Rozdział szósty
„Nieważne gdzie rodzi się miłość. Ważne jest
to, czy daje szczęście.”
Dochodziła
ósma. Dwoje mężczyzn stało przed restauracją, opierając się o niewielki mur.
Ulica wiała pustkami, można było jedynie dostrzec czasami jakichś ludzi, którzy
opatuleni w ciepłą odzież pędzili do domu uciekając przed chłodem. Jeden z chłopaków
wyciągnął z kieszeni papierosa, podpalił go i zaciągnął się. Drugi spojrzał na
niego karcącym wzrokiem, ale nie odezwał się.
- Musiałeś wyjść zanim skończyli
deser? – Mruknął brązowowłosy wypuszczając dym z ust.
- Są jak dzieci. A my musimy
porozmawiać. – Brunet spojrzał z wyczekiwaniem na przyjaciela, aż ten skupi na nim
swoją uwagę.
- Hmm? – Minho westchnął i wyrzucił
papierosa na ziemię, przydeptał go butem i oparł się plecami o mur.
- Po pierwsze: czemu znowu palisz?
Po drugie: masz gdzie spać? I po trzecie: od kiedy jesteś z Taemin’em? –
Jonghyun westchnął i przymknąwszy oczy również oparł się o mur.
- Bo muszę. Jak nie palę, to sobie
nie radzę. – Brunet spojrzał na niego spod przymkniętych powiek. – Już mam
gdzie spać. Minnie zaproponował mi swój dom. – Choi wsadził ręce do kieszeni i
uśmiechnął się pod nosem. – Szkoda, że nie widziałeś jego miny, gdy mi to
proponował. – Zaśmiał się cicho.
- Twoja matka się nie martwi? –
Zapytał.
- Wysłałem jej wiadomość, że mnie
przenocujesz. Ona jeszcze nie wie o nim.
- Tak czy siak na pewno się martwi.
– Minho skinął lekko głową. Jonghyun westchnął.
- A co do chodzenia ze sobą. Byłem
dziś nieco zdziwiony, kiedy Taemin oznajmił wam, że jesteśmy razem. Postawił
mnie tym samym przed faktem dokonanym. – Uśmiechnął się ciepło na myśl o tym
zdarzeniu.
- Naprawdę? – Brunet zaśmiał się.
Choi skinął głową, a jego kąciki ust uniosły się nieznacznie. Jonghyun nadal
zaniepokojony sytuacją swojego najlepszego przyjaciela zmienił szybko temat. –
Chodzi o przeszłość Minniego, prawda? – Pytanie zbiło Minho z tropu i drgnął
lekko, zwracają się w stronę przyjaciela. – Palenie.
- Co wiesz? – Mruknął lekko
zaciskając zęby.
- Niewiele. Wiem, że miał trudne
dzieciństwo, o jego ojcu w więzieniu, o śmierci matki. Nic więcej nie muszę i
stanowczo nie chce wiedzieć. Jak słyszę o jego ojcu nóż mi się w kieszeni
otwiera. – Jonghyun warknął.
- Wiem niewiele więcej, ale mimo
wszystko nie umiem sobie z tym poradzić. – Westchnął i kopnął butem kamyk
leżący przy jego bucie. Poturlał się w stronę kałuży, po czym wpadł do niej z cichym
pluskiem.
- Czyli nie powiedziałeś mu, że
wiesz. – Skinął głową.
- Nie umiem. Ja go kocham… - Jjong
zastygł na parę sekund. Po chwili jednak doprowadził się do porządku i spojrzał
ponownie na przyjaciela. - Źle czuję się wiedząc, że na jego miejscu wolałbym
sam mu powiedzieć, ażeby uprzedził mnie ktoś inny. Ja nawet nie wiem z jakim
stosunkiem on się do tego odnosi. Nie znam jego uczuć, reakcji, wspomnień. Znam
tylko chłodną wersję uproszczonej części jego życia. Tak jakby napisać plan
wydarzeń równoważnikami zdań. – Zamilkł na chwilę.
- Wiem. Minho… - Zaczął, ale drugi
uciszył go gestem ręki.
- Jak poznaliście się z Key’em? –
Zmienił szybko temat. Choć przyszło mu to z trudem, opanował się i uśmiechnął.
- Po prostu mu powiedz. – Rzucił na
koniec Jonghyun. – Może nie uwierzysz, ale zauważyłem go już w szkole. Zawsze
pięknie śpiewał. – Rozmarzył się. Choi zachichotał. Atmosfera diametralnie
zmieniła się. – Parę razy mieliśmy razem zajęcia.
- Przecież jesteś o dwa lata od nas
starszy. – Brunet skinął głową.
- Mieliśmy czasem lekcje łączone,
ponieważ w mojej klasie było mało wokalistów, a u niego instrumentalistów. –
Zaśmiał się. – Poza wszystkim to jest tak, że pierwsze i drugie klasy
współpracują razem, a trzecie i czwarte razem. Przecież wiesz.
- Uciekło mi. Nieważne. Kontynuuj.
– Ponaglił go gestem ręki.
- No cóż już w szkole panowało
między nami coś na kształt chemii. Ale wiesz jak to jest. Byłem zbyt głupi i
ślepy, żeby to zauważyć. W każdym razie spotkałem go pół roku temu na karaoke
jak byłem ze znajomymi. W ramach naszego policealnego spotkania,
stwierdziliśmy, że miło będzie jeśli jeszcze raz coś razem wykonamy. Podobno
podczas naszego występu dziewczyny rzucały się pod sceną i krzyczały. Słyszałem
też coś o latających majtkach. – Brunet zachichotał, a Minho spojrzał na niego
z zaciekawieniem. – Ale wiesz…wtedy odkryłem, że nie zwracałem uwagi na nic
innego poza nim. Ani na piękne i rozszalałe dziewczyny pod sceną, które
krzyczały, że mnie kochają ani na naszych kolegów, którzy wyśmiewali nas jeszcze
długo po występie. – Jonghyun uśmiechnął się. – Tego pamiętnego dnia
odprowadzałem Key’a do domu. Pamiętam, że zapytałem się go wtedy, czy będziemy
mieli jeszcze okazję zaśpiewać kiedyś razem. Powiedział, że przy następnym
spotkaniu możemy znowu iść na karaoke i wtedy dał mi swój numer. – Choi zaśmiał
się cicho pod nosem widząc rozanielonego przyjaciela.
- Do brzegu, yeobo. – Brunet
zachichotał.
- Od tamtego dnia minął miesiąc, a
nam nie udało się spotkać. Albo ja nie mogłem albo on. Myślałem, że to nie wypali,
ponieważ wielokrotnie odwoływaliśmy spotkania. Pewnego dnia natknąłem się na
niego przy okazji przesłuchania.
- Przesłuchania? – Minho spojrzał
na niego nic nie rozumiejąc.
- Dasz mi skończyć? - Skinął niechętnie głową. – I tak się
złożyło, że akurat przyszliśmy na to samo. – Zaśmiał się. – Odpowiem Ci na
pytanie jak dostanę odpowiedź od tamtych ludzi, ok? – Choi zmrużył oczy.
- Co ty knujesz? – Jonghyun pokazał
mu język.
- Nic a nic. Poczekasz?
- A mam wyjście?
- Nie. – Minho mruknął pod nosem
coś w stylu „wiedziałem, że tak będzie…co za głupi dinozaur…” i zamilkł. Brunet
zachichotał.
- Po przesłuchaniu poszliśmy coś
zjeść, a potem na długi spacer. No a później zaprosiłem go do siebie aby obejrzeć
jakiś film. Resztę dopowiedz sobie sam… - Brązowowłosy zaśmiał się serdecznie
widząc, że jego przyjaciel się zawstydził. Zawstydzony Jjong był mile
zaskakującą nowością. Pozbierawszy swoją dumę z ziemi postanowił kontynuować. –
Od tamtego dnia byliśmy parą, ale ukrywaliśmy to przed wszystkimi. Przepraszam,
że Ci nie powiedziałem. – Zamilkł. Minho poklepał go delikatnie po plecach.
- Rozumiem, spokojnie. Mów dalej. –
Zachęcił go.
- Pamiętasz te dwa tygodnie, kiedy
mnie nie było? – Skinął głową w odpowiedzi. – Byłem wtedy z Key’em u jego
rodziców, którzy mieszkają za granicą. Mimo jego obaw przyjęli nasz związek
zaskakująco dobrze. Co więcej zostałem ciepło powitany przez jego rodzinę.
Wtedy dopiero postanowiliśmy ogłosić światu, że jesteśmy razem. – Westchnął. –
W waszej szkole po dziś dzień nikt jeszcze o tym nie wie, więc czuję się
zazdrosny o te wszystkie laski, co się kręcą wokół niego. – Mruknął i zrobił
obrażoną minę.
- Będę go pilnować. – Brązowowłosy
uśmiechnął się. Jonghyun spojrzał na niego z miną ucieszonego szczeniaczka.
- Naprawdę? – Choi skinął głową. –
Dziękuje. – Przytulił go. Obaj się zaśmiali. – Chciałem powiedzieć Ci
wcześniej, ale Key nalegał, żeby nikomu nie mówić dopóki nie zamieszkamy razem.
Chyba bał się, że będziesz miał coś przeciwko. Nie wiedział też jak zareaguje
na to Taemin. Koniec końców jesteśmy w tym samym punkcie co teraz, więc moje
pytanie brzmi: Czy taka odpowiedź Cię satysfakcjonuje? – Minho uśmiechnął się.
- Oczywiście.
- To dobrze. – Jonghyun spojrzał na
przyjaciela ze smutkiem. Cieszył się, że przynajmniej teraz, na chwilę poprawił
mu humor. – Idą już. Chyba czas się pożegnać.
- Baw się dobrze, skarbie. – Choi
zachichotał i wystawił język do przyjaciela. Ten dał mu kuksańca między żebra.
– Ała. – Syknął brązowowłosy nadal się śmiejąc.
- O czym rozmawialiście? – Taemin
siedział przy stole i popijał kakao, trzymając kubek w obu dłoniach. Od razu,
gdy wrócili z restauracji zasiedli w kuchni by ogrzać się bo lodowatym
spacerze, który bezmyślnie odbyli w drodze powrotnej do domu.
Urocze chuchanie Lee rozpraszało
Minho do tego stopnia, że musiał siąść tak, by być zwrócony bokiem do niego.
- O niczym konkretnym. Opowiadał mi
o karaoke… - Westchnął. Młodszy odstawił kubek na stół i zwrócił się w kierunku
swojego chłopaka.
- O tym sławetnym karaoke, gdzie
się spotkali? – Choi skinął głową. – Ehhh chodzili wokół siebie w szkole cały
czas i zorientowali się dopiero jak Jonghyun-hyung skończył liceum. Są
beznadziejni. – Zaśmiał się. Spojrzał na towarzysza zmartwiony jego miną. –
Minho? Coś się stało?
- Nie, nie. – Pokręcił głową i westchnął.
– Jestem zmęczony. Pójdę się położyć.
- Obejrzyjmy jakiś film! Bardzo
proszę. – Zrobił szczenięce oczy, chwytając jednocześnie chłopaka za rękę.
Minho spojrzał na niego zupełnie pustym wzrokiem. Widząc jego minę Taemin
cofnął rękę i poprawił nerwowo grzywkę. – Jeśli jesteś zmęczony, to
rzeczywiście idź spać…przepraszam. – Spuścił głowę. Choi widząc jego reakcję
obrócił się w jego kierunku.
- Minnie? – Ujął jego twarz w
dłonie i pogłaskał go kciukami po policzkach. – Spójrz na mnie. – Tae powoli i trochę
niechętnie skupił swój wzrok na oczach przyjaciela. Dostrzegł w nich jakieś
uczucia. Nie były już puste i pozbawione emocji. – Z wielką przyjemnością
obejrzę z Tobą film. – Oczy karmelowowłosego rozszerzyły się, a na jego twarzy
pojawił się uśmiech.
- Naprawdę? – Minho zaśmiał się.
Jego chłopak był jak dziecko. Ale to właśnie w nim kochał.
- Naprawdę. Komedia, kino akcji,
romansidło… - Tu się skrzywił.
- Horror. – Taemin’a przeszedł
dreszcz. – Normalnie to bym się bał, ale zawsze chciałem jakiś obejrzeć. Mimo
wszystko oglądanie ich samemu, w wielkim i pustym domu… - Wzdrygnął się. – Średnio
sprzyjające okoliczności. – Minho drgnął.
- Niech będzie w takim razie. –
Uśmiechnął się lekko.
- Taaak. – Tae zaśmiał się. Nagle
Choi przybliżył swoją twarz do jego i pocałował go. Lee drgnął lekko i musiała
minąć chwila nim przyzwyczaił się do sytuacji. Nieśmiało objął swojego chłopaka
za szyję i rozchylił lekko usta wpuszczającym tym samym ciepły język brązowowłosego
do wnętrza ust. Poczuł jak smak czekolady mami jego zmysły, łącząc się z ledwo
wyczuwalną nutą dymu papierosowego. Wzdrygnął się, gdy uświadomił sobie, iż
Minho nadal palił. Nie wiedział jak ma się do tego ustosunkować. Martwić się,
czy odpuścić? Westchnął cicho i zadrżał, gdy palce starszego wplotły mu się we
włosy. Jego język pieścił teraz podniebienie Choi, reagując na nowe doznania.
Nie zdawał sobie sprawy jak wiele przyjemności może mu sprawiać pocałunek z
chłopakiem. Nie, nie tylko z chłopakiem. W tamtej chwili Taemin uświadomił
sobie jak bardzo ważna jest dla niego obecność przyjaciela. Jak bardzo ważny
jest dla niego on sam. Zdał sobie sprawę, że jeśli zrobi krok dalej, to będzie
musiał otworzyć przed nim swoje serce. Był nieufny, ostrożny i w takich
sytuacjach zawsze się wycofywał. A teraz chciał mu zaufać, chciał wiedzieć, że
jeśli powie mu prawdę on go nie znienawidzi. Chciał wierzyć w to, że być może
jest cień szansy, iż Minho go pokocha. Chciał uwierzyć w to, że jest
szczęśliwy. Jego ręce zmieniły położenie i muskały teraz delikatnie kasztanowe
włosy, które miękkie jak satyna, dawały złudne wrażenie rozpływających się pod
palcami. Minho czuł, że musi zwolnić. Taemin łagodnie dawał mu znać, że
pocałunek nie może być za ostry i zbyt pochopny. Chwycił delikatnie palcami
podbródek ukochanego, unosząc go lekko do góry. Oderwał swoje usta od jego warg
i zaczął składać pocałunki na jego twarzy. Tae miał zamknięte oczy, więc zaczął
od powiek. Lekkie muśnięcia warg na policzkach, powiekach, w kącikach ust, nawet
na nosie i żuchwie dawały młodszemu obraz delikatnego i czułego chłopaka, który
chciał pokazać swojemu ukochanemu jak bardzo mu na nim zależy. Minho zszedł
ustami niżej całując jabłko Adama, które jak się okazało było czułym punktem
karmelowowłosego. Cała szyja została obsypana drobnymi pocałunkami, które aż od
żuchwy do obojczyków tworzyły wilgotną ścieżkę. Zanim Minho zdążył zejść ustami
niżej, Taemin pochwycił jego twarz i złączył usta ze swoimi. Nieśmiały
pocałunek bardzo szybko przerodził się w coraz to śmielszy, aż w końcu wręcz
dziki. Ich języki pieściły się wzajemni, wywołując u obu dreszcze. Choi czuł
jak ciepły i miękki język chłopaka doprowadza go do szaleństwa. Złapał go za
talię i przyciągnął bliżej do siebie. Młodszy ponownie zarzucił mu ręce na
szyję i wplótł palce we włosy. Lee nigdy nie czuł czegoś takiego. Mieszanka
pożądania, zrozumienia, nawet miłości i potrzeby bliskości. Taemin od
podstawówki zdany na siebie raczej nie posiadał kolegów, tym bardziej
koleżanek. Zawsze czuł się niepotrzebny, wręcz zbędny. Teraz ktoś traktował go
w taki sposób o jaki nigdy nie ośmieliłby się prosić. Tyle czułości,
zrozumienia, ciepła, dotyku, delikatności, a zarazem gwałtowności, ale
stonowanej tak by nie wzbudzić lęku.
Nagle zaczęło im brakować tchu. Tak
namiętny i przepełniony uczuciami pocałunek w pewnym sensie zaczął oddziaływać
na psychikę chłopaków. Minho poczuł, że jeśli zaraz nie oderwie się od Taemin’a
straci nad sobą panowanie. Lecz nim zdążył wykonać jakikolwiek ruch, młodszy
odsunął się od niego i wziął głęboki oddech. Oparł czoło na klatce piersiowej
Choi i zjechał rękami na jego biodra, po prostu się w niego wtulając. Minho
oparł podbródek na jego głowie, wcześniej składając lekki pocałunek na włosach.
Tae westchnął.
- Film? – Brązowowłosy wyszeptał z
lekkim uśmiechem. Młodszy wtulił się w niego mocniej.
- Tak. Chcę obejrzeć ten-ten… -
Zająknął się. Podniósł głowę i spojrzał błyszczącymi i przepełnionymi uczuciami
oczami na swojego chłopaka. Wyglądał na bardzo rozkojarzonego.
- Film, Minnie. Film. – Minho zachichotał.
- Miałem na myśli horror, ale tak.
- Mruknął zawstydzony. Spuścił głowę i odsunął się od niego.
- Dobrze. Chodźmy więc. – Złapał
swojego chłopaka za rękę. – Który program?
- Na dwójce leci dziś maraton… -
Wzruszył ramionami, dając się prowadzić. Choi złapał pilota i włączył
telewizor, po czym usiadł na kanapie ciągnąc za sobą Tae. Minho ułożył nogi na
stole przed sobą i zaczął głaskać włosy chłopaka, którego głowa spoczęła mu na
kolanach.
- Jak będziesz się bał to mów.
Wyłączymy. – Brązowowłosy uśmiechnął się i założył Taemin’owi kosmyk
niesfornych włosów za ucho.
- Nie będę. – Mruknął obrażony.
Gdy
obudzili się dochodziła druga w nocy. Minho rozprostował ręce i włączył lampkę.
Do salonu wpadło delikatne światło, dzięki któremu odnalazł pilota i wyłączył
telewizor. Taemin spał smacznie na jego kolanach. Choi przypomniał sobie, że
zasnął już podczas pierwszych piętnastu minut filmu. Westchnął cicho i
powolutku podnosząc głowę ukochanego wstał z kanapy i pochwycił jego ciało tak,
by go nie obudzić. Zgodnie z oczekiwaniami nawet nie drgnął.
- Jest taki słodki jak śpi. – Minho
szepnął i zaśmiał się cicho. Złapał go pod kolanami i ułożywszy jego głowę na
swojej klatce piersiowej wyszedł z salonu. Zgasiwszy światło po drodze wdrapał
się po schodach na piętro kierując się do sypialni młodszego.
Wszedł
do pomieszczenia i skierował się w stronę łóżka. Pierwszy raz miał okazje
naprawdę poczuć jak bardzo wątłe jest ciało Taemin'a. Wzrok chłopaka spoczął na
jego twarzy dostrzegają sine cienie pod zamkniętymi oczami, które kontrastowały
wyraźnie z przeraźliwie bladą skórą. Choi zawsze należał do osób o lekko
ciemniejszej - niż przeciętna - karnacji, więc kolor twarzy młodego niepokoił
go jeszcze bardziej. Dopiero odkładając swojego chłopaka na łóżko poczuł jak
bardzo jest chudy. Nagle przypomniał sobie słowa Key'a i zadrżał. Sam
spostrzegł dość szybko, że coś jest nie tak. Tae jadł mało, pił niewiele
więcej. Na dodatek zbyt dużo czasu poświęcał na treningi, które równały się z
niemałym dla niego wysiłkiem. Jego ciało było wysportowane, smukłe, giętkie,
ale niepokojąco chude, co tylko uwydatniało jego kobiece cechy, więc często przy
pierwszych spotkaniach doprowadzało do pomylenia go z dziewczyną.
Minho
westchnął i wolną ręką odsunął pospiesznie kołdrę, kładąc młodego na miękkim
materacu. Wysunął ręce z pod jego ciała, a nogom pozwolił swobodnie opaść na
łóżko. Pochylił się nad nim i złożył na jego włosach czuły i delikatny
pocałunek. Uśmiechnął się pod nosem czując zapach szamponu owocowego. Co jak
co, ale musiał przyznać, że tak wyjątkowo niemęski zapach pasował do Taemina aż
za bardzo. Zachichotał pod nosem. Pogłaskał go powoli po policzku, tak by go
nie zbudzić i wyszeptał mu cicho do ucha:
- Saranghae Taemin-ah. - Ciało
młodszego lekko drgnęło, ale ruch ten nie został dostrzeżony przez Minho, więc
bardzo powoli zaczął się prostować. Nim zdążył się podnieść, gładkie i delikatne
dłonie podchwyciły go lekko za kark i przyciągnęły do siebie. Karmelowowłosy
otworzył pospiesznie oczy i jął się wpatrywać w starszego z niedowierzaniem. -
Nie śpisz? - Uniósł jedną brew wpatrując się w niego zaskoczony.
- Nie. - Wyszeptał dławiącym się głosem
Taemin. - Co Ty powiedziałeś?
- Kazałeś się nosić? - Zachichotał.
- Ładnie to tak wykorzystywać swojego chłopaka? - Lee nadal wpatrywał się w
niego z niezrozumieniem. Tak bardzo chciał uwierzyć w słowa, które padły chwilę
wcześniej z ust osoby mu najbliższej. Pierwszy raz od wielu lat, być może od
zawsze, poczuł, że nie jest sam. W oczach powoli zaczęły mu się zbierać łzy.
Minho zaskoczony widząc reakcje młodszego ujął jego twarz w dłonie i pogłaskał
go kciukiem po policzku. - Nie płacz kochanie. - Pocałował go krótko i
delikatnie. Gest ten był przepełniony emocjami, uczuciami, tęsknotą,
pragnieniem i wreszcie ciepłem. Czyli tym czego zawsze obu brakowało, w
mniejszym lub większym stopniu. - Kocham Cię, Lee Taemin. Dopuść tę myśl do
Siebie. - Usiadł na łóżku i przytulił karmelowowłosego, który wdrapał mu się na
kolana i przyciągnął jego głowę do klatki piersiowej. Minho głaskał go
delikatnie po plecach raz po raz całujących we włosy. Tae splótł swoją dłoń z
palcami Choi i wtulił się twarzą w jego obojczyk.
Po
ponad piętnastu minutach ciszy Lee poruszył się lekko, podnosząc głowę i spojrzał
na swojego chłopaka błyszczącymi oczami. Wziął głęboki wydech i wyszeptał:
- Dziękuje. – Minho rzucił mu
zaskoczone spojrzenie.
- Za co? – Mruknął cicho.
- Za wszystko. Za to, że jesteś. –
Ostatnie słowo wyszeptał, po czym zgrabnym ruchem zszedłszy z kolan swojego
chłopaka położył się na łóżku, ciągnąc go za ręce.
- Taemin-ah? – Choi pochylił się
nad nim i spojrzał mu w oczy. Zobaczył w nich to czego tak bardzo pragnął.
Karmelowowłosy rzucił mu pewne spojrzenie. – Jesteś pewny? – Wyszeptał. Młodszy
skinął głową. Nie trzeba było nic więcej uzgadniać. Minho oparł się kolanami o
materac tak, by ciało chłopaka znajdowało się między nimi. Jedną rękę położył
tuż przy jego głowie, a drugą ujął podbródek i uniósł go lekko tak, by mieć
lepszy dostęp do jego szyi. Usta Minho muskały raz po raz żuchwę, szyję,
policzki, schodząc coraz niżej - przez jabłko Adama, gdzie dotyk ust Choi
spowodował cichy jęk Maknae - dochodząc do obojczyków i poprzestając na mostku
by na nowo obsypać pocałunkami twarz Taemin’a. Pocałował go krótko, ale
namiętnie w usta, po czym przejechał nosem po zagłębieniu na szyi. Taemin
drgnął czując jak po całym jego ciele rozchodzą się dreszcze. Widząc jego
reakcję starszy chłopak wyprostował się i będąc na klęczkach delikatnie acz z
wyraźną precyzją i siłą ściągnął mu przez głowę bluzkę. Nagle Lee zastygł w
szoku. W ułamku sekundy zakrył rękoma swoją – nagą teraz – klatkę piersiową i
zrzucił z siebie Minho, który był tak bardzo zaskoczony jego reakcją, że nie
zdążył nawet złapać się ramy łóżka. Uderzył więc o podłogę i jak oniemiały
patrzył na Taemin’a, który właśnie wbiegł z płaczem do swojej łazienki.
Nim Choi się otrząsnął minęło pięć
sekund i zerwał się na równe nogi biegnąc za swoim ukochanym. Dotarłszy do
drzwi łazienki zatrzymał się, bowiem były one zamknięte. Szarpnął za klamkę,
ale nie ustąpiły.
- Minnie? Taemin-ah co się stało? –
Odpowiedział mu tylko cichy szloch. – Zrobiłem coś nie t-t-tak? – Wyjąkał z przerażeniem.
Czuł, że tak będzie. Nie powinien pozwolić się ponieść emocjom. Zrobił jeden
krok za dużo…ten błąd mógł go kosztować bardzo dużo.
- N-nie. Nie chce że-że-żebyś mnie
t-t-takim oglądał. – Wydukał młodszy nadal płacząc.
- Co się stało? Tae wyjdź, proszę.
Porozmawiajmy. – Znowu szarpnął za klamkę i ponownie zero reakcji. Zrezygnowany
zjechał plecami po ścianie, siadając tuż koło zamkniętych drzwi. – Boisz się. –
Już nie pytał. Do Choi nareszcie dotarła reakcja jego chłopaka. Chciał mu coś jedynie
powiedzieć. – Boisz się, że jeśli ujrzę twoją przeszłość to ucieknę. – Płacz
ucichł. – Boisz się, że jeśli zobaczę blizny twojej przeszłości przestanę Cię
kochać. Że nareszcie dostrzegę to, że nie jesteś taki idealny za jakiego Cię
wszyscy uważają. Że rozczaruję się widząc, iż nie jesteś taki za jakiego mają
Cię wszyscy i za jakiego mam Cię ja. – Minho warknął. – Naprawdę masz aż tak
niskie mniemanie o mojej miłości? – Prawie krzyknął. Uderzył pięścią w ścianę,
które rozniosło się głuchym dudnieniem po fundamentach. – Wiem co się stało.
Wiem jak bardzo musiałeś cierpieć…
- Przestań! – Wrzasnął Taemin
otwierając z hukiem drzwi na oścież tak, że uderzyły o ścianę z drugiej strony
niż ta, po której siedział Choi. Wyszedł zapłakany z łazienki, w znacznie za
dużej koszuli i spojrzał na niego ze złością. – Nigdy nie mów, że wiesz. Nic
nie wiesz. Nikt nic nie wie… - Zamilkł spoglądając rozpaczliwie na Minho. Oczy
miał zaczerwienione, a z przygryzionej wargi lekko sączyła się krew.
- Masz rację. – Starszy zamknął
oczy i odchylił głowę opierając ją na ścianie. – Nic nie wiem. Ja po prostu
jestem idiotą, który sądzi, że mógłby zrozumieć uczucia kogoś, kto tak wiele
wycierpiał. Idiotą, który pomimo wspaniałego domu i matki nie umiał docenić
swojego życia. Idiotą, dla którego optymizm był tylko przykrywką. Idiotą nie
umiejącym poradzić sobie z własnym ojcem, który nigdy mimo wszystko się nad nim
nie znęcał. Idiotą, który zakochał się tylko raz i ubzdurał sobie, że miłość
jego życia odwzajemni jego uczucia. I w końcu idiotą, który uwierzył w to, że
osoba, na której najbardziej mu zależy będzie gotowa mu zaufać. – Złapał
wreszcie oddech i zamilkł. Taemin uspokoił się i uklęknął przy chłopaku
spuszczając głowę. Brązowowłosy nie poruszył się.
- Ja-ja nie wiedziałem, że wiesz… -
Wyszeptał cicho. Zamilkł i usiadł obok niego przy ścianie. – Key-hyung Ci
powiedział? – Westchnął delikatnie. Choi skinął głową. – Czemu mi nie
powiedziałeś? – Otworzył oczy i spojrzał na niego z wściekłością.
- Czemu? Czemu Ci nie powiedziałem?
– Wycedził przez zęby. – Jak mogłem…jak w ogóle miałem Ci powiedzieć, że wiem
jak wyglądała twoja przeszłość?! Jak tratował Cię ten mężczyzna? – Tae
zaskoczył fakt, że nie użył słowa ”ojciec”. Był mu za to wdzięczny. Minho
kontynuował, a wraz z jego słowami coraz bardziej zaczynało się w nim gotować
ze złości. – Wiem co się stało z twoją matką. Wiem co się stało z Tobą. Ja nie
rozumiem jak można być tak bezlitosnym, żeby podnieść rękę i skrzywdzić kogoś
tak pięknego, mądrego i łagodnego? Jak można skrzywdzić taką osobę?! Pozbawić
ją dzieciństwa, dobrych wspomnień i matki. Jedynej osoby, która go kochała. Jak
można być takim skurwielem?! – Minho przeklną głośno i zacisnął pięści tak, że
widać mu było ścięgna pod skórą. O ile wcześniej nie chciał o tym myśleć i wypierał
się wszystkiego co by się z tym mogło wiązać, tak teraz uwolnił wszystkie
negatywne uczucia, jakie żywił do oprawcy swojego ukochanego. – Gdyby ten
człowiek…nie. Gdyby ta bestia nie siedziała w pudle zamknąłbym ją gdzieś i
torturował tak długo, aż poczułby na własnej skórze każdą krzywdę jaką
wyrządził Tobie i twojej mamie. – Ponownie uderzył pięścią w ścianę i warknął
głośno. Taemin odskoczywszy uprzednio od niego, siedział teraz sparaliżowany i
wpatrywał się w swojego chłopaka w osłupieniu. Minho zacisnął oczy, a po jego
policzku popłynęła jedna jedyna, słona łza, która bez wątpienia była jedną z
pierwszych wylanych przez niego. Jeśli nie pierwszą. To otrzeźwiło Lee na tyle,
że ukucnął przed swoim chłopakiem i ujął jego twarz w dłonie, zmuszając go tym
samym do spojrzenia mu w oczy. Choi otworzył je powoli. Karmelowowłosy nadal
dostrzegał tam ogromne pokłady złości, ale też strachu, zwątpienia i
bezsilności.
- To wszystko już przeminęło. –
Powiedział spokojnym acz lękliwym głosem przerywając ciszę. – Masz rację. Ja –
zawahał się – ja bałem się, że skoro jestem dla wszystkich taki idealny, to Ty
przestaniesz mnie kochać, ponieważ się rozczarujesz. Ponieważ ujrzysz jaki
jestem naprawdę. Ujrzysz moje lęki, mój ból, moje blizny…i moją przeszłość.
Zobaczysz wszystko to, czego nie widział nikt. Rozczarujesz się mną jeśli
poznasz prawdę. Tak samo jak mój ojciec. – Zamilkł na chwilę, ponieważ Minho
przyciągnął go do siebie, posadził bokiem na swoich kolanach i objął go. Tae
zaś ułożył swoją głowę na jego piersi. – Gdy byłem dobrym, przykładnym
dzieckiem był dla mnie w porządku. Można nawet powiedzieć, że zachowywał się
jak przykładowy ojciec. No prawie. – Słowo „ojciec” ledwo przeszło mu przez
gardło. – Jednak za każdy najmniejszy błąd, który czasem również nie był ode
mnie zależny, dostawałem karę. Od szlabanów i zakazów, po zamykanie mnie w
składziku albo na strychu. – Wzdrygnął się. – Do dziś go nie lubię…zdarzyło mu
się też czasem uderzyć mnie w twarz, ale nie robił tego często. Jednak, gdy
zaczął pić i potrafił pijany wrócić do domu zawsze się na mnie wyżywał. Nigdy
nie miałem siły się obronić. Był zdecydowanie wyższy i silniejszy ode mnie. –
Wzruszył ramionami co z kolei doprowadziło do wzdrygnięcia się Minho, który
wpatrywał się teraz w szoku w swojego chłopaka. Przeraziła go jego obojętność,
a chwilę później – ku swojemu przerażeniu – zrozumiał, że dla Lee było to swego
czasu codziennością. – Po jego sile nadal zostały mi blizny. Nie tylko te
psychiczne. – Taemin zszedł z jego kolan i podniósł się. Stanął przed nim i
trzęsącymi się palcami zaczął rozpinać guziki koszuli. Minho patrzył w szoku
jak Lee zdejmuje koszulę z ramion ukazując swoją smukłą klatkę piersiową.
Zaczynając od obojczyków wzrok Choi schodził w dół coraz wolniej. Przesuwał się
bo śladach ran, po rozległych bliznach, po siniakach, które nigdy się do końca
nie zagoiły. Mniej więcej po środku klatki jedna blizna zakrawała o drugą.
Gdzieś można było też dostrzec jakby ślad po uderzeniu tępym narzędziem.
Brązowowłosy nie mógł już dłużej ukryć swojego przerażenia. Otworzył szeroko
usta i podniósł się na klęczki. Wyciągnął rękę przed siebie i drżącymi palcami delikatnie
przejechał po jednej z blizn. Taemin wzdrygnął się. Natychmiast cofnął rękę,
która opadła bezwładnie na jego kolana. Odchylił się do tyłu i przysiadł na
piętach. Zaczerpnął głęboko powietrza. Lee stał przed nim spłoszony, nie do
końca wiedząc co ma zrobić w takiej sytuacji. Wpatrywał się ze zwątpieniem w zastygłego
chłopaka, którego myśli były całkowicie zaprzątnięte zmuszeniem swojego ciała
do jakiegokolwiek ruchu. Sprzeczne emocje przelewały się przez niego jak rwąca
rzeka. Z jednej strony miał ochotę się rozpłakać i przytulić go, a z drugiej
strony chciał uciec. Tak bardzo bał się tych wszystkich uczuć i zdarzeń, które
nosił w sobie jego ukochany. Znał go bardzo krótko. Wiedział o nim bardzo mało.
Kochał go również bardzo niewielki okres czasu. Ale go kochał.
Po
dwóch minutach siedzenia w ciszy i wpatrywania się pustym wzrokiem w podłogę
zmusił swoje mięśnie do ruchu. Wyprostował się i powoli wstał, budząc tym samym
Taemin’a z otępienia. Pochwycił z ziemi koszulę i jednym zgrabnym ruchem
zarzucił ją na chłopaka. Objąwszy go opiekuńczo ramieniem złożył mu na włosach
delikatny i ciepły pocałunek.
- Kocham Cię. Nieważne jaki jesteś,
jaki byłeś i jaki będziesz. I tak zawsze będę Cię kochał. A jeśli mi nie
wierzysz mogę to powtarzać, aż moje słowa w końcu Ci zbrzydną. – Zaśmiał się
cichutko, a to z kolei rozładowało napięcie. Tae uśmiechnął się nieśmiało i
przytulił swojego chłopaka. Nareszcie poczuł się akceptowany.
Pięć
minut później Minho zwisał nad Taemin’em na łóżku wsparty na rękach. Był nieco
poddenerwowany, ale i podniecony. Lee, który leżał pod nim wydawał się jeszcze
bardziej zdenerwowany, a zawstydzenie, które było widać na jego twarzy tylko
jeszcze bardziej go przerażało.
- Jesteś pewien? – Wyszeptał Choi
pełen wątpliwości. Tae wziął głęboki wdech i zamknął oczy, po czym skinął głową
przyciągając do siebie twarz brązowowłosego.
- Zawsze. – Mruknął mu lubieżnie do
ucha. Nagła zmiana atmosfery zbiła Minho z tropu, ale też bardziej zachęciła go
do podjęcia ruchu. Jego usta bawiły się w słodką wędrówkę po ciele młodszego,
gdzie nie gdzie tańcząc wraz z dłońmi wzbudzały w drugim dreszcze. Nikt nigdy
nie fascynował go tak bardzo jak Lee. Od samego początku czuł, że coś go w nim
przyciąga. Nie chodziło tylko o jego cielesność, a raczej o charakter i
zachowanie. Niemniej teraz liczyła się głównie ona. Jego perfekcyjne ciało,
idealna, niemal dziewczęca budowa i delikatna uroda. To wszystko tworzyło
idealną kompozycję, zgrywało się ze sobą tworząc harmonijną całość. Choi nie
mógł sobie wyobrazić lepszego partnera. To nie był jego pierwszy raz. Wcześniej
miał dwie, czy trzy dziewczyny, jednak patrząc na to z perspektywy czasu żadna
nie wydawała mu się aż tak niebywale pociągająca. Nigdy nie podobali mu się
mężczyźni, aż do momentu, w którym poznał Taemin’a.
Jednym
szybkim ruchem Minho ściągnął z siebie koszulkę, by chwilę później w ten sam
sposób pozbyć się bokserek młodszego chłopaka. Choi zastygł na chwilę bezruchu
uświadamiając sobie, że nie ma bladego pojęcia od czego zacząć. Jednak po
chwili uświadomił sobie, że może jest rzecz, którą mógłby zrobić jako pierwszą.
Spojrzał na Lee, który leżał teraz przed nim zupełnie nago z błyszczącymi
oczami i rozwartymi ustami. Minho pochylił się nad nim i zaczął namiętny
pocałunek, który bardzo szybko oddał mu jego chłopak. Ręką natomiast zszedł
niżej i delikatnie rozchylił nogi karmelowowłosego.
- To może zaboleć kochanie. Na
pewno tego chcesz? – Wyszeptał mu szybko do ucha. Ciche warknięcie Tae było
jedynym czego potrzebował.
Przy pierwszym Taemin syknął z bólu
dokładnie w usta Choi, który zastygł na chwilę z przerażeniem. Mimo wszystko
jego jedynym celem było teraz rozluźnieniem swojego ukochanego. Po kilku
chwilach słysząc delikatny jęk wsunął drugi. Lee zacisnął zęby na swoich
wargach. Ponownie zaczęły krwawić. Minho naparł na nie językiem chcąc je
rozdzielić i poczuł w ustach metaliczny posmak. Wzdrygnął się lekko, ale
kontynuował pocałunek by nie doprowadzić do poważniejszych obrażeń.
Przy trzecim palcu Choi był już bez
bokserek, a ręce jego chłopaka zaciśnięte były na materacu. Dla obydwu były to
całkiem nowe doznania. Każdy z nich odczuwał je inaczej, niemniej dla obu była
to nie mała przyjemność. Nagle Minho zatrzymał się i widząc w jakim stanie jest
chłopak ponownie zawisł nad nim. Po chwili dotarło coś do niego.
- Tae…. – Mruknął o wiele bardziej
zawstydzonym głosem niż chciał.
- Tak? – Odezwał się ciężko dysząc.
- Masz może…no wiesz? Jakiś żel…czy
coś? – Wyjąkał. W tamtej sekundzie miał ochotę zapaść się pod ziemie.
- Lubrykant znajdziesz w drugiej
szufladzie w szafce nocnej. – Wymruczał Lee. Choi spojrzał na niego zaskoczony,
ale sięgnął ręką do miejsca, które zostało mu wskazane i rzeczywiście odnalazł
to czego szukał.
- Nie chce wiedzieć, dlaczego
trzymasz takie rzeczy w domu. – Zachichotał. Tae spojrzał na niego ganiącym
wzrokiem.
- A co my właśnie robimy? – Mruknął
wysuwając język.
- Good point. – Obaj się zaśmiali.
A potem wszystko poszło już gładko. (nie mogłam się powstrzymać XD ~ przyp.
odautorski)
Łzy
i ból Taemin’a wzbudziły w jego ukochanym niemałą panikę, ale jednocześnie czuł,
że musi iść dalej naprzód by wynagrodzić mu początkowe cierpnie. Tak drapieżny
i delikatny chłopak jak on poradził sobie z tym doskonale. Przyjemność, którą
każdy z nich odczuł podczas tej nocy była czymś nie do opisania. Poczuli, że są
jednością. Że każdy z nich należy do tego drugiego, że darzą się niezwykłym
uczuciem, które nie każdemu jest i będzie pisane. Nie czuli, że to co robią
jest niewłaściwie. Wręcz przeciwnie. Dla nich to co robili było
najodpowiedniejszą i najwłaściwszą rzeczą jaką mogli zrobić. Taemin
wypowiadający imię Minho w sposób, w który w najśmielszych marzeniach nie
przyszedłby do głowy Choi. I na odwrót. Dla Lee było to zupełnie coś nowego.
Jego pierwsza miłość, jego pierwszy raz. Pierwszy raz z osobą, którą naprawdę
kochał. U boku której czuł się bezpiecznie i nareszcie szczęśliwie. To było coś
o czym niektórzy ludzie mogą jedynie pomarzyć. To była prawdziwa i spełniona
miłość.
„Sarangi eodirago mot.hal geora
saenggakhaji malayo”*
* „One” ~ SHINee (tłum.:)
”Nie myśl, że nie umiemy kochać, bo jesteśmy za młodzi…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz