Rozdział czwarty
„Czasem niewiedza,
jest lepsza od odpowiedzi.”
Słońce wstało z za horyzontu, już
prawie niespełna cztery godziny temu. Chłopak o ciemno-brązowych włosach, które
mieniły się teraz i wyglądały jak usłane jasnymi refleksami, wszedł po małych
schodkach na piękną i nowoczesną werandę. Dom, do którego właśnie miał zamiar
wejść był wielki, zbudowany zapewne na wzór domów gwiazdorów. Przestronne
pokoje, stonowana kolorystyka, kamień, zimne drewno i wiele innych szczegółów,
których wyobrażenie spędzało Minho sen z powiek. Nigdy bowiem nie przekroczył
jeszcze progu tegoż zacnego i bogato wyglądającego domostwa.
Gdy już stanął przed drzwiami posiadłości odwrócił się i
rozejrzał. Dookoła rosły krzewy i kwiaty, ziemia była pokryta pięknie przystrzyżoną
trawą, która teraz, ze względu na niezbyt ciepłą porę roku, przybrała koloru
zbliżonego do zgniłego liścia jesienią. Jego wzrok spoczął na furtce, którą
zatrzasnął wcześniej za sobą z delikatnym kliknięciem. Jakież było jego
zdziwienie, gdy brama nie stawiała żadnego, ale to żadnego oporu, gdy pchnął ją
lekko z zamiarem jej przekroczenia. To tylko utwierdziło Minho w przekonaniu,
że właściciel domostwa jest tak samo nieodpowiedzialny i nieostrożny na jakiego
wygląda. Wzruszywszy ramionami stanął na wycieraczce i powoli z wielką uwagą
przesuwał wzrok po charakterystycznych punktach, – rzeczach – które mogły
stanowić potencjalną skrytkę. Uznawszy wycieraczkę za najodpowiedniejszą,
podniósł ją i ku zdumieniu nie ujrzał niczego. Spróbował więc jeszcze raz na
framudze drzwi, potem w dzwonku, za domofonem i na koniec w skrzynce
pocztowej. Zrezygnowany przysiadł na
schodach i z nudów wziął do ręki małą i zwiędłą już roślinkę. Doniczka była
ceramiczna i ręcznie ozdabiana delikatnymi rowkami, które przy uważnym przyjrzeniu
się ukazywały napis:
„Nigdy nie
zapominaj gdzie schowałeś tak cenną rzecz. W razie kłopotów nie zapomnij o niej
by mogła Cię uratować.”
- Jak
na roślinę to okazuje się być całkiem ważna. Czemu więc jest w takim stanie? –
Obrócił doniczkę by przyjrzeć się napisowi z drugiej strony, gdy nagle od jej
dna oderwał się mały, złoty kluczyk, który spoczął na wyprostowanym ręku Minho.
– „…tak cenną rzecz.” No i nagle wszystko stało się jasne. Zero głębi. –
Chłopak westchnął. Odłożył coś, co w przeszłości najpewniej mogło się zwać
zieloną i zdrową córką matki natury. Wstał z werandy, otrzepał spodnie i
podszedł do drzwi delikatnie wsuwając kluczyk w zamek. Szczęknęły po czym przy
lekkim pchnięciu uchyliły się i Choi wślizgnął się do środka, odłożywszy uprzednio
klucz pod doniczkę. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu, do
którego wszedł. Ściany były w szarym kolorze, którego stonowana barwa pasowała
do wystroju salonu. Kanapy były grafitowe, a podłoga o ton ciemniejsza niż
ściany. Minho wziął Kanzen na ręce i razem z nim udał się do kuchni, która -
jak się okazało – była zaledwie dwa kroki od salono-jadalni. Czerwona lodówka,
stół z mlecznego szkła, grafitowe blaty z kamienia i czarne płyty na podłodze.
Mimo tych ciemnych barw dom był przestronny i miał świetnie zagospodarowaną
przestrzeń. Nie było uczucia ciasnoty, przytłaczającej ciemności, w wielu
miejscach wlewało się światło przez wielkie i piękne okna ze stalowymi ramami.
Minho nie miał dekoratorowi wnętrz absolutnie nic do zarzucenia, z wyjątkiem
tego, że na rodzinny dom miał on zbyt surowy wystrój i zbyt wyszukane dodatki.
Po pobieżnych oględzinach domu Minho
wiedział już, że sypialnia przyjaciela znajduje się na piętrze, tak samo
zresztą jak i jego. Kuchnia wraz z jadalnią i salonem mieściły się na parterze,
razem z wychodzącym na duży i piękny ogród tarasem. Łazienka i jeszcze jedna
duża sypialnia znajdowały się również na piętrze, przy czym dom posiadał
jeszcze strych, który pomysłowo przerobiono na bibliotekę. Dom był piękny i niezależnie
od tego jakie człowiek miał upodobania, musiał przyznać, że budynek był klasą
samą w sobie.
Kończąc niewielką inspekcję Minho
powrócił do lodówki by przyjrzeć się jej zawartości. Zgodnie z oczekiwaniami
nie zastał nawet kawałka szynki. Było tylko mleko, słoik ogórków, odrobina ryżu
w misce i ku jego zdziwieniu butelka soju. – Czyli te ogórki były na kaca. – Stwierdził z niesmakiem. Zamknął
lodówkę i wzdychając postawił Kanzen na ziemi.
-
Zostań tu i bądź grzeczny. Idę po zakupy. – Mruknął do kota, gładząc go
delikatnie ręką.
Supermarket był dość spory i dobrze
wyposażony. Ale czego innego można się było spodziewać po tak bogatej
dzielnicy? Minho westchnął i zbliżył się do półki ze słodyczami. Przystanął na
chwilę, zastanawiając się co ma kupić. Nie znał w końcu żadnych upodobań
Taemin’a. Po pięciu minutach rozważań wziął po prostu to, co uważał za
najlepsze. Minąwszy dział z nabiałem zatrzymał się na chwilę. Dostrzegł kątem
oka mleko bananowe, które przecież tak bardzo ukochał sobie młodszy i sięgnął
po nie. W tym samym momencie jego ręka zetknęła się z inną. Podniósł głowę
napotykając spojrzenie blondwłosego, krótko ostrzyżonego chłopaka. Kolor jego
włosów był mimo wszystko bardziej zbliżony do bieli niż blondu. Był wysoki, ale
nie wyższy niż Minho i w momencie, w którym to spostrzegł uświadomił sobie, że
przecież chodzą razem do szkoły.
- Key?
– Białowłosy wydawał się zaskoczony, iż Choi zna jego imię.
- Znamy
się? – Zapytał nieśmiało zabierając rękę.
- Ach
wybacz. Nie przedstawiłem się. Choi Minho, przyjaciel Taemin’a. – Brązowowłosy
wyprostował się, uśmiechnął i skłonił się lekko. Key zdębiał.
-
Przyjaciel? Taemin ma przyjaciół? – Wydukał.
-
Raczej nie sądzę. Przyjaźnimy się od niedawna. Zresztą właśnie robię mu zakupy.
– Minho chciał dodać coś jeszcze, ale przerwał mu ostry głos towarzysza.
- Czy
on o tym wie? – Zapytał, po czym spojrzał z lekko odczuwalną wrogością.
- Nie
powinno Cię to obchodzić. – Fuknął Choi, widząc zmianę jego zachowania.
-
Obchodzi mnie to, ponieważ jest to MÓJ przyjaciel. – Warknął.
- Twój,
powiadasz? Dlaczego więc nie zająłeś się nim kiedy ostatnio zasłabł? – Minho
był zły.
-
Zasłabł?! Jak to? Kiedy?! – Key zachłysnął się. Był w szoku.
-
Ostatnio po ćwiczeniach na scenie.
- Na
scenie? Skąd wiesz? Byłeś tam? To niezgodne z regulaminem. – Warknął. W tym
momencie Choi uświadomił sobie jak bardzo się wkopał jeśli Key doniesie
dyrektorowi.
- Wiem,
że niezgodne. Po prostu przechodziłem tamtędy i zobaczyłem tańczącego Taemin’a.
Nie mogłem oderwać od niego spojrzenia, więc podszedłem, żeby lepiej się mu
przyjrzeć. Wtedy jednak zobaczyłem jak zasłabł i po prostu go stamtąd zabrałem.
Czy to aż taki wielki grzech, skoro być może uratowałem mu życie? Pomyśl sobie
co by się stało, gdybym wtedy tamtędy nie przechodził. – Skończył łapiąc oddech.
Dopiero gdy odetchnął głęboko uświadomił sobie, że znowu powiedział za dużo.
-
Rozumiem. Nie doniosę na Ciebie. Za kogo mnie masz? – Pytanie było zgoła
retoryczne, więc Minho milczał. – Tak na marginesie jestem Kim Kibum, ale
ludzie mówią na mnie Key. Jednak to już wiesz. – Westchnął.
-
Wolisz Kibum, czy Key? Mam się do Ciebie zwracać Sunbae? – Minho spojrzał
wyczekująco na blondyna.
- Key.
Nie lubię swojego imienia. Mów mi Key bez honoryfikatów. Jestem w twoim wieku,
po prostu poszedłem wcześniej do szkoły. Mieszkałem przez jakiś czas w innym
kraju, stąd ta różnica. – Uśmiechnął się ciepło. Choi zaskoczyła zmiana
zachowania. On również rozluźnił się i uśmiechnął.
- Miło
Cię poznać.
- I
nawzajem. Właściwie to cieszę się, że Taemin znalazł osobę, dla której jest
ważny. – Key zawahał się przez chwilę. – Wiesz, że on nie ma mamy, prawda? –
Minho skinął głową. – Wiesz dlaczego?
- Nie.
Nie dociekałem. – Odpowiedział smutno.
- Być
może nie powinienem Ci tego mówić, ale lepiej powiem zanim urazisz go w jakiś
sposób. – Chłopak syknął z oburzenia i już chciał coś wtrącić, gdy Key
powstrzymał go gestem ręki. – To nic do Ciebie. – Brązowowłosy spojrzał z
pytaniem w oczach na blondyna, który skupił swój wzrok na czymś, co znajdowało
się ponad jego ramieniem. – Jest pewna rzecz, o której musisz wiedzieć.
Taemin…on…nigdy nie miał prawdziwiej rodziny. Jego matki nigdy nie było w domu,
nie wspominając już o ojcu. On…jakby to powiedzieć. Ojciec Taemin’a znęcał się
nad nim i nad jego matką. – Minho wypuścił z ręki siatkę z jabłkami, której
zawartość potoczyła się na wszystkie strony.
-
Z-z-nęcał się? – Wyszeptał. – Ale jak… - Key warknął.
-
Przyjaźniłem się z nim wtedy. Tylko on nic, nigdy nie chciał mówić. Widząc
liczne siniaki i zadrapania cały czas się martwiłem, ale on nie chciał mi
powiedzieć. Byłem w podstawówce, więc zgłoszenie tego wychowawczyni wydawało
się rozsądnym pomysłem. Stwierdziła wtedy, że nie obchodzi jej to, że jej uczeń
jest po prostu niezdarny. Dopiero później dowiedziałem się, że miała ona w
tamtym czasie romans z ojcem Taemin’a. A gdy zgłosiłem to do dyrektora on nie
miał dowodów. No bo kto uwierzy dziecku, które nie ma dowodów, a sama ofiara
nie chce pisnąć słowa? Dwóch dorosłych przeciwko dziecku. Nie było szans. – Key
zacisnął pięści.
- Jego
matka niczego nie widziała? Z niczego nie zdawała sobie sprawy? – Minho ledwo
mówił.
- Matka
Taemin’a zapadła w śpiączkę, gdy miał dziesięć lat, czyli sześć lat temu. Nikt
nie wie dlaczego właściwie zasnęła na cztery lata, a później najnormalniej w
świecie się obudziła. – Key wziął
oddech. – Sęk w tym, że ojciec Minniego zawsze był niestabilny emocjonalnie,
więc po tym incydencie zaczął pić. Nawet przed śpiączką matki często był
nietrzeźwy i wyżywał się na swojej żonie i synu. Jeśli nie pił, to pracował,
więc przez większość życia chłopaka nie było go w domu. Na jego szczęście.
Matka też dużo pracowała, więc tak naprawdę Taemin’a wychowywały nianie i moja
rodzina. Przyjaźniliśmy się od dziecka. – Uśmiechnął się smutno. - Mimo tego
kochał swoją matkę ponad wszystko. Ona zawsze była, jakby to powiedzieć słabego
zdrowia? Znaczy była raczej wątła i chorowita. – Key zamilkł na chwilę. – Była
tak samo piękna jak Taemin. Więc wyobraź ją sobie jako niesamowitą i silną
kobietę, która ponad wszystko kochała swojego syna. – Zamyślił się. – Co do
dzieciństwa Minniego…nie będę tego opisywał. Sam wyobraź sobie to, co spotkało
go, gdy jego matka była w szpitalu. – Choi przełknął ślinę. Jeśli spróbowałby
sobie to wyobrazić najpewniej by się rozpłakał. – Cztery lata później, gdy Pani
Lee się obudziła, ojciec przestał pić na miesiąc. A potem raz upił się w barze.
Z żalu do swojej żony, że zostawiła go na cztery lata rzucił się na nią z kijem
do golfa. Cios otrzymał Taemin, który zasłonił ją własnym ciałem. Do dziś ma
ślad… - Obaj się wzdrygnęli. – Niestety jego obrona nie zdała rezultatu,
ponieważ na końcu i tak najbardziej ucierpiała jego matka, zamykając go w
pokoju i samotnie stawiając czoło mężowi. Umarła na wskutek rozległego uraz
czaszki. Ten mężczyzna dostał dożywocie za wieloletnie znęcanie się nad własnym
dzieckiem i śmiertelne pobicie swojej żony. – Minho stał na środku supermarketu
jak porażony. Jego kończyny nie były zdolne do jakiegokolwiek ruchu. Usta były
otwarte, a oczy mokre od łez, które – nawet na zwykle obojętnej twarzy Key’a –
pojawiły się w tamtej chwili. – Myślę, że to wszystko co musisz wiedzieć.
Taemin’em opiekuje się teraz kurator, który co miesiąc sprawdza jego stan.
Ponieważ jest on samowystarczalny nie martwią się o niego. Ma już za sobą
dwuletnie wizyty u psychologa. Władza twierdzi, że jest gotowy do życia w
społeczeństwie. Ja nadal w to nie wierzę. On jest jeszcze dzieckiem, które
zostało skrzywdzone w tak potworny sposób.
- Czemu
nic nie zrobiłeś? – To nie było oskarżenie. Beznamiętnie wypowiedziane pytanie,
któremu towarzyszył chrapliwy oddech.
- Te
cztery lata spędziłem poza granicami Korei. Kiedy wróciłem on nie był już sobą.
Nie sądzę, że kiedykolwiek wróci do tego co było. – Westchnął. – Minho
przepraszam Cię, ale musze już iść. Jest mi niezmiernie głupio, że ta rozmowa
odbyła się akurat w takim miejscu, ale jest na tyle wcześnie rano, że nikogo tu
nie ma. W razie jakichkolwiek pytań dzwoń. – Key wyciągnął kartkę z plecaka i
napisał na niej szybko swój numer, wręczając ją później brązowowłosemu. –
Trzymaj się. Traktuj go tak jak dawniej. Pamiętaj, on nie wie, że znasz jego
sekret. Za utrzymanie tego w tajemnicy oddałby życie. Więc nic mu nie mów. Być
może sam kiedyś Ci powie. – Skinął głową i obrócił się przez ramię. Minho
spojrzał na karteczkę i podniósł wzrok.
- Key.
– Ten odwrócił się przez ramię i spojrzał na niego pytająco.
- Tak?
- Skąd
wiesz to wszystko? – Choi wyszeptał przez zaciśnięte zęby.
- Mój
ojciec jest jego kuratorem. – Powiedział ze smutkiem. Odwrócił się i ruszył
przed siebie. Zanim całkowicie zniknął z pola widzenia Minho, podniósł rękę i
zamachał.
Nogi brązowowłosego odmawiały mu
posłuszeństwa. Szedł jak potłuczony, wlekąc prawie po ziemi siatki z zakupami.
Nie mógł się pozbierać po tym co usłyszał od Key’a. Słońce przygrzewało wesoło,
jednak temperatura spadła przez noc i nic nie wskazywało na to, że lato jeszcze
powróci. Nieuchronnie nadchodziła jesień, ciągnąc za sobą chłód i ciemność.
Po piętnastu minutach żwawego marszu
Minho wszedł przez furtkę do ogrodu i zatrzasnął ją za sobą. Otworzył cicho
drzwi i wszedł do domu. Wniósł zakupy do kuchni i machinalnie powsadzał
wszystko do lodówki i pobliskich szafek. Równie machinalnie zaparzył sobie
herbaty i usiadł na sofie w salonie, wpatrując się w zegar ścienny.
Przywołanie
się do stanu używalności zajęło mu dobre pół godziny. Dochodziła jedenasta. Dopiero,
gdy oprzytomniał uświadomił sobie, że traktuje dom Taemin’a jak swój własny.
Nie przeszkadzało mu to. By odpędzić niepotrzebne myśli zaczął robić śniadanie.
Kanzen usiadł na blacie i w milczeniu obserwował jego ruchy, z taka uwagą jak
gdyby kazano mu je za chwilę powtórzyć.
Gdy wreszcie finalna potrawa została
ustawiona na stole Minho usłyszał odgłos kroków. Najwidoczniej Taemin schodził
ze schodów.
-
Obudziłem Cię? – Zapytał od razu, gdy chłopak przeszedł przez próg kuchni. Miał
lekko potargane włosy, zaspane oczy, trochę za dużą białą koszulkę i szare,
długie spodnie od dresu. Przetarł oczy i z uwagą wpatrywał się w Choi przez
dobre dziesięć sekund nim zrozumiał o co chodzi.
- Co Ty
tu robisz? – Był zły. Można to było wyczuć w jego głosie. Brązowowłosy jakby
zignorował jego pytanie, ponieważ zapytał:
-
Wolisz mocno ścięte, czy raczej bardziej płynne? Mleko bananowe stoi w kubku na
stole. – Jakby na dźwięk tych słów pojawił się błysk w oczach karmelowowłosego,
lecz natychmiast zatuszował go marszcząc brwi.
- Nie
obchodzi mnie mleko bananowe. – Dla Minho oczywisty był fakt, że kłamał. – Co
Ty tu robisz? – Zapytał już grzeczniej.
-
Przepraszam. – Choi odwrócił się od kuchenki i spojrzał w oczy młodszemu. Ten
zaskoczony zarumienił się. – Ja…stwierdziłem, że skoro nie masz nic do
jedzenia, to zrobię Ci chociaż śniadanie. – Nie minął się z prawdą aż tak
bardzo.
- Ach,
ale jak się tu dostałeś i z czego je zrobiłeś? Nie miałem nic w lodówce… -
Mruknął.
- Masz
klucz pod doniczką…jak nieodpowiedzialne. – Westchnął Minho. – Zrobiłem zakupy.
– Postanowił przemilczeć spotkanie z Key’em. – Jesteś zły.
-
Nienawidzę jak się mnie budzi. – Warknął.
- Będę
wiedział na przyszłość. – Taemin zdębiał.
- Na
przyszłość? – Wyszeptał.
- No
tak. Nie chce zginąć przez taką błahostkę. – Ponownie westchnął. – Siądź do
stołu. Wystygnie.
Taemin wiedział, że coś jest nie
tak. Minho również zdawał sobie sprawę z tego, że Tae coś podejrzewa. Nie
zamierzał jednak rozpoczynać żadnej dyskusji. Jedli w milczeniu. Tym razem była
to krępująca cisza. Młodszy nie wiedział jak ma się zachować. Czy krzyczeć na
swojego przyjaciela za wtargnięcie mu do domu, czy podziękować za zakupy i
śniadanie. W zamyśleniu głaskał wolną ręką Kanzen, który spał mu na kolanach.
Postanowił zacząć rozmowę.
-
Dziękuje. – Minho podniósł wzrok z nad talerza.
- Za
co?
- Za
śniadanie i odwiedziny. Od śmierci mamy nikt tu nie bywał. – Zasępił się. Choi
wyprostował się i przyjrzał się Taemin’owi z ciekawością. Nie chciał go ciągnąć
za język, jednak był ciekawy jak daleko posunie się tym razem w swojej
opowieści. Jednak on uparcie milczał.
- A
twój ojciec? – Brązowowłosy zdążył dostrzec strach w oczach młodszego nim ten
spuścił wzrok i zaczął grzebać w swoim talerzu.
- Jakby
to powiedzieć. On nie mieszka ze mną. I nigdy już nie będzie. – Uśmiechnął się.
Widać było, że dużo go kosztował. Jego spojrzenie mówiło: „proszę nie wnikaj”.
Minho skinął głową w zrozumieniu.
Stali ramię w ramię zmywając
naczynia. Choi nadal pucując jeden z talerzy spojrzał na Taemina. Rękawy
bluzki, które podciągnął do góry by ich nie zamoczyć odsłaniały delikatną
muskulaturę chłopaka. Piękne ręce, pokryte teraz pianą wydawały się być miękkie
i gładkie. Minho miał ochotę rzucić przez kuchnie talerzem, który trzymał i
pochwycić ręce swojego przyjaciela. Jednak powstrzymał swoją rządzę i skupił
się na jego włosach. To był pierwszy i ostatni błąd. Związane w kucyk odsłaniały
kark, który wydał się brązowowłosemu tak seksowny, że aż otworzył usta.
Karmelowołosy zdawał się niczego nie zauważać, jednak dyskretnie obserwował
ręce towarzysza przypominając sobie ich ostatni spacer i uroczy gest Minho
wykonany w jego stronę. W pewnej chwili Choi zamarł, co z kolei zaalarmowało
młodszego. Wypuścił talerz z rąk i zamknął usta. Lee podniósł wzrok z nad zlewu
i spojrzał pytająco na towarzysza. W jednej sekundzie wyższy chłopak złapał
delikatne ciało młodszego i przycisnął je do zlewu. Taemin był zaskoczony i
próbował się wyrwać. Bezskutecznie.
- Minho-hyung?
Co ty robisz? – Wyszeptał. Twarz przyjaciela, która zbliżyła się do niego
znacznie, bardzo go rozpraszała. Wpatrywał się teraz w przepiękne oczy, które
miał przed sobą. Choi zbliżył się jeszcze trochę. Lee oddychał ciężko z
wyraźnym wysiłkiem. Oba serca biły równie chaotycznie. – Mi-nn-hoo? – Wydukał
Tae.
- Nie
wytrzymam. – Brązowołosy pochylił się i przycisnął swoje usta do ust Taemin’a.
Zszokowany najpierw chciał się wyrwać, ale doświadczył coś czego nie udało mu
się poczuć nigdy w życiu. Nieznane mu ciepło, tak zwane motyle w brzuchu i
podniecenie. Zamknął oczy i rozchylił delikatnie usta. Minho był w takim szoku,
że nawet nie kontrolował tego co robi. Serce biło mu jak oszalałe, a ręce się
trzęsły. Nie wiedział co robi, gdy złączył ich usta w słodkim i ciepłym
pocałunku. Był tak zaskoczony kiedy Taemin, wbrew jego najśmielszym
oczekiwaniom rozchylił usta, zapraszając go do pogłębienia pieszczoty. Nawet
nie zwlekał. Przesunął językiem po rozchylonych wargach smakując usta
przyjaciela. Uśmiechnął się w duchu czując smak mleka bananowego. Jednak młody
nie pozwolił mu za długo zwlekać, gdyż odwzajemnił pocałunek z dużą siłą.
Złapał go za kark i delikatnie przyciągnął do siebie. Minho machinalnie poniósł
Taemin’a za biodra i posadził na blacie koło zlewu. Ręce Choi wędrowały po
karku młodszego, badając fakturę jego miękkiej skóry. Potem ujął jego twarz i
pogładził go kciukiem po policzku. Lee położył swoje dłonie na dłoniach
przyjaciela i oderwał swoje usta od jego. Otworzył oczy. Błyszczały dziko z
podniecenia. Takiego samego wyrazu można się było doszukać po przeciwnej
stronie. Obaj oddychali nierówno z wyraźnym trudem. Nagle ku zdziwieniu Minho z
oczu Minniego zaczęły płynąć zły. Przycisnął jego głowę do swojej klatki
piersiowej i przytulił go. Choi zdał sobie sprawę ze wszystkich emocji jakie
musiał skrywać w sobie chłopak. Jak długo był sam, jak długo nie miał nikogo z
kim chciał porozmawiać. Przed kim chciał się otworzyć. To był dopiero początek,
a tyle emocji na raz na pewno było dla niego wyzwaniem. Najdziwniejsze w tym
wszystkim było to, że Minho naprawdę rozumiał to wszystko. Chciał być dla niego
oparciem, chciał go słuchać, móc poznać jego historię, tym razem z jego
perspektywy, a nie opisaną przez świadka. Chciał móc przeżywać to razem z nim.
Chciał trwać przy nim niezależnie od sytuacji. W tamtej chwili uświadomił sobie
jak wiele znaczy dla niego Taemin. To był dopiero początek i obaj wiedzieli o
tym doskonale.
Trwali tak w bezruchu ponad
dwadzieścia minut aż Choi odważył się zdjąć młodszego z blatu i wziąć go na
ręce. Wszedł z nim na górę po schodach, po czym znalazłszy drogę do sypialni
ułożył go w łóżku i przykrył kołdrą. Już chciał się wycofać, gdy ręka
karmelowłosego przytrzymała go.
-
Zostań ze mną. – Wychrypiał.
-
Zawsze. – Położył się obok niego, biorąc młodszego chłopaka w objęcia.
-
Dziękuje. – Wyszeptał.
- Za
co?
- Za
to, że jesteś. – Uśmiechnął się przez łzy.
Seeing as time
stood still
The way it did
before
It's like I'm
sleepwalking
Fell into another
hole again
It's like I'm
sleepwalking
Wake up!
Take my hand and
Give me a reason
to start again
Wake up!
Pull me out and
Give me a reason
to start again1
1 - Sleepwalking
~ Bring me The Horizon (tłumaczenie:)
Czas
stanął w miejscu
Tak jak
kiedyś
To tak,
jakbym lunatykował
Znów
wpadłem w dziurę
To tak,
jakbym lunatykował
Obudź
się!
Złap
mnie za rękę i
Daj mi
powód, abym zacząć od nowa
Obudź
się!
Wyciągnij
mnie i...
Daj mi
powód, abym zacząć od nowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz