Rozdział piąty
„Pamiętaj, że czasem o szczęściu twoim i ludzi, zadecydować może
jedynie parę słów.”
Właśnie wstało słońce. Kołdra
poruszyła się nieznacznie tak, jakby ktoś się właśnie przeciągał. I tak
rzeczywiście było. Taemin przeciągnął się z wolna i opuszkami palców gładził
satynową pościel, lecz zatrzymał się raptownie, czując pod palcami miękką i
ciepłą fakturę nienależącą do kołdry. Otworzył oczy nieśmiało. Powiódł wzrokiem
w kierunku swoich rąk. Ku zdziwieniu dostrzegł czyjąś dłoń tuż obok swojej.
Zanim zdążył pomyśleć o ucieczce przypomniał sobie co się stało. Odetchnął
głęboko i ponownie zanurzył się w ramionach Minho. Odwrócił swoje zdrętwiałe
ciało delikatnie, tak, by nie obudzić śpiącego, po czym przyjrzał się jego
twarzy. Jej łagodny wyraz, przymknięte oczy, które okalały długie rzęsy, włosy
opadające na nią w charakterystycznym bałaganie i lekko rozchylone wargi,
nadawały całemu obrazkowi błogi i piękny wyraz. Lee aż zaparło dech w piersi.
Zarumienił się przypominając sobie wczorajsze zdarzenie i jakby od niechcenia
dotknął swoich warg. Uśmiechnął się lekko. Spojrzał na okno, pogoda była
piękna, ale nie zanosiło się na ciepły dzień. W sypialni panował lekki chłód.
Zakopał się więc głębiej w pościeli, ale nie mógł oderwać swoich myśli od twarzy
towarzysza. Promień słońca, który padał przez odsłonięte zasłony i odbijał się
od jego włosów, tworzył cieszący oko złotawy kolor. Taemin uśmiechnął się i z
wahaniem podniósł rękę. Powoli i z wyraźną ostrożnością musnął palcami wargę
Choi, badając ich miękką fakturę. Nagle podskoczył jak oparzony, gdy druga ręka
wysunęła się w kierunku twarzy brązowowłosego i zanim zdążył zabrać swoją dłoń,
ona pochwyciła jego. Palce śpiącego splotły się czule z drugimi i nim Taemin
zdążył zareagować, Minho przyciągnął splecioną dłoń i pocałował ją delikatnie.
Nie otwierając jeszcze oczu wyszeptał:
- Dzień dobry Minnie. – Po czym zamruczał cicho jak kot i
uniósł powieki, ukazując wyspane i piękne orzechowe oczy. – Jak się spało?
- My-my-ślałem, że-e śpisz. – Wydukał młodszy. Choi
przeciągnął się, podsunął się na materacu i oparł plecami o ramę łóżka, ciągnąc
zaskoczonego Lee za sobą. Przytulił go do siebie i pocałował we włosy.
- Obudziłem się na sekundę przed tobą, ale wolałem się nie
ruszać by Cię nie obudzić. – Zaśmiał się radośnie. Taemin zarumienił się
przypominając sobie co zrobił przed chwilą. – Jesteś uroczy jak się rumienisz.
– Ponownie się zaśmiał. Lee fuknął.
- Ile spaliśmy? – Wymamrotał, gdy wyswobodził się z objęć
Minho i podczołgał się do budzika. – Dochodzi piąta.
- Myślę, że dobre jedenaście godzin. – Choi zaśmiał się i
przymknąwszy oczy przykrył się szczelniej kołdrą.
- Nigdy nie sypiam więcej niż sześć godzin… - Starszy
otworzył szeroko oczy i w zdumieniu wpatrywał się w chłopaka.
- Nigdy? – Pokręcił głową. Brązowowłosy zauważył, że Lee
wygląda jakoś inaczej. Jego twarz przybrała jasnego, acz zdrowszego koloru niż
ten dotychczasowy. Oczy były znacznie większe niż zawsze, a pod nimi nie widać
było nawet drobnych śladów cieni. Na policzkach wykwitły lekkie rumieńce, a
zwykle spięta i beznamiętna twarz wydawała się być teraz łagodna i spokojna jak
nigdy. – Jak się czujesz? – Zaskoczyło go to pytanie.
- Ja? – Zamyślił się. – Dobrze…lepiej. Czuję się już lepiej.
– Uśmiechnął się. Wywołał on u Minho taką reakcję, że wolał się szybko wycofać.
Wstał pospiesznie z łóżka, wypełzłszy z pod kołdry, ale gdy tylko owionął go
zimny powiew wrócił w ułamku sekundy z powrotem do łóżka.
- Co? Zimno się zrobiło? – Taemin zaśmiał się złośliwie pod
nosem. Choi zmrużył oczy, na twarz wpełzł mu szyderczy uśmiech, po czym
zeskoczył z łóżka i ściągnął z niego kołdrę, okrywając się nią szczelnie. Trzy
sekundy zajęło młodszemu przystosowanie się do sytuacji. Siadł na środku
materaca i podwinął kolana pod brodę. Smutnymi, psimi oczami zaczął wpatrywać
się w Minho. Jego wzrok z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej
natarczywy. W końcu starszy ugiął się i wyswobodził z kołdry, wyciągając ją w
kierunku karmelowołosego. Ten uradowany ruszył do przodu by ją złapać, gdy
minąwszy się z nią uderzył w rozpostarte ramiona przyjaciela. Chłopak przytulił
go i chuchnął mu we włosy, po czym odsunął od siebie kawałek i zaśmiał się.
- Na tyle zasłużyłeś. – Tae spojrzał na niego z wrogością i
zmrużywszy oczy udał się do szafy po bluzę. Wciągnął na siebie szarą, dresową z
długim rękawem.
- Znaj łaskę Pana. – Mruknął do towarzysza rzucając mu inną
i trochę większą bluzę. Ten skłonił się lekko i z wielkim uśmiechem udał się do
kuchni. Zaraz za nim podążył młodszy, wzdychając ciężko.
Śniadanie jedli w milczeniu,
którego nie zagłuszał chociażby silnik samochodu słyszany z oddali. Świat
milczał powoli budząc się do życia. Rozpościerał skrzydła dnia i witał ze
słońcem namawiając ptaki do śpiewu. Minho podniósł wzrok z nad talerza i
sięgnął po dzbanek z kawą w tym samym momencie co Taemin.
- Przepraszam. - Wyszeptał. Choi przeszedł dreszcz. Jak
gdyby coś było nie tak. Nie umiał powiedzieć co, ale wiedział, że jakaś myśl
trapi młodego.
- Coś nie tak, Minnie? - Zapytał z troską i wziąwszy dzbanek
do ręki nalał kawy do obu kubków. - Powiedz mi co Cię trapi. - Tae pokręcił
głową. Starszy westchnął. - Zaczynamy dziś od angielskiego. W pół do ósmej
musimy być pod salą nauczyciela Baek, inaczej zginiemy. Ten facet jest nie do
zdarcia. - Minho westchnął ponownie.
- Zdążymy. - Mruknął. Brązowowłosy nie miał wątpliwości co
do tego, natomiast zastanawiało i martwiło go zachowanie przyjaciela. Coś było
nie tak. - Idę do łazienki pierwszy. - Powiedziawszy to w błyskawicznym tempie
wstał od stołu i wbiegł po schodach na górę. Minho wyciągnął telefon z kieszeni
i napisał wysłał wiadomość:
Do: Jjong
Stary nie mam gdzie spać. Brat przyjechał...razem z
dyrektorem.
Możesz mnie przenocować dwa/trzy dni?
Ratuj.
Westchnął i oparł się na krześle, odchylając głowę do tyłu.
Poczuł wibracje w kieszeni.
Od: Jjong
Nie ma szans, sorry Min, ale mam gościa.
---
Do: Jjong
Co nagle stało się ważniejsze ode mnie o czym nie wiem?
Wiesz jaka jest moja sytuacja z ojcem.
Nie możesz mi pomoc?
---
Od: Jjong
Bardzo bym chciał, ale nie od dziś. Już nie mieszkam sam...
Nie mieszka sam? No
tak, ma kawalerkę, więc to dość logiczne, że znalazł sobie współlokatora. Ale
żeby tak od razu nie pozwolić mi przyjść raz, czy dwa na noc? Co to ma być?
Chyba, że to ta jego randka, o której wspominał. Co mam z tym zrobić? Nie wrócę
do domu. - Warknął.
- Coś się stało? - Minho podskoczył na krześle, o mało z
niego nie spadając.
- Nie strasz mnie. - Syknął.
- Wolałem od schodów. Nie reagowałeś. - Spojrzał na niego ze
smutkiem. - Więc co się stało?
- Aaa...No bo ja. Ehhh - Westchnął. - Wiesz, że mój ojciec
wrócił do domu z delegacji przywożąc mojego brata. No cóż. Kłóciliśmy się jak
zawsze i uciekłem z domu. – Choi czuł się zażenowany całą sytuacją.
- I nie masz gdzie spać, prawda? Dlatego nie wróciłeś na noc
do domu... – Tae westchnął.
- Nie tylko dlatego. – Spojrzał na minę Taemin'a i
stwierdził, że lepiej nie ciągnąć tematu. Tak będzie bezpieczniej, a
przynajmniej na tę chwilę. Kiedyś przecież musi się dowiedzieć o co chodzi. Lee
wydawał się być zaskoczony reakcją Minho, lecz zaraz przywrócił się do porządku
i mruknął:
- Jeśli chcesz możesz zostać u mnie. Mam dwie sypialnie i
mieszkam sam, więc nie ma problemu. – Oczywiście zaraz się zreflektował. – Ach
nie, przepraszam, to głupi pomysł. – Uśmiechnął się z zażenowaniem.
- Właściwie to wspaniały pomysł. Naprawdę mogę? – Młodszy
skinął głową i uśmiechnął się nieśmiało. – Jeśli nie będę kłopotem to z chęcią
przyjąłbym twoją propozycję. – Lee wydawał się być zaskoczony rozwojem
sytuacji.
- Cieszę się. – Uśmiech karmelowowłosego był tak
rozbrajający, że jeszcze chwila i Minho czułby się jak roztapiające się masło.
- Chodź. Zbieramy się do szkoły. Leć do łazienki, ja w tym czasie nakarmię
Kanzen. – Zawołał kota, który w oka mgnieniu znalazł się przy jego nodze
dopraszając o mleko. – Ciekawy jestem gdzie był przez całą noc. - Taemin
zmyślił się.
- Spał w naszych nogach. Czym byłeś tak pochłonięty, że go
nie zauważyłeś? - Choi zachichotał. Młodszy spłoną rumieńcem.
- Po prostu spałem. - Burknął jak oburzone dziecko.
- Mhm. - Mruknął, ciągle się śmiejąc, Minho.
Lekcja minęłaby spokojnie, bez
większych ekscesów gdyby nie fakt, że żaden z chłopaków nie był się z wstanie
skupić na tym co mówił nauczyciel. Minho wpatrywał się cały czas w odsłonięty
kark Taemin’a, który przywodził mu na myśl zdarzenia z minionego dnia. Cały
czas uśmiechał się pod nosem jak głupi do sera. Jak bardzo nieskupiony może być
zakochany człowiek widząc swój obiekt westchnień? Jak widać aż za bardzo. Z
kolei Taemin, siedząc tyłem do przyjaciela, ledwo powstrzymywał się od ciągłego
odwracania się przez ramię. Każdy z nich zdawał sobie sprawę, że łatwiej byłoby
po prostu usiąść w ławkach obok siebie, ale to z kolei mogłoby wzbudzać
podejrzenia, a tego woleli po prostu uniknąć. W pewnym momencie nauczyciel
zirytowany rozproszeniem swoich uczniów postanowił uraczyć ich złośliwą uwagą.
- Panowie na końcu. Jest tyle pięknych kawiarni i parków. -
Obaj spojrzeli na niego nic nie rozumiejąc. - Tak więc jeśli chcecie sobie na
siebie popatrzeć, to umówcie się gdzieś i skupcie na mojej lekcji, zamiast
uporczywie ignorować moje słowa zajmując się własną osobą. Dziękuje. To na
tyle. - Nie trzeba było nawet patrzeć na Taemin’a, żeby domyślić się jego
reakcji. Spuścił głowę i zakrył włosami twarz. Natomiast Minho jak gdyby nigdy
nic spojrzał na nauczyciela i odrzekł z uśmiechem:
- Tak jest, nauczycielu Baek! - Wywołał tym salwę śmiechu
wśród uczniów, a także wywarł niemałe wrażenie na profesorze, który uśmiechnął
się pod nosem. W ten oto sposób rozluźnił napiętą atmosferę panującą w klasie i
mogli się wreszcie skupić na lekcji. Oczywiście w jakimś tam nikłym stopniu.
- Gdzie idziesz? – Minho spojrzał na Taemin’a, którego
właśnie minął w stołówce. – Jadłeś już? – Karmelowołosy zerknął przez ramię na
mówiącego i przystanął.
- Zamieniasz się w moją matkę? – Choi wzdrygnął się. Młodszy
uniósł jedną brew, nie zrozumiawszy reakcji przyjaciela. – Idę ćwiczyć. –
Westchnął.
- Mogę z Tobą? – Brązowołosy uśmiechnął się i jak
podekscytowany szczeniaczek spojrzał z nadzieją w jego stronę. Taemin zaśmiał
się. Niechętnie acz lekką przyjemnością skinął głową.
Weszli do
wielkiej sali koncertowej już bez żadnych obaw. Minho miał bowiem zezwolenie
jako ‘pilnujący kolegi, który znajduje się w stanie lekkiej niedowładności
fizycznej”. A przynajmniej w ten sposób określiła to ich szkolna pielęgniarka.
Zasiadł w pierwszym rzędzie i z lubością wpatrywał się w chłopaka, który jął
się rozciągać na scenie. Choi przyglądał się z uwagą mięśniom prężącym się pod
koszulką chłopaka, jego delikatnym i zgrabnym dłoniom, szczupłym pęcinom i
pięknej acz lekko dziewczęcej tali. Taemin podniósł się z ziemi i ostatni raz
rozprostował kręgosłup. Podszedł do wieży z zamiarem włączenia piosenki, do
której zwykł tańczyć. Urządzenie nie zareagowało. Ponowił próbę i ponownie nie
było reakcji. Minho wstał z krzesła i trzy sekundy później znalazł się przy
chłopaku.
- Nie działa. - Mruknął karmelowowłosy ze smutkiem, zupełnie
jak dziecko.
- Poczekaj chwilkę. - Choi założył, że wieża po prostu
odmówiła współpracy i siadł na scenie. Ku zdziwieniu Taemin'a chłopak zaczął
stukać butem w drewnianą konstrukcję sceny. Potem ręką uderzał w jej kant,
powodując tym samym powstanie zsynchronizowanego bitu. Spojrzał na młodszego i
uśmiechnął się zadziornie. Nagle ku wielkiemu zaskoczeniu chłopak zaczął
rapować i to nie byle jak:
Neega gidaryeowatdun
namja that's me
Neoye mameul hoomchil
junbi dwasseuni
Nal wonhandamyeon
malhae jigeumi geuddae
Geugeol ganeungke hal
neega pilyohae1
„Facet, na
którego czekałeś, to ja
Jestem gotowy
ukraść twoje serce
Jeśli mnie
chcesz, powiedz, teraz jest na to czas
Potrzebuję cię,
aby to stało się możliwe”
Taemin nie znał tego utworu. Z miny Minho wywnioskował, że
był to jego autorski kawałek. Najprawdopodobniej wymyślony na poczekaniu. Gdy
dotarł do niego sens słów, ponownie się zarumienił.
Nagle Choi zmienił bit i piosenkę. Zaczął wykonywać główną
partię rapera, z jednego z najszybszych kawałków, bardzo popularnego zespołu
k-pop'owego. Lee w szoku słuchał jak jego przyjaciel jest w stanie wykonać coś
tak skomplikowanego na dodatek z głowy. Brązowowłosy przerwał na chwile widząc
oniemiałego młodszego. - Wystarczy? - Zaśmiał się serdecznie. - Czy wolisz inny
bit/rap? Do usług. - Taemin uśmiechnął się szeroko.
- Znasz układ taneczny do tej piosenki? - Zapytał zbijając
tym samym Minho z tropu.
- Układ? - Uniósł jedną brew. - Masz na myśli to? - Zanim
Tae zdążył mrugnąć jego przyjaciel stał już na scenie. Najpierw obrócił się,
zrobił konkretny ruch ręką, po czym rozłożył je szeroko i zaczął śpiewać. Ku
zaskoczeniu i radości Taemin'a, Choi wykonał cały układ bezbłędnie, a na
dodatek okazał się być całkiem niezłym tancerzem. Lee korzystając z końcówki
refrenu, wskoczył na środek sceny przejmując główną partię wokalu. Nagle obaj
tańczyli, śpiewali i dobrze się bawili. Słowem stworzyli całkiem niezły
k-pop'owy mini boysband.
W pewnym momencie Minho potknął się o rozwiązaną sznurówkę w
swoim prawym bucie i próbując ratować się przed upadkiem pociągnął młodszego za
sobą. Taemin upadł na ręce, trzymając je po obu stronach klatki piersiowej
brązowowłosego. Ten zaś złapał go w talii i przytrzymał nad sobą.
- Dzień dobry. - Wyszeptał Minho. Na twarz karmelowłosego
wpełzł lekki rumieniec, a zaledwie chwilę później zorientował się, że siedzi
okrakiem na przyjacielu. Szybko odskoczył od niego, ale zanadto gwałtownie,
ponieważ zatoczył się do tyłu potykając o własne nogi. W ostatniej chwili
został złapany przez Minho. Podnieśli się z ziemi i otrzepali. – Przepraszam. Nie
chciałem Cię pociągnąć. – Szepnął.
- Nic się nie stało. Tylko trochę bolą mnie ręce. – Choi
drgnął i złapał młodego za nadgarstek. Obejrzał go ze wszystkich stron, po czym
chwycił jego drobne palce i delikatnie musnął ustami. Zrobił krok do przodu,
splótł swoją dłoń z jego, chwycił go za talię i wolną ręką przyciągnął do
siebie. Nim Taemin zdążył zareagować Minho złączył jego usta ze swoimi. Rozchylił
usta, wpuszczając ciepły i miękki język starszego. Nagle Lee odskoczył jak
oparzony od chłopaka. Brązowowłosy wyglądał na zawiedzionego i z niemym
pytaniem wpatrywał się w towarzysza. – To jest szkoła, do cholery! Nie pozwalaj
sobie. – Syknął.
- Nikogo tu nie ma. – Mruknął z odrobiną złości.
- Ale to nadal jest szkoła. – Tae westchnął.
- Nie chodzi tylko o miejsce? – Zadał pytanie w taki sposób,
że zabrzmiało jak retoryczne. Młody zadrżał. Nagle obaj się odwrócili słysząc
szczęk otwieranych drzwi. W nich ujrzeli Key’a, który właśnie wesołym krokiem
szedł do sali. Minho natychmiast wypuścił rękę Minniego. Z twarzy białowłosego
zszedł uśmiech.
- Przeszkodziłem w czymś? – Zapytał cicho.
- Nie. – Odpowiedzieli jednocześnie i spojrzeli na siebie z
wyrzutem.
- Ummm. – Key poczuł się nie na miejscu. – Chciałem tylko
zaprosić was dziś na kolację.
- Was? – Taemin wydawał się być zaskoczony. – Znacie się? –
Spojrzał najpierw na Key’a, a potem na Minho.
- Tak. Poznaliśmy się przy okazji. – Brązowowłosy rzucił
odpowiedź na odczep się. Lee puścił tę uwagę mimo uszu.
- Kolacja?
- Tak. Chce wam kogoś przedstawić. – Uśmiechnął się.
Wyglądał na szczęśliwego. To sprawiło, że Tae poczuł ciepło rozchodzące się po
całym ciele. Key był jak jego rodzina. Być może utracili kontakt na jakiś czas
i oddalili się od siebie, ale dla Taemin’a on już na zawsze pozostanie częścią
życia. Był dla niego jak brat. Nie, nie jak brat. Był jak matka, którą stracił.
- Umma się zakochała? – Karmelowowłosy zaszydził z
uśmiechem. Najstarszy drgnął, po czym uśmiechnął się serdecznie. Przypomniał
sobie jak dawno temu ostatnio słyszał ten zwrot.
- Może. – Mruknął i pokazał im język. Zaśmiali się. – No to
do zobaczenia. O szesnastej przed tą nową, włoską restauracją „Rarità Italiane”.
– Odwrócił się na pięcie i podniósł dłoń w geście pozdrowienia.
- A kto powiedział, że się zgadzamy? – Minnie zaśmiał się.
- Ciekawość w twoich oczach. – Key odkrzyknął nim wyszedł z
sali. Minho zdusił śmiech, po czym dostał lekkiego kuksańca w żebra od
rozbawionego młodego.
Powoli
zaczynało zachodzić słońce. Na dworze panował chłód, a na ulicach było pusto.
Jedynie parę osób przechodziło chodnikiem, kryjąc się przed jesiennym wiatrem,
który smagał ludzi, po czerwonych od mrozu, twarzach.
Taemin i Minho równo o szesnastej stanęli przed drzwiami
restauracji i weszli do środka rozglądając się uważnie. Za kontuarem stał
wysoki mężczyzna w średnim wieku, który odebrał od nich płaszcze. Chwilę
później usłyszeli głos Key’a.
- Przyszliście. – Uśmiechnął się.
- A mieliśmy inny wybór? – Tae odciął się złośliwie i
zaśmiał.
- Właściwie to nie. – Blondyn zachichotał. – Tędy proszę. –
Stanąwszy jak kelner ukłonił się i zaprowadził ich do stolika. Gdy dotarli
Minho stanął jak wryty. Osoba siedząca przy stole poderwała się z miejsca i
wpatrywała się naprzemiennie w przybyłych.
- Eee Min? – Brunet, mający na oko metr siedemdziesiąt osiem
odezwał się skonfundowany. – Co ty tu robisz?
- To wy się znacie? – Key został zbity z tropu.
- Masz chłopaka? – Minho zaskoczony wpatrywał się w
przyjaciela.
- Jesteś gejem? – Tae nie wiedział gdzie ma podziać swój
wzrok, ale zatrzymał je na białowłosym skoro to jemu zadawał pytanie.
- Stop. – Kibum uciszył towarzystwo. – Siądźmy. – Posłuchali
się go. Gdy już wszyscy byli na swoich miejscach chłopak kontynuował. – Zaprosiłem
Minho, ponieważ jest najlepszym przyjacielem mojego ‘syna’. – Tae zaśmiał się
cicho słysząc określenie jakiego użył Key. – Po drugie, to jest Jonghyun. Mój
chłopak. – Choi się zakrztusił, a wspomniany delikatnie się zarumienił. – Po
trzecie: tak, jestem gejem. To chyba oczywiste. Po czwarte…jest moja kolej
zadawania pytań. Znacie się? – Zwrócił się do brązowowłosego.
- Tak. To mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa. – Zaśmiał
się pod nosem. Kibum zmarszczył brwi.
- Jjongie, mogłeś chociaż powiedzieć, że jesteś
przyjacielem, przyjaciela, mojego syna. – Mruknął Kim obrażony.
- Chłopaka. – Uściślił Taemin. Minho zbladł i spojrzał się
na niego. Był w szoku.
- Chłopaka? – Powtórzył Jonghyun.
- W takim razie mogłeś powiedzieć, że jesteś przyjacielem
chłopaka, mojego syna. – Key westchnął. – Co to za różn…Zaraz. Coś ty
powiedział?
- Jesteśmy parą. – Tae wyciągnął z pod stołu rękę, którą
uprzednio złapał tę Minho.
- Minnie, skarbie…Czemu żeś się do cholery nie przyznał, ty
bezczelny bachorze?! – Wrzasnął Key na całą restaurację. Jonghyun zaśmiał się
serdecznie. Wszyscy spojrzeli się na niego w szoku.
- Nie wiem jak was, ale mnie to bawi. Chłopak mojego
najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, jest ‘synem’ i najlepszym przyjacielem z
dzieciństwa mojego chłopaka. – Ponownie się zaśmiał, co rozładowało atmosferę.
Na każdą twarz wpełzł uśmiech. – Bummie wdech i wydech.
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem głodny. Może obgadamy to
wszystko przy jedzeniu? – Minho rozluźnił już całkowicie atmosferę. Postanowili
skorzystać, więc z propozycji i przystąpili do zamawiania.
Przez cały wieczór Choi skupiał
się tylko i wyłącznie na Taemin’ie. Był z niego dumny, że przeszło mu przez
gardło słowo ‘chłopak’. Poczuł wszechogarniające go szczęście, że nareszcie wie
na czym stoi z osobą, którą kocha. A trzymanie go za rękę cały wieczór i
słuchanie śmiejących się i szczęśliwych przyjaciół było dla niego największą
nagrodą i spełnieniem marzeń…
„I dare you to let me be your, one and only,
Promise I'm worth it,
To hold in your arms,
So come on and give me a chance,
To prove I am the one who can walk that mile,
Until the end starts”2
1 – „Get it” ~ SHINee (oryginalnie również jest to partia
rapu Minho)
2 – „One and Only” ~ Adele (tłumaczenie:)
„Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz