"I Remember..."
- Wiemy, że tak jak i my fani bardzo chcieliby poznać
historię powstania twojej piosenki. Czy mógłbyś przybliżyć nam chociaż skąd
wziął się pomysł na akurat taką historię? – Reporterka poprawiła okulary i
przyjrzała się zmieszanemu chłopakowi. Wzrok wbity miał w szklankę wody przed
nim, a oddech jego był szybki i nieco nerwowy. Uniósł głowę i spojrzał – już
pewny siebie – na dziewczynę.
- Myślę, że to nie czas i miejsce na takie dyskusje. –
Reporterkę zamurowało.
- Ale jak to? – Głos jej załamał.
- Powiedzmy, że moja pierwsza historia miłosna nie należała
do najszczęśliwszych… - Zamilkł i uśmiechnął się smutno.
Jego serce
biło jak oszalałe. W oczach miał łzy. Stał na środku pokoju, w którym panowały
ciemności i bił się z własnymi myślami. Patrzył nieprzytomnym wzrokiem na
fotografię leżącą na ziemi.
- Wszystkie nasze
wspomnienia, które były jak piekło. Nie wiem dlaczego one nadal tkwią w mojej
głowie. – Jego głos był cichy, ale wyrażał wiele emocji. Dało się w nim
usłyszeć ból, tęsknotę, niezrozumienie i rozpacz. Ogromna miłość, którą był
wypełniony przez dłuższy czas już nie istniała. Powoli zamieniała się w
nienawiść. – Będę pamiętać o wszystkich
naszych wspólnych dniach i ciebie, gdy bawiłaś się ze mną. – Nie płakał.
Jednak zdjęcie, które leżało u jego stóp nie było w stanie przykuć jego wzroku.
Tak bardzo pragnął, by zamiast szarej fotografii jego bohaterka objęła go tu i
teraz. – To żałosne, spójrz na mnie. Dzięki
Tobie wszystko stało się dla mnie klęską. O to Ci chodziło? Po to odeszłaś,
żebym teraz cierpiał? – Zacisnął pięści. – Obraz
mnie, radośnie uśmiechającego się do ciebie, przestał istnieć. – Czuł, że
jego serce powoli rozpada się na kawałki. Nie mogąc już dłużej wytrzymać
wybiegł z pomieszczenia zostawiając drzwi otwarte na oścież. To i tak nie miało
znaczenia. Wszystko wartościowe dla niego spoczywało już gdzieś indziej. – Nieważne jaka miłość, każda jest dla mnie
śmieszną, mam zdruzgotane serce.
Szedł przed siebie pewnym krokiem. Ludzie, którzy go
otaczali przystawali raz na jakiś czas, by sprawdzić czy nie jest szalony. Ale
on nadal pozostawał w ruchu recytując na głos swoje zagubione myśli. Zwolnił
tępa i zacisnął mocno powieki i pięści. – Próbowałem
wszystkiego, aby o tobie zapomnieć. I doszedłem do siebie szybciej niż
ktokolwiek. – Jednak nie było to prawdą. Sam doskonale zdawał sobie sprawę
z faktu, że próbuje przekonać do tego sam siebie. Że nie mówi prawdy, ale
uspokaja swoje sumienie wiedząc, że nie może pozwolić sobie na ponowną chwilę
słabości.
Zatrzymał się. Dwójka ludzi ubranych w ciemne kolory
zwróciła na niego uwagę. Nieśli kwiaty. Kobieta pokiwała smutno głową, ale
ruszyła przed siebie. Wyraz twarzy chłopaka zmienił się. Dotąd twarz pozbawiona
emocji wykrzywiła się w grymasie wściekłości. Niezrozumienie, które tańczyło w
nim już od dłuższego czasu znalazło ujście. -
A ty jeszcze będziesz żałować,
widząc mnie, tak będzie…Nawet moja muzyka, którą tak ignorowałaś. Ta piosenka
rozbrzmiewa na ulicach Seulu! Słyszysz?! – Jego głos odbijał się echem po
licznie stojących w pobliżu kamiennych blokach. Parę osób zwróciło na niego
uwagę, ale pokiwali smutno głowami i czym prędzej się wycofali.
Otworzył oczy. Były wilgotne. Utkwił wzrok w jakimś punkcie
w oddali i ponowił swoją wędrówkę. – Trzymając
się naszych dawnych zwyczajów…Tonąłem nieprzytomnie w świecie z koszmarów.
Wiesz? – Jego głos drżał. Jednak nie pozwolił sobie płakać. Łzy powoli
odbierały mu zdolność wyraźnego widzenia. Jednak doskonale wiedział dokąd
zmierza. Nic nie było mu potrzebne. Nawet jego oczy. Nawet serce. – Ale wciąż jesteś tą, którą kochałem. Nigdy
Cię nie zapomnę, tak, pamiętam.
Zgarbiona postura wycieńczonego i wypranego z emocji
człowieka stąpała powoli, noga za nogą, po szarej ziemi gdzieniegdzie
pozbawionej trawy. Ręce miał w kieszeniach, a przez pozycję, w której trzymał
głowę zimny deszcz moczył mu kark i przyprawiał o dreszcze. Wokół nie było już
ludzi. Nawet szaroczarne parasole zniknęły zostawiając po sobie pustkę.
Uchylił lekko wargi i odetchnął głęboko. Ciepły oddech
odznaczył się w powietrzu lekką mgiełką, która przyprawiła go o dreszcz. – Nawet jeśli zamknę oczy, widzę nas i światło
nad na nami. Zachowam głęboko nasze wspólnie spędzone chwile. – Zamilkł na
chwilę, aby przełknąć ślinę. – Nawet
jeśli często nachodzi mnie ból…Obietnicy, którą złożyłem na wieczność nigdy nie
zapomnę, aż do samego końca. Wciąż pamiętam… - Zaśmiał się z zażenowaniem.
– Nie wiem co mi zrobiłaś. – Spojrzał
się w górę i uśmiechnął szyderczo. – Właśnie
tak! – W jego głosie dało się usłyszeć wyzwanie. – Daj sobie spokój, nie handluje już miłością, powróciłem. Zdziwiona?
– Szaleńczy błysk mignął w jego oczach. – Odrzuć
to wszystko, niczego więcej nie potrzebuje…Teraz mogę już zasypiać bez ciebie.
– Żachnął się. – Puste miejsce po tobie
wypełnia mi światło reflektorów. Nie wierzę w znaczenie snu, który śniłem. –
Grzbietem dłoni osuszył oczy i z podbródkiem uniesionym do góry ruszył ponownie
przed siebie.
Deszcz nie ustawał. Nadał krajobrazowi jeszcze bardziej
ponury i smutny ton, którego strawieni przez emocje ludzie pragnęli unikać za
wszelką cenę. Jednak on nadal szedł uparcie przed siebie dążąc do wyznaczonego
celu. Celu, do którego musiał dotrzeć jednocześnie bojąc się go najbardziej. – Wariuję w rzeczywistości bycia odrzuconym.
– Wyszeptał rozpaczliwie. – Jestem
gorącym tematem, ludzie podobni do ciebie chcą mnie spotkać. Inaczej. Ty z bliznami, broniąc się przed sądem. A ja
będę żyć jak skorumpowany. Trafne, nieprawdaż? – Zakpił.
Wyprostował się. Deszcz ustał chwilowo, a jego kroki
przyśpieszyły tępa. Patrzył się dzielnie przed siebie dostrzegając miejsce, do
którego się udawał. Westchnął. – To co
pozostało mi po tych wszystkich pożegnaniach. – Zamilkł i przystanął.
Miejsce, w którym spoczywała jego nadzieja. Właśnie zostało przez niego
odkryte. Właśnie złamało mu serce po raz kolejny.
Znów zaczął padać deszcz. Już nie hamował łez. Łzy
wściekłości, rozpaczy, miłość, nienawiści i wszystkich skrajnych emocji, które
odczuwał w tej chwili mieszały się z deszczem. Utkwił swój wzrok w pięknie
rzeźbionym kamieniu. – Nauczyłem się, że
nie istnieje coś takiego jak obietnica na zawsze…Ale te słowa sprawiły, że
zaszedłem daleko tak wiele razy. – Jego słowa zdawały się bezdźwięczne i
tonęły w kroplach smutnego deszczu. Niebo płakało nad nim i za niego. Za
krzywdy ludzkie. W miejscu, w którym ich cierpienie osiągało zenitu i dało się
ułaskawić. Zagubione wśród kamiennych tarczy i kolorowych kwiatów, które
przekazane z dobrą intencją gubiły swój kolor. I przy niej, kolorowe i świeże
podarunki zdawały się być nie na miejscu. – Ty,
która odepchnęłaś mnie własnymi rękoma. Nigdy się nie odwracaj, nawet teraz.
Jeśli to zrobisz będę myśleć, że czujesz to samo co ja…I nigdy Cię nie zapomnę,
tak, pamiętam…– Wzrok utkwiony miał w
marmurowej płycie, którą ozdabiał deszcz rozszczepiając kolory kwiatów i
próbując sprawić, by cierpiący ludzie raz jeszcze dostrzegli jej piękno. Nawet
jeśli nie mogą jej ujrzeć.
Kolana ugięły się pod nim i upadł. Kamień zadudnił lekko
odsłaniając swoje słabości, tak jak i on odsłonił przed nim swoje. – Obietnica, że będziemy razem na
zawsze…Zachowam ją tutaj. Nawet jeśli chwilowo muszę iść samotnie tą drogą.
– Głos mu się załamał. Łzy spływały po policzkach zupełnie wyzwalając się spod
jego kontroli. – Pokażę Ci wszystko na co
mnie stać. – Dotknął ręką swych ust, po czym musnął nią delikatnie
nagrobek. Wstał i odwrócił się na pięcie. W głowie wciąż miał jej obraz. Dopóki
go nie zapomni, nie zapomni też nigdy osoby, której własnością był kamień, od
którego się właśnie oddalał.
Wyszło słońce. Deszcz przestał padać. Dookoła panowała cisza.
Czasem tylko dało się usłyszeć krople spadające ze zmokniętych drzew na ziemię.
Jego krok był wolny, lecz zdecydowany. Głowę niósł wysoko, a jego oczy
pozostawały otwarte bez śladu łez. Wargi nie były zaciśnięte tak samo jak
dłonie. Szedł przed siebie wciąż czując, że za sobą ma utracone nadzieje.
Utraconą miłość, zdobytą nienawiść i rozpacz. Ale nie to było najważniejsze.
Wiedział, że musi ruszyć przed siebie. To było najbardziej istotne. Nawet jeśli
już nie było jej przy nim nadal czuwała będzie z góry. Nadzieja umiera
ostatnia…
- To jak będzie? Odpowiesz nam w końcu? Umieramy z
ciekawości! – Reporterka nie dała za wygraną.
- Kwestia wyobraźni. – Uśmiechnął się i wstał z krzesła. –
Miło się rozmawiało, a teraz przepraszam, ale muszę już iść. – Dziewczyna
zerwała się za nim i chciała zadać jeszcze jakieś pytanie, ale na próżno. On
musiał iść. I Ci, którzy go znali wiedzieli dlaczego.
Dziś mijała rocznica śmierci jego pierwszej miłości.
Miłości, dla której napisał właśnie „I Remember.”
„Nawet jeśli zamknę oczy, widzę nas i światło nad nami.
Zachowam głęboko nasze wspólnie spędzone chwilę.
Nawet jeśli często nachodzi mnie ból
Obietnicy, którą złożyłem na wieczność
Nigdy nie zapomnę, aż do samego końca.
Wciąż pamiętam…”
The End
{Całość opowiadania została zbudowana na bazie piosenki wokalisty
Bang Yong Guk'a "I Remember"}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz