Thirteen ~ Four

Four
„Przestrzeń”

Znów padało jednakże deszcz stopniowo zamieniał się w śnieg, a ponure miasto w malowniczy krajobraz śnieżnego królestwa. Święta były coraz bliżej, więc w kawiarni pojawiało się coraz więcej klientów. Thirteen nienawidził pracować w niej w tym okresie. Im więcej ludzi przybywało do niej, tym bardziej nerwowy się stawał. Zauważył to sam Wish, który postanowił pomóc swojemu koledze i charytatywnie – za zgodą Lyn – przyjmował od ludzi zamówienia, za każdym razem uśmiechając się ciepło. Drugi chłopak nawet jeśli nie okazywał swych uczuć był mu za to niewymownie wdzięczny. Nie musiał się stykać z tyloma ludźmi, a także mógł w spokoju wykonywać swoją pracę.

Wracając z kawiarni szli ramię w ramię podziwiając spadające z nieba płatki śniegu, które wirowały wokół nich wesoło. Thirteen szedł przed siebie i co rusz zadzierał do góry głowę, a w jego oczach dało się dostrzec blask. Blask, który Wish widział po raz pierwszy.
- Lubisz śnieg? – Zapytał cicho brunet. Drugi pokiwał głową. – Widać. – Wish uśmiechnął się ciepło. Thirteen spojrzał na niego z zaskoczeniem, po czym zmieszany spuścił głowę i zaczął wpatrywać się w swoje buty. – To nie tak. To nic złego. Wybacz. – Brunet zaczął wymachiwać rękoma próbując wytłumaczyć drugiemu swoje zamiary. Jednak ku jego zdziwieniu chłopak wcale nie był zły. Wręcz przeciwnie. Zaśmiał się lekko i podbiegł do przodu, po czym zakręcił się wokół własnej osi. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu. Rozłożył ręce i jeszcze raz zawirował, po czym ponownie się roześmiał. Wyższy chłopak przystanął i zaczął się wpatrywać w drugiego jakby był oczarowany. Rozdziawił lekko usta i zamarł. Nagle jasnowłosy przywrócił się do porządku i zarumienił delikatnie. Ruszył przed siebie powoli. Wish otrząsnął się z szoku i zrównał się z nim. Reszta ich drogi przebiegła dość spokojnie.
           
Dwa dni później Thirteen stał przy ekspresie do kawy, podczas gdy Wish obsługiwał właśnie kolejnego klienta. Do kontuaru podeszła Lyn, po czym poprawiła kubeczki stojące na ladzie. Odwróciła się w stronę jasnowłosego, który właśnie kończył parzyć kawę i zwróciła na siebie jego uwagę.
- Thirteen. – Powiedziała cicho. Wołany uniósł głowę i podawszy kawę brunetowi stanął przed dziewczyną. – Twoja sąsiadka doniosła mi, że dziś nie będzie światła w całym budynku. Prosiła by Ci to przekazać. Zaznaczę, że nie będzie go przez całą noc. – Powiedziała z troską. – Nie możesz zostać w kawiarni. – Dodała nim chłopak zdążył wtrącić cokolwiek. Na to dictum westchnął.
- Jakiś problem? – Zainteresował się Wish. – Jeśli nie masz gdzie zostać możesz wpaść do mnie. – Uśmiechnął się ciepło. – Mam dodatkową sypialnię, a gwarantuje, że światła Ci u mnie nie zabraknie. – Zaśmiał się serdecznie. Thirteen spojrzał na niego z wahaniem. – No zgódź się. Zrobię coś dobrego na kolację. – Brunet aż nie posiadał się z radości, gdy chłopak z małym wahaniem pokiwał głową z nieukrywaną dłużej ulgą w oczach. – No to ustalone. Nie mieszkam daleko od Ciebie. – Wish uśmiechnął się po raz ostatni i powrócił do obsługiwania klientów.
           
Godzinę później wychodzili z kawiarni tak, jak mieli zwyczaju. Z tą różnicą, że nie kierowali się oni w lewo a tym razem w prawo. Dom bruneta faktycznie znajdował się nieopodal kawiarni, więc po piętnastu minutach dotarli do ciężkiej, metalowej bramy wychodzącej na małe, acz przyjaźnie wyglądające podwórze. Po wstukaniu kodu przeszli przez nią i chwilę później wchodzili już na klatkę schodową. W pewnym momencie Thirteen zatrzymał się. Wish zwrócił na to uwagę i szybko przyjrzał się rzeczy, w którą teraz chłopak wpatrywał się z przerażeniem.
- Boisz się wind? – Zapytał cicho. Jasnowłosy pokiwał głową. Wish westchnął. – Nie mamy wyjścia. Schody są chwilowo nieczynne. – Brunet zwiesił głowę i warknął pod nosem.
- Nieczynne? – Zapytał z wahaniem Thirteen.
- Ta. Malują je. Wszystko jest zamknięte. W razie pożaru chyba byśmy umarli, bo im się malować schodki zachciało w środku grudnia. No błagam. – Burknął Wish, ale szybko zreflektował się widząc przerażoną minę drugiego. – Spokojnie! Nie będzie żadnego pożaru, ok? To bezpieczny budynek. – Uspokoił go. Wiedział, że on nie czuł się do końca pewny jego słów, jednakże mimo tego podszedł nieśmiało do windy i popatrzył się na nią.
- Które piętro? – Zapytał z wahaniem.
- Siódme. – Thirteen zacisnął zęby, ale pokiwał lekko głową i wszedł do otwartej już windy. Gdy drzwi zamknęły się za nimi z wyraźnym zgrzytem aż podskoczył. – Spokojnie. Oddychaj. Nic Ci nie będzie.
Jednak słowa, które wypowiedział padły poniewczasie. Dziesięć sekund później winda wydała z siebie zgrzyt i zatrzymała się. Ku przerażeniu obu stanęła pomiędzy piętrami. Jasnowłosy zaczął oddychać bardzo szybko i zacisnął pięści, wbiwszy się w kąt pomieszczenia. Wish prawie natychmiast zareagował i nacisnął przycisk alarmu. Rozległ się komunikat:
- „Winda została zatrzymana z powodów technicznych. Bardzo prosimy o wyrozumiałość i cierpliwość. Osoba odpowiedzialna za windy w tym okręgu została już poinformowana o zaistniałej sytuacji. Przewidywany czas oczekiwania do pół godziny. Dziękujemy za uwagę i przepraszamy za zaistniałą sytuację. Życzymy miłego dnia.” – Kobiecy głos ucichł, a Thirteen zjechał plecami po ścianie windy i zastygł.
- To jakiś żart? – Warknął Wish i uderzył zaciśniętą dłonią w ścianę. Drugi chłopak zatrząsnął się delikatnie, po czym podciągnął kolana pod klatę piersiową i schował twarz w dłoniach. – Thirteen? Przepraszam. Już spokojnie. – Brunet wyciągnął do niego rękę, ale nie odważył się go dotknąć. Siadł natomiast naprzeciw niego po turecku i sam próbował się uspokoić. – Thirteen spokojnie, nic nam nie będzie. To tylko chwilowa przerwa. – Mówił najspokojniejszym głosem na jaki go było stać. Jednak jasnowłosy nadal siedział pod ścianą spięty jak nigdy. – Thirteen spójrz na mnie. Hej. Mały spójrz na mnie… - Wyszeptał.
- Jestem starszy… - Odpowiedział mu chrapliwym głosem. Wish zaśmiał się cicho.
- W takim razie Panie starszy proszę na mnie spojrzeć. – Thirteen podniósł powoli wzrok. – Od razu lepiej. A teraz proszę spróbuj się rozluźnić. – Jasnowłosy spojrzał na niego jak na wariata. – Hej wiem, że to trudne, ale chociaż spróbuj. Proszę. Studiowałem psychologię. Muszę sobie jakoś z tym poradzić, bo jeśli nie to chyba będę musiał poprawić te cztery lata. – Zaśmiał się nieco nerwowo. Thirteen nie odpowiedział mu natomiast rozluźnił się lekko i odetchnął głęboko. – Od razu lepiej. Dziękuje. – Brunet wziął głęboki oddech, po czym uśmiechnął się ciepło. – Chciałbym, żebyś usiadł tak jak ja. – Ręce chłopaka od razu zacisnęły się mocniej na jego kolanach, które przycisnął jeszcze szczelniej do swojej klatki piersiowej. – Bez paniki. Proszę. Po prostu to zrób. Nic się nie dzieje. – Thirteen posłusznie, lecz lekko nerwowo usiadł po turecku i zacisnął dłonie w pięści. – Świetnie. A teraz proszę zamknij oczy i odetchnij głęboko sześć razy. – Wish mówił tak spokojnym głosem, że sam jego ton nieco uspokajał przerażonego chłopaka. Thirteen wziął właśnie szósty oddech, kiedy brunet ledwie zauważalnie podsunął się do niego i położył mu jedną z rąk na jego zaciśniętej pięści. Thirteen drgnął spłoszony i otworzył szeroko oczy. – Spokojnie. Nic się nie dzieje. Zamknij oczy i skup się na swoim oddechu i moim głosie. Proszę. – Jasnowłosy niechętnie wypełnił polecenie i chwilę później już obie dłonie Wish’a leżały na jego pięściach. – Chciałbym, żebyś wyobraził sobie polanę. Polanę, na którą padają ciepłe i miłe promienie słoneczne. Wiatr wiruje wesoło dookoła ciebie, a zapach polnych kwiatów unosi się w powietrzu. Drzewo, które rośnie nieopodal… - Głos bruneta był tak urzekający i przyjemny, że udało mu się całkowicie skupić na sobie uwagę Thirteen’a. Jego oddech pozostał miarowy, a pięści rozluźniły się.
           
Gdy dwadzieścia minut później drzwi od windy otworzyły się ze zgrzytem mężczyzna odpowiedzialny za jej konserwację ujrzał niecodzienny widok. W środku siedziało po turecku dwóch mężczyzn. Skierowani byli oni do siebie twarzami, a ich oczy były zamknięte. Jeden mruczał ciepłym głosem pod nosem jakieś przyjemne słowa, podczas gdy drugi oddychał głęboko i spokojnie. Trzymali się oni za ręce, a ich palce były splecione ze sobą. Ich twarze nie wyrażały niczego poza spokojem. Mężczyzna wzruszył tylko ramionami i ukłonił się, po czym odwrócił na pięcie i z westchnieniem wrócił tam skąd przyszedł.


Czwarta bariera została przełamana.
~ klaustrofobia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz