Endless Night ~ Five

Rozdział piąty

„Pamiętaj, że czasem o szczęściu twoim i ludzi, zadecydować może jedynie parę słów.”

Właśnie wstało słońce. Kołdra poruszyła się nieznacznie tak, jakby ktoś się właśnie przeciągał. I tak rzeczywiście było. Taemin przeciągnął się z wolna i opuszkami palców gładził satynową pościel, lecz zatrzymał się raptownie, czując pod palcami miękką i ciepłą fakturę nienależącą do kołdry. Otworzył oczy nieśmiało. Powiódł wzrokiem w kierunku swoich rąk. Ku zdziwieniu dostrzegł czyjąś dłoń tuż obok swojej. Zanim zdążył pomyśleć o ucieczce przypomniał sobie co się stało. Odetchnął głęboko i ponownie zanurzył się w ramionach Minho. Odwrócił swoje zdrętwiałe ciało delikatnie, tak, by nie obudzić śpiącego, po czym przyjrzał się jego twarzy. Jej łagodny wyraz, przymknięte oczy, które okalały długie rzęsy, włosy opadające na nią w charakterystycznym bałaganie i lekko rozchylone wargi, nadawały całemu obrazkowi błogi i piękny wyraz. Lee aż zaparło dech w piersi. Zarumienił się przypominając sobie wczorajsze zdarzenie i jakby od niechcenia dotknął swoich warg. Uśmiechnął się lekko. Spojrzał na okno, pogoda była piękna, ale nie zanosiło się na ciepły dzień. W sypialni panował lekki chłód. Zakopał się więc głębiej w pościeli, ale nie mógł oderwać swoich myśli od twarzy towarzysza. Promień słońca, który padał przez odsłonięte zasłony i odbijał się od jego włosów, tworzył cieszący oko złotawy kolor. Taemin uśmiechnął się i z wahaniem podniósł rękę. Powoli i z wyraźną ostrożnością musnął palcami wargę Choi, badając ich miękką fakturę. Nagle podskoczył jak oparzony, gdy druga ręka wysunęła się w kierunku twarzy brązowowłosego i zanim zdążył zabrać swoją dłoń, ona pochwyciła jego. Palce śpiącego splotły się czule z drugimi i nim Taemin zdążył zareagować, Minho przyciągnął splecioną dłoń i pocałował ją delikatnie. Nie otwierając jeszcze oczu wyszeptał:
- Dzień dobry Minnie. – Po czym zamruczał cicho jak kot i uniósł powieki, ukazując wyspane i piękne orzechowe oczy. – Jak się spało?
- My-my-ślałem, że-e śpisz. – Wydukał młodszy. Choi przeciągnął się, podsunął się na materacu i oparł plecami o ramę łóżka, ciągnąc zaskoczonego Lee za sobą. Przytulił go do siebie i pocałował we włosy.
- Obudziłem się na sekundę przed tobą, ale wolałem się nie ruszać by Cię nie obudzić. – Zaśmiał się radośnie. Taemin zarumienił się przypominając sobie co zrobił przed chwilą. – Jesteś uroczy jak się rumienisz. – Ponownie się zaśmiał. Lee fuknął.
- Ile spaliśmy? – Wymamrotał, gdy wyswobodził się z objęć Minho i podczołgał się do budzika. – Dochodzi piąta.
- Myślę, że dobre jedenaście godzin. – Choi zaśmiał się i przymknąwszy oczy przykrył się szczelniej kołdrą.
- Nigdy nie sypiam więcej niż sześć godzin… - Starszy otworzył szeroko oczy i w zdumieniu wpatrywał się w chłopaka.
- Nigdy? – Pokręcił głową. Brązowowłosy zauważył, że Lee wygląda jakoś inaczej. Jego twarz przybrała jasnego, acz zdrowszego koloru niż ten dotychczasowy. Oczy były znacznie większe niż zawsze, a pod nimi nie widać było nawet drobnych śladów cieni. Na policzkach wykwitły lekkie rumieńce, a zwykle spięta i beznamiętna twarz wydawała się być teraz łagodna i spokojna jak nigdy. – Jak się czujesz? – Zaskoczyło go to pytanie.
- Ja? – Zamyślił się. – Dobrze…lepiej. Czuję się już lepiej. – Uśmiechnął się. Wywołał on u Minho taką reakcję, że wolał się szybko wycofać. Wstał pospiesznie z łóżka, wypełzłszy z pod kołdry, ale gdy tylko owionął go zimny powiew wrócił w ułamku sekundy z powrotem do łóżka.
- Co? Zimno się zrobiło? – Taemin zaśmiał się złośliwie pod nosem. Choi zmrużył oczy, na twarz wpełzł mu szyderczy uśmiech, po czym zeskoczył z łóżka i ściągnął z niego kołdrę, okrywając się nią szczelnie. Trzy sekundy zajęło młodszemu przystosowanie się do sytuacji. Siadł na środku materaca i podwinął kolana pod brodę. Smutnymi, psimi oczami zaczął wpatrywać się w Minho. Jego wzrok z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej natarczywy. W końcu starszy ugiął się i wyswobodził z kołdry, wyciągając ją w kierunku karmelowołosego. Ten uradowany ruszył do przodu by ją złapać, gdy minąwszy się z nią uderzył w rozpostarte ramiona przyjaciela. Chłopak przytulił go i chuchnął mu we włosy, po czym odsunął od siebie kawałek i zaśmiał się.
- Na tyle zasłużyłeś. – Tae spojrzał na niego z wrogością i zmrużywszy oczy udał się do szafy po bluzę. Wciągnął na siebie szarą, dresową z długim rękawem.
- Znaj łaskę Pana. – Mruknął do towarzysza rzucając mu inną i trochę większą bluzę. Ten skłonił się lekko i z wielkim uśmiechem udał się do kuchni. Zaraz za nim podążył młodszy, wzdychając ciężko.
Śniadanie jedli w milczeniu, którego nie zagłuszał chociażby silnik samochodu słyszany z oddali. Świat milczał powoli budząc się do życia. Rozpościerał skrzydła dnia i witał ze słońcem namawiając ptaki do śpiewu. Minho podniósł wzrok z nad talerza i sięgnął po dzbanek z kawą w tym samym momencie co Taemin.
- Przepraszam. - Wyszeptał. Choi przeszedł dreszcz. Jak gdyby coś było nie tak. Nie umiał powiedzieć co, ale wiedział, że jakaś myśl trapi młodego.
- Coś nie tak, Minnie? - Zapytał z troską i wziąwszy dzbanek do ręki nalał kawy do obu kubków. - Powiedz mi co Cię trapi. - Tae pokręcił głową. Starszy westchnął. - Zaczynamy dziś od angielskiego. W pół do ósmej musimy być pod salą nauczyciela Baek, inaczej zginiemy. Ten facet jest nie do zdarcia. - Minho westchnął ponownie.
- Zdążymy. - Mruknął. Brązowowłosy nie miał wątpliwości co do tego, natomiast zastanawiało i martwiło go zachowanie przyjaciela. Coś było nie tak. - Idę do łazienki pierwszy. - Powiedziawszy to w błyskawicznym tempie wstał od stołu i wbiegł po schodach na górę. Minho wyciągnął telefon z kieszeni i napisał wysłał wiadomość:

Do: Jjong
Stary nie mam gdzie spać. Brat przyjechał...razem z dyrektorem.
Możesz mnie przenocować dwa/trzy dni?
Ratuj.

Westchnął i oparł się na krześle, odchylając głowę do tyłu. Poczuł wibracje w kieszeni.

Od: Jjong
Nie ma szans, sorry Min, ale mam gościa.
---
Do: Jjong
Co nagle stało się ważniejsze ode mnie o czym nie wiem?
Wiesz jaka jest moja sytuacja z ojcem.
Nie możesz mi pomoc?
---
Od: Jjong
Bardzo bym chciał, ale nie od dziś. Już nie mieszkam sam...

Nie mieszka sam? No tak, ma kawalerkę, więc to dość logiczne, że znalazł sobie współlokatora. Ale żeby tak od razu nie pozwolić mi przyjść raz, czy dwa na noc? Co to ma być? Chyba, że to ta jego randka, o której wspominał. Co mam z tym zrobić? Nie wrócę do domu. - Warknął.
- Coś się stało? - Minho podskoczył na krześle, o mało z niego nie spadając.
- Nie strasz mnie. - Syknął.
- Wolałem od schodów. Nie reagowałeś. - Spojrzał na niego ze smutkiem. - Więc co się stało?
- Aaa...No bo ja. Ehhh - Westchnął. - Wiesz, że mój ojciec wrócił do domu z delegacji przywożąc mojego brata. No cóż. Kłóciliśmy się jak zawsze i uciekłem z domu. – Choi czuł się zażenowany całą sytuacją.
- I nie masz gdzie spać, prawda? Dlatego nie wróciłeś na noc do domu... – Tae westchnął.
- Nie tylko dlatego. – Spojrzał na minę Taemin'a i stwierdził, że lepiej nie ciągnąć tematu. Tak będzie bezpieczniej, a przynajmniej na tę chwilę. Kiedyś przecież musi się dowiedzieć o co chodzi. Lee wydawał się być zaskoczony reakcją Minho, lecz zaraz przywrócił się do porządku i mruknął:
- Jeśli chcesz możesz zostać u mnie. Mam dwie sypialnie i mieszkam sam, więc nie ma problemu. – Oczywiście zaraz się zreflektował. – Ach nie, przepraszam, to głupi pomysł. – Uśmiechnął się z zażenowaniem.
- Właściwie to wspaniały pomysł. Naprawdę mogę? – Młodszy skinął głową i uśmiechnął się nieśmiało. – Jeśli nie będę kłopotem to z chęcią przyjąłbym twoją propozycję. – Lee wydawał się być zaskoczony rozwojem sytuacji.
- Cieszę się. – Uśmiech karmelowowłosego był tak rozbrajający, że jeszcze chwila i Minho czułby się jak roztapiające się masło. - Chodź. Zbieramy się do szkoły. Leć do łazienki, ja w tym czasie nakarmię Kanzen. – Zawołał kota, który w oka mgnieniu znalazł się przy jego nodze dopraszając o mleko. – Ciekawy jestem gdzie był przez całą noc. - Taemin zmyślił się.
- Spał w naszych nogach. Czym byłeś tak pochłonięty, że go nie zauważyłeś? - Choi zachichotał. Młodszy spłoną rumieńcem.
- Po prostu spałem. - Burknął jak oburzone dziecko.
- Mhm. - Mruknął, ciągle się śmiejąc, Minho.

Lekcja minęłaby spokojnie, bez większych ekscesów gdyby nie fakt, że żaden z chłopaków nie był się z wstanie skupić na tym co mówił nauczyciel. Minho wpatrywał się cały czas w odsłonięty kark Taemin’a, który przywodził mu na myśl zdarzenia z minionego dnia. Cały czas uśmiechał się pod nosem jak głupi do sera. Jak bardzo nieskupiony może być zakochany człowiek widząc swój obiekt westchnień? Jak widać aż za bardzo. Z kolei Taemin, siedząc tyłem do przyjaciela, ledwo powstrzymywał się od ciągłego odwracania się przez ramię. Każdy z nich zdawał sobie sprawę, że łatwiej byłoby po prostu usiąść w ławkach obok siebie, ale to z kolei mogłoby wzbudzać podejrzenia, a tego woleli po prostu uniknąć. W pewnym momencie nauczyciel zirytowany rozproszeniem swoich uczniów postanowił uraczyć ich złośliwą uwagą.
- Panowie na końcu. Jest tyle pięknych kawiarni i parków. - Obaj spojrzeli na niego nic nie rozumiejąc. - Tak więc jeśli chcecie sobie na siebie popatrzeć, to umówcie się gdzieś i skupcie na mojej lekcji, zamiast uporczywie ignorować moje słowa zajmując się własną osobą. Dziękuje. To na tyle. - Nie trzeba było nawet patrzeć na Taemin’a, żeby domyślić się jego reakcji. Spuścił głowę i zakrył włosami twarz. Natomiast Minho jak gdyby nigdy nic spojrzał na nauczyciela i odrzekł z uśmiechem:
- Tak jest, nauczycielu Baek! - Wywołał tym salwę śmiechu wśród uczniów, a także wywarł niemałe wrażenie na profesorze, który uśmiechnął się pod nosem. W ten oto sposób rozluźnił napiętą atmosferę panującą w klasie i mogli się wreszcie skupić na lekcji. Oczywiście w jakimś tam nikłym stopniu.

- Gdzie idziesz? – Minho spojrzał na Taemin’a, którego właśnie minął w stołówce. – Jadłeś już? – Karmelowołosy zerknął przez ramię na mówiącego i przystanął.
- Zamieniasz się w moją matkę? – Choi wzdrygnął się. Młodszy uniósł jedną brew, nie zrozumiawszy reakcji przyjaciela. – Idę ćwiczyć. – Westchnął.
- Mogę z Tobą? – Brązowołosy uśmiechnął się i jak podekscytowany szczeniaczek spojrzał z nadzieją w jego stronę. Taemin zaśmiał się. Niechętnie acz lekką przyjemnością skinął głową.

            Weszli do wielkiej sali koncertowej już bez żadnych obaw. Minho miał bowiem zezwolenie jako ‘pilnujący kolegi, który znajduje się w stanie lekkiej niedowładności fizycznej”. A przynajmniej w ten sposób określiła to ich szkolna pielęgniarka. Zasiadł w pierwszym rzędzie i z lubością wpatrywał się w chłopaka, który jął się rozciągać na scenie. Choi przyglądał się z uwagą mięśniom prężącym się pod koszulką chłopaka, jego delikatnym i zgrabnym dłoniom, szczupłym pęcinom i pięknej acz lekko dziewczęcej tali. Taemin podniósł się z ziemi i ostatni raz rozprostował kręgosłup. Podszedł do wieży z zamiarem włączenia piosenki, do której zwykł tańczyć. Urządzenie nie zareagowało. Ponowił próbę i ponownie nie było reakcji. Minho wstał z krzesła i trzy sekundy później znalazł się przy chłopaku.
- Nie działa. - Mruknął karmelowowłosy ze smutkiem, zupełnie jak dziecko.
- Poczekaj chwilkę. - Choi założył, że wieża po prostu odmówiła współpracy i siadł na scenie. Ku zdziwieniu Taemin'a chłopak zaczął stukać butem w drewnianą konstrukcję sceny. Potem ręką uderzał w jej kant, powodując tym samym powstanie zsynchronizowanego bitu. Spojrzał na młodszego i uśmiechnął się zadziornie. Nagle ku wielkiemu zaskoczeniu chłopak zaczął rapować i to nie byle jak:

Neega gidaryeowatdun namja that's me
Neoye mameul hoomchil junbi dwasseuni
Nal wonhandamyeon malhae jigeumi geuddae
Geugeol ganeungke hal neega pilyohae1
„Facet, na którego czekałeś, to ja
Jestem gotowy ukraść twoje serce
Jeśli mnie chcesz, powiedz, teraz jest na to czas
Potrzebuję cię, aby to stało się możliwe”

Taemin nie znał tego utworu. Z miny Minho wywnioskował, że był to jego autorski kawałek. Najprawdopodobniej wymyślony na poczekaniu. Gdy dotarł do niego sens słów, ponownie się zarumienił.
Nagle Choi zmienił bit i piosenkę. Zaczął wykonywać główną partię rapera, z jednego z najszybszych kawałków, bardzo popularnego zespołu k-pop'owego. Lee w szoku słuchał jak jego przyjaciel jest w stanie wykonać coś tak skomplikowanego na dodatek z głowy. Brązowowłosy przerwał na chwile widząc oniemiałego młodszego. - Wystarczy? - Zaśmiał się serdecznie. - Czy wolisz inny bit/rap? Do usług. - Taemin uśmiechnął się szeroko.
- Znasz układ taneczny do tej piosenki? - Zapytał zbijając tym samym Minho z tropu.
- Układ? - Uniósł jedną brew. - Masz na myśli to? - Zanim Tae zdążył mrugnąć jego przyjaciel stał już na scenie. Najpierw obrócił się, zrobił konkretny ruch ręką, po czym rozłożył je szeroko i zaczął śpiewać. Ku zaskoczeniu i radości Taemin'a, Choi wykonał cały układ bezbłędnie, a na dodatek okazał się być całkiem niezłym tancerzem. Lee korzystając z końcówki refrenu, wskoczył na środek sceny przejmując główną partię wokalu. Nagle obaj tańczyli, śpiewali i dobrze się bawili. Słowem stworzyli całkiem niezły k-pop'owy mini boysband.
W pewnym momencie Minho potknął się o rozwiązaną sznurówkę w swoim prawym bucie i próbując ratować się przed upadkiem pociągnął młodszego za sobą. Taemin upadł na ręce, trzymając je po obu stronach klatki piersiowej brązowowłosego. Ten zaś złapał go w talii i przytrzymał nad sobą.
- Dzień dobry. - Wyszeptał Minho. Na twarz karmelowłosego wpełzł lekki rumieniec, a zaledwie chwilę później zorientował się, że siedzi okrakiem na przyjacielu. Szybko odskoczył od niego, ale zanadto gwałtownie, ponieważ zatoczył się do tyłu potykając o własne nogi. W ostatniej chwili został złapany przez Minho. Podnieśli się z ziemi i otrzepali. – Przepraszam. Nie chciałem Cię pociągnąć. – Szepnął.
- Nic się nie stało. Tylko trochę bolą mnie ręce. – Choi drgnął i złapał młodego za nadgarstek. Obejrzał go ze wszystkich stron, po czym chwycił jego drobne palce i delikatnie musnął ustami. Zrobił krok do przodu, splótł swoją dłoń z jego, chwycił go za talię i wolną ręką przyciągnął do siebie. Nim Taemin zdążył zareagować Minho złączył jego usta ze swoimi. Rozchylił usta, wpuszczając ciepły i miękki język starszego. Nagle Lee odskoczył jak oparzony od chłopaka. Brązowowłosy wyglądał na zawiedzionego i z niemym pytaniem wpatrywał się w towarzysza. – To jest szkoła, do cholery! Nie pozwalaj sobie. – Syknął.
- Nikogo tu nie ma. – Mruknął z odrobiną złości.
- Ale to nadal jest szkoła. – Tae westchnął.
- Nie chodzi tylko o miejsce? – Zadał pytanie w taki sposób, że zabrzmiało jak retoryczne. Młody zadrżał. Nagle obaj się odwrócili słysząc szczęk otwieranych drzwi. W nich ujrzeli Key’a, który właśnie wesołym krokiem szedł do sali. Minho natychmiast wypuścił rękę Minniego. Z twarzy białowłosego zszedł uśmiech.
- Przeszkodziłem w czymś? – Zapytał cicho.
- Nie. – Odpowiedzieli jednocześnie i spojrzeli na siebie z wyrzutem.
- Ummm. – Key poczuł się nie na miejscu. – Chciałem tylko zaprosić was dziś na kolację.
- Was? – Taemin wydawał się być zaskoczony. – Znacie się? – Spojrzał najpierw na Key’a, a potem na Minho.
- Tak. Poznaliśmy się przy okazji. – Brązowowłosy rzucił odpowiedź na odczep się. Lee puścił tę uwagę mimo uszu.
- Kolacja?
- Tak. Chce wam kogoś przedstawić. – Uśmiechnął się. Wyglądał na szczęśliwego. To sprawiło, że Tae poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele. Key był jak jego rodzina. Być może utracili kontakt na jakiś czas i oddalili się od siebie, ale dla Taemin’a on już na zawsze pozostanie częścią życia. Był dla niego jak brat. Nie, nie jak brat. Był jak matka, którą stracił.
- Umma się zakochała? – Karmelowowłosy zaszydził z uśmiechem. Najstarszy drgnął, po czym uśmiechnął się serdecznie. Przypomniał sobie jak dawno temu ostatnio słyszał ten zwrot.
- Może. – Mruknął i pokazał im język. Zaśmiali się. – No to do zobaczenia. O szesnastej przed tą nową, włoską restauracją „Rarità Italiane”. – Odwrócił się na pięcie i podniósł dłoń w geście pozdrowienia.
- A kto powiedział, że się zgadzamy? – Minnie zaśmiał się.
- Ciekawość w twoich oczach. – Key odkrzyknął nim wyszedł z sali. Minho zdusił śmiech, po czym dostał lekkiego kuksańca w żebra od rozbawionego młodego.

            Powoli zaczynało zachodzić słońce. Na dworze panował chłód, a na ulicach było pusto. Jedynie parę osób przechodziło chodnikiem, kryjąc się przed jesiennym wiatrem, który smagał ludzi, po czerwonych od mrozu, twarzach.
Taemin i Minho równo o szesnastej stanęli przed drzwiami restauracji i weszli do środka rozglądając się uważnie. Za kontuarem stał wysoki mężczyzna w średnim wieku, który odebrał od nich płaszcze. Chwilę później usłyszeli głos Key’a.
- Przyszliście. – Uśmiechnął się.
- A mieliśmy inny wybór? – Tae odciął się złośliwie i zaśmiał.
- Właściwie to nie. – Blondyn zachichotał. – Tędy proszę. – Stanąwszy jak kelner ukłonił się i zaprowadził ich do stolika. Gdy dotarli Minho stanął jak wryty. Osoba siedząca przy stole poderwała się z miejsca i wpatrywała się naprzemiennie w przybyłych.
- Eee Min? – Brunet, mający na oko metr siedemdziesiąt osiem odezwał się skonfundowany. – Co ty tu robisz?
- To wy się znacie? – Key został zbity z tropu.
- Masz chłopaka? – Minho zaskoczony wpatrywał się w przyjaciela.
- Jesteś gejem? – Tae nie wiedział gdzie ma podziać swój wzrok, ale zatrzymał je na białowłosym skoro to jemu zadawał pytanie.
- Stop. – Kibum uciszył towarzystwo. – Siądźmy. – Posłuchali się go. Gdy już wszyscy byli na swoich miejscach chłopak kontynuował. – Zaprosiłem Minho, ponieważ jest najlepszym przyjacielem mojego ‘syna’. – Tae zaśmiał się cicho słysząc określenie jakiego użył Key. – Po drugie, to jest Jonghyun. Mój chłopak. – Choi się zakrztusił, a wspomniany delikatnie się zarumienił. – Po trzecie: tak, jestem gejem. To chyba oczywiste. Po czwarte…jest moja kolej zadawania pytań. Znacie się? – Zwrócił się do brązowowłosego.
- Tak. To mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa. – Zaśmiał się pod nosem. Kibum zmarszczył brwi.
- Jjongie, mogłeś chociaż powiedzieć, że jesteś przyjacielem, przyjaciela, mojego syna. – Mruknął Kim obrażony.
- Chłopaka. – Uściślił Taemin. Minho zbladł i spojrzał się na niego. Był w szoku.
- Chłopaka? – Powtórzył Jonghyun.
- W takim razie mogłeś powiedzieć, że jesteś przyjacielem chłopaka, mojego syna. – Key westchnął. – Co to za różn…Zaraz. Coś ty powiedział?
- Jesteśmy parą. – Tae wyciągnął z pod stołu rękę, którą uprzednio złapał tę Minho.
- Minnie, skarbie…Czemu żeś się do cholery nie przyznał, ty bezczelny bachorze?! – Wrzasnął Key na całą restaurację. Jonghyun zaśmiał się serdecznie. Wszyscy spojrzeli się na niego w szoku.
- Nie wiem jak was, ale mnie to bawi. Chłopak mojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, jest ‘synem’ i najlepszym przyjacielem z dzieciństwa mojego chłopaka. – Ponownie się zaśmiał, co rozładowało atmosferę. Na każdą twarz wpełzł uśmiech. – Bummie wdech i wydech.
- Nie wiem jak wy, ale ja jestem głodny. Może obgadamy to wszystko przy jedzeniu? – Minho rozluźnił już całkowicie atmosferę. Postanowili skorzystać, więc z propozycji i przystąpili do zamawiania.
Przez cały wieczór Choi skupiał się tylko i wyłącznie na Taemin’ie. Był z niego dumny, że przeszło mu przez gardło słowo ‘chłopak’. Poczuł wszechogarniające go szczęście, że nareszcie wie na czym stoi z osobą, którą kocha. A trzymanie go za rękę cały wieczór i słuchanie śmiejących się i szczęśliwych przyjaciół było dla niego największą nagrodą i spełnieniem marzeń…

„I dare you to let me be your, one and only,
Promise I'm worth it,
To hold in your arms,
So come on and give me a chance,
To prove I am the one who can walk that mile,
Until the end starts”2



1 – „Get it” ~ SHINee (oryginalnie również jest to partia rapu Minho)
2 – „One and Only” ~ Adele (tłumaczenie:)
„Ośmielam pozwolić sobie być twoją, twoją jedną i jedyną
Obiecuję, że jestem tego warta
Abyś trzymał mnie w swoich ramionach
Więc chodź, daj mi szansę
Aby udowodnić, że jestem jedyną, która może przejść tę milę
Zanim zacznie się koniec”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz