoholu, żeby jego goście jeszcze lepiej się bawili. Nikt nie protestował, ponieważ ten klub z tego słynął. Szemrana dzielnica, szemrane miejsce.
Gabriel dawno nie pił. Nie brał również niczego od bardzo dawna, więc bardzo szybko poczuł jak mocny trunek ścina go z nóg i pozbawia trzeźwości umysłu. Przypomniał sobie dlaczego nie chodzi do takich miejsc. Przysiadł stopniu przy barze na chwilę i schował głowę miedzy kolanami.
           
Minął jakiś czas, kiedy odnalazł się przy ścianie trzymany przez wysokiego czarnowłosego mężczyznę. Gabriel miał wrażenie, że skądś go kojarzy. Rozejrzał się średnio przytomny i zobaczył na swojej koszulce trochę białego proszku. Mężczyzna złapał go na podbródek i skupił na sobie jego uwagę. Spróbował mu się wyrwać, ale ten
chwycił go za włosy i pociągnął do tyłu. Ugryzł go w ucho, a reakcja chłopaka niebywale go rozbawiła. Zaśmiał się gardłowo i zacisnął mocniej rękę na jego nadgarstkach.
-       Nie rzucaj się tak. Nikt i tak nie widzi. – Wolną dłonią podwinął mu bluzkę i przejechał palcami po jego gorącej skórze. Gabriel syknął, lecz nogi ugięły się pod nim. – Lubisz to. – Mężczyzna zaśmiał się, po czym powiódł swoją ręką w górę. Złapał chłopaka za podbródek i odwrócił go w swoja stronę. – Więc poznajesz mnie. – Muzyka była tak głośna a basy tak mocne, że chłopak czuł jak krew w jego żyłach pulsuje w jej takcie. Nogi mu drżały, ledwo potrafił się na nich utrzymać. Nie był w stanie skupić się na jego wargach. Nie rozumiał co do niego mówi. Powieki same mu się zamykały. Opierał się ramieniem o ścianę próbując nie osunąć się po niej. Połączenie alkoholu, muzyki, adrenaliny i prochów sprawiało, że już nie czuł się ani trochę szczęśliwy. Miał zawroty głowy, jego ciało było podniecone, a każdy dotyk mężczyzny sprawiał, że serce biło mu coraz mocniej. Nie myślał racjonalnie. Dawno nie brał, więc jedna dawka uderzyła w niego ze zdwojoną siłą. Powoli zaczął czuć narkotyk. Czuł mocną muzykę, od której aż chciało się tańczyć. Zaśmiał się. Poczuł na swojej szyi pocałunki, które chwilę później zamieniły się w ugryzienia. Odchylił głowę do tyłu a z jego ust wydobył się chrapliwy jęk. Mężczyzna odwrócił go przodem do siebie, puścił jego nadgarstki i pchnął mocno na ścianę. Gabriel ledwo utrzymał się na nogach, ale nie przeszkadzało mu to. Wplótł ręce w czarne i miękkie włosy, które miał przed sobą i przyciągnął je mocniej do siebie. Poczuł mocne ugryzienie na obojczyku. Był prawie pewien, że było na tyle głębokie, że zaczął krwawić. Nie poczuł jednak bólu. Przyjemność rozlała się po całym jego ciele. Serce biło mu coraz szybciej, a podniecenie rosło. Pot spływał mu po plecach. W pomieszczeniu było gorąco i ciemno. Ludzie tańczyli wokół nich. Niektórzy rozebrani, niektórzy w strojach całowali się, obmacywali lub zwyczajnie radośnie tańczyli. Większość była na prochach, a w powietrzu unosił się słodki zapach haszu. Gdzieś na stole nieopodal jakaś trójka uprawiała seks, stając się niejako atrakcją wieczoru. Pod ścianami było wiele takich par. Jedną z nich był właśnie Gabriel i on.
W pewnym momencie mężczyzna dobrał mu się do bokserek wcześniej dość brutalnie zrywając z niego koszulkę. I wtedy chłopak odzyskał częściową świadomość i odepchnął go niezdarnie od siebie. Nie miał z nim jednak najmniejszych szans. Czarnowłosy trzymał go mocno i nie zamierzał puścić. Złapał go pod udami i uniósł do góry, oplatając jego nogami swoje biodra. Oparł go brutalnie o ścianę z głuchym tąpnięciem. Chłopak złapał się kurczowo jego ciała nie chcąc spaść i poczuł, że nie ma szans na ucieczkę. Ponadto dotyk mężczyzny bardzo mu się podobał. Nie był w stanie racjonalnie myśleć. Jego ciało w chwili obecnej za bardzo pragnęło pieszczoty. Ból mieszał się z przyjemnością, a z jego oczu ciekły łzy. Czarnowłosy był brutalny. Zranił go wielokrotnie, ale to w jakiś dziwny sposób tylko potęgowało jego przyjemność. Gabriel zwijał się pod jego dotykiem, wykręcając ciało w każdą możliwą stronę. Odchylił głowę do tyłu a z jego ust pociekła stróżka śliny. Mężczyzna zaśmiał się i oblizał swoje usta. Zdjął chłopaka z siebie w taki sposób, że ten upadł na kolana. Pociągnął go za włosy i jednym ruchem rozpiął swój guzik od spodni. Wizja Gabriela powoli zaczęła się rozmywać. Czuł muzykę na swojej skórze, czuł podniecenie i przyjemność. Słyszał jęk mężczyzny. Czuł jego podniecenie i jego przyjemność. Przymknął na chwilę oczy. Tracił świadomość. Nie widział już nic. Jego czucie zanikało z każdą sekundą. Zakrztusił się. Zaczął odczuwać czas jak wieczność. Mijające sekundy ciągnęły się dla niego jak godziny. Czuł się nieobecny i zagubiony. Stracił władzę w kończynach i rozmył mu się obraz. Poczuł tylko jak ktoś podnosi go z podłogi, po czym głowa zawisła mu bezwładnie i stracił świadomość.

W ciemnej uliczce pod klubem stały dwa wozy policyjne. Przed wejściem rozciągnięta była jaskrawa taśma. Większość gości z klubu zdążyła uciec do domów z ‘małą’ pomocą tutejszej ‘władzy’. Policja nie miała nic do powiedzenia w tej sprawie. Nie było nikogo ponad mafią. Zakapturzona blondynka ominęła policję i podbiegła do ciała leżącego w najgłębszej części uliczki schowanej za murowaną kolumną. Ukucnęła przed nim i dostrzegła krew sączącą mu się z ust. Złapała go za nadgarstek badając puls. Za jej plecami migały policyjne światła. Odetchnęła z ulgą i uniosła tułów lekko do góry przytulając się do niego. Zaszlochała cicho i pogłaskała go delikatnie po głowie.
-       Boże Gabriel tak się bałam. Słyszeliśmy o strzelaninie w wiadomościach, gdy przechodziłyśmy obok wystawy sklepowej z elektroniką. Stała tam już grupa spanikowanych ludzi. Byłam dwie przecznice dalej. Biegłam całą drogę. Tak się bałam Gabriel. Bałam się, że Cię stracę. Tak jak jego…ale nic Ci się nie stało. – Ciało pod dziewczyną poruszyło się lekko.
-       Ivette? – Zachrypiały głos przywołał jej oczy na swoją twarz. Dziewczyna zbladła. Odsunęła się od niego i złapała go za podbródek. Uniosła go do góry i przyjrzała mu się.
-       Brałeś? Ty? – Sapnęła z niedowierzaniem.
-       Ivette ja… - Znów poczuł się niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i upadł bezsilnie na bruk. Za plecami dziewczyny pojawił się jakiś cień. Odwróciła się spłoszona, a jej oczom ukazał się wysoki mężczyzna o czarnych włosach i oczach.
-       Przyszedłem po moją własność. Potrzebuje opieki i pomocy. Oddam go za jakiś czas. – Czarnowłosy mówił konkretnym i zdecydowanym tonem. Dziewczyna odsunęła się w pośpiechu, ale cofnęła się do ściany przywierając do Gabriela.
-       Ty jesteś Fei… - Wyszeptała z przerażeniem, lecz zaraz opanowała się. – Nie dam Ci go zabrać! – Krzyknęła z wściekłością.
-       Nie pytałem Cię o zdanie. – Mężczyzna wydał z siebie zirytowany pomruk wyciągając zza spodni pistolet i wycelował w nią. – Albo dasz mi się nim zająć i daruje Ci życie albo zajmę się nim tak czy tak, a ty skończysz martwa.
-       On Ci tego nie daruje…jeśli mnie zabijesz…on – Zaczęła się jąkać. Westchnął.
-       Dlatego nie chce Cię zabijać. Usuń się z drogi. Oddam go. Za jakiś czas. – Podszedł do Gabriela i ukucnął przed nim. Schował broń i pogładził go po policzku. Wziął go delikatnie na ręce i wstał. Spojrzał na trzęsącą się i spanikowaną dziewczynę, po czym skinął jej głową i odwrócił się na pięcie.
-       Nawet jeśli go oddasz i tak po niego wrócisz. – Powiedziała stanowczo, ale trzęsącym się głosem.
-       Uważaj. Tych co wiedzą najwięcej pierwszych się sprząta. – Zaśmiał się szyderczo i ruszył do czekającego na niego samochodu. Lśniące sportowe auto ruszyło z piskiem opon jak tylko się w nim znaleźli. Ivette patrzyła za samochodem ze łzami w oczach. Wstała niezdarnie i wyciągnęła z kieszeni spodni telefon. Zgrabiałymi od zimna palcami wybrała numer. Po trzech sygnałach ktoś odezwał się w słuchawce.
-       Ive? – Nieco zmęczony i zachrypnięty męski głos wydawał się być zadziwiony.
-       Vihaan (czyt. Vijan)… - Łamał jej się głos.
-       Gdzie jesteś? Odbiorę Cię. – Mężczyzna w słuchawce był zaniepokojony.
-       Chodzi o Gabriela. – Wyszeptała. Zaczął padać deszcz.
-       O Gabriela… - Zaklął pod nosem. – Namierzę Cię. Będę jak najszybciej. Czekaj na mnie. – Rozmówca rozłączył się.
-       Vihaan… - Wyszeptała i westchnęła ciężko. – Mam nadzieje, że dasz radę pomóc. – Deszcz przybierał na sile. Ivette podniosła się z ziemi i otrzepała spodnie. Zapięła kurtkę i ruszyła w kierunku głównej ulicy skąd powinien ją odebrać mężczyzna.

Dziesięć minut później wielki czarny motor podjechał dziewczynie tuż pod same nogi. Motocyklista zdjął kask ukazując swoje białe jak śnieg włosy i jasno fioletowe oko. Drugie zasłaniała mu grzywka. Ive skinęła mu głową na przywitanie.
-       Słyszałem o strzelaninie…jesteś pod klubem, więc zakładam, że Gabe jest w to zamieszany. Wiem gdzie jest siedziba mafii. – Uśmiechnął się tryumfalnie.
-       Nie chce nawet wiedzieć skąd… - Skrzywiła się.
-       Wskakuj młoda. Wujek Vihaan pourywa dziś parę głów. – Zaśmiał się szyderczo i rzucił jej kask. Założyła go i siadła posłusznie za nim.
-       Może nie przesadzajmy…? – Zapytała cicho.
-       Nie jestem aż takim samobójcą, żeby pchać się sam na sam na mafię. – Zachichotał i ruszył.
-       Aż takim… - Westchnęła. – Chyba się stęskniłam za Tobą. – Powiedziała ze smutkiem i wtuliła się w jego plecy.
-       Już spokojnie mała. Będzie dobrze. – Przyspieszył i wjechał na główną, kierując się w stronę lasu położonego za bardziej nowoczesną częścią miasta. – Plus dzwoniłem do szkoły i powiedziałem, że was zabieram! – Krzyknął.
-       Na pewno się zgodzili. – Odburknęła.
-       Boją się mnie.  – Vihaan zaśmiał się, a Ive pokręciła tylko głową.

-       Niestety wiem dlaczego… - Szepnęła do siebie i zamknęła oczy, wtulając się mocniej. Deszcz zacinał mocno, gdy mknęli asfaltową drogą przecinającą las.

[Next part]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz