Rozdział dwunasty
„Jedyną rzeczą, której będziemy pewni od samego początku aż do końca,
to fakt, że umrzemy.”
Z wielkiej sypialni położonej na
pierwszym piętrze dało się usłyszeć odgłos ziewania. Karmelowowłosy chłopak
przeciągnął się ospale i uśmiechnął pod nosem. Nie otwierając oczu przebiegł
palcami po materacu z jednej strony. Potem, gdy nie napotkał żadnej przeszkody,
powtórzył czynność z drugiej strony. W końcu zirytowany przeturlał się po łóżku
licząc, że wpadnie na ciało, które powinno leżeć obok niego. Nic z tego.
Zamiast się zatrzymać spadł z łóżka, wydając z siebie zirytowany jęk. Uchylił
powieki i rozejrzał się nieśmiało po pokoju. Panowała absolutna cisza. Był sam.
Usiadł na podłodze i powiódł wzrokiem w kierunku holu.
- Minho? – Powiedział dość głośno. Nikt mu nie odpowiedział.
Spojrzał za okno, a potem na zegar. Właśnie wybiła piąta, ale miasto nadal
spało w ciemnościach, które rozjaśniały tylko płatki śniegu, iskrzące się w
świetle ulicznych latarni.
Taemin wstał ostrożnie, jeszcze raz obrzucając spojrzeniem
pokój i ruszył powoli w kierunku drzwi do swojej sypialni. Zawołał swojego
chłopaka jeszcze raz. Potem schodząc po schodach po raz kolejny. Im dalej szedł
tym mniej miał nadziei. Przystanął w salonie i obrócił się wokół własnej osi. W
domu panowała absolutna cisza. Paliło się jedno światło, które Lee uprzednio
zapalił, by nie spaść ze schodów. Po ciele przeszedł go dreszcz. – Czy to był
sen? – Pytał się sam siebie. – Przecież przyszedł do mnie wieczorem. A może
nie? Może to moja chora wyobraźnia? Aigoo…ottoke? Ottoke?(Taemin mówi coś w
stylu „O mój Boże [*OMG], co robić? Co mam zrobić?) – Po plecach przeszedł mu
dreszcz. Podszedł nieśmiało do zlewu i ochlapał sobie twarz wodą. Zacisnął
powieki i warknął. Odwrócił się raptownie w stronę drzwi i krzyknął: -
Minho-yah! – Ponownie nie spowodowało to żadnej reakcji. Załamał ręce. – Głupi
sen…wypatroszę go, jak tylko go spotkam! – Objął się ramionami, stwierdzając,
że zachowuje się jak osoba niedorozwinięta. – Ja sobie śpiewam, a on wchodzi i
kończy słowa piosenki, cytując swoje słowa z przed wielu lat. – Zamilkł, gdy
dotarło do niego jak bardzo absurdalne jest to, co przed sekundą wyszło z jego
ust. – Co to ma być? Jakaś chora telenowela? Omo…Lee Taemin, zamieniasz się w
jakąś bezwolną bohaterkę pierwszej lepszej dramy, w której książę na białym
koniu ratuje ją od własnej głupoty. Ale czy Minho nie jest typowym Ggotmenam*?
(czyt. Gotminam – to określenie można dosłownie przetłumaczyć jako „flower
handsome man”, ale oznacza ono jedynie ‘pięknego młodzieńca’ jakich wielu w
Korei [np. idole kpop’u] ~ przyp. odautorski). – Wzruszył ramionami. – Znalazł
się „Flower Boy Next Door”1. – W pewnym momencie Taemin uspokoił się
na tyle, żeby dotarło do niego, że nadal nie rozmawiał Minho. Że Choi nadal
myśli o złości Taemin’a i o tym, że Taemin być może go nienawidzi. – Mam tego
serdecznie dość. Idę wygarnąć temu idiocie – Warczał pod nosem, jednocześnie
ubierając się pospiesznie w kurtkę i buty. – jak wielkim jest idiotą i ma mnie
przeprosić, bo inaczej… – Ostatnie słowa wypluł z siebie tuż przed tym jak
otworzył drzwi i zobaczył trzęsącego się z zimna Minho. – Co Ty tu robisz? –
Choi spojrzał na niego lekko przestraszony. – Czekaj. To sen? Znowu będziesz mi
odstawiał Tytanica?! – Brązowowłosy stał jak wyryty, zupełnie nic nie
rozumiejąc.
- Taemin-ah? – Wyszeptał nieśmiało.
- Zanim zaczniesz śpiewać, przepuść mnie, bo muszę znaleźć
prawdziwego Minho i wykrzyczeć mu jak wielkim jest idiotą. – Burknął, próbując
przepchnąć się koło nic nie rozumiejącego chłopaka. Dzięki instynktowi
samozachowawczemu Choi w ostatniej chwili złapał za ramię młodszego i wepchnął
go z powrotem do środka, zamykając za sobą drzwi. Pociągnął go w stronę kuchni
i po chwili dotarł do zlewu, po czym bezceremonialnie ochlapał jego twarz wodą.
Taemin popatrzył na niego morderczym wzrokiem i dmuchnął w mokry kosmyk włosów,
który przykleił mu się do czoła. – Już to dziś robiłem. – Burknął obrażony.
- Jak widać nie pomogło. – Westchnął Minho, który sięgnął
teraz po ręcznik i przetarł, dosyć brutalnie, twarz swojego chłopaka. – Lepiej?
- Lepiej. – Lee westchnął i zamknął oczy. – Czyli Ty jesteś
prawdziwy? – Zapytał nieśmiało.
- A wyglądam jakbym nie był? – Zaśmiał się cicho.
- Wczoraj też nie wyglądałeś. – Taemin zrobił obrażoną minę
i spojrzał na zaskoczonego Minho.
- Wczoraj? Co się działo wczoraj? - Lee uderzył się dłonią w czoło i podszedł do
lodówki, by wziąć mleko bananowe.
- Miałem sen, nie wnikaj. – Westchnął głęboko, po czym wyjął
dwie szklanki i nalał do nich napoju. – Po co przyszedłeś?
- Mam coś dla Ciebie. – Taemin obrzucił go pytającym
spojrzeniem.
- Ale wiesz, że się mnie nie da przekupić? – Karmelowowłosy
zmarszczył brwi, a jego towarzysz zaśmiał się serdecznie.
- Zobaczymy. – Powiedział, po czym wyciągnął z za pleców
wielkiego, pluszowego misia pandę. Oczy Taemin’a rozszerzyły się, a Minho już
wiedział, że wygrał. – To dla Ciebie. – Podsunął mu pluszaka pod nos.
- Myślisz, że mnie tym przekupisz? – Fuknął cicho. Choi
drgnął zaskoczony. – Weź go sobie. – Odwrócił się na pięcie i z obrażoną miną,
jak gdyby nigdy nic, zaczął sączyć ze szklanki mleko bananowe.
- Taemin-ah. – Zaskomlał Minho, trącając go łapą pandy w
ramię. – Chcesz, żeby on był smutny? – Lee odwrócił się na sekundę przez ramię,
by zobaczyć jak starszy robi swoją sławną minę zbitego psa. Serce młodszego
pękło, ale miał w tamtej chwili za dużo dumy, by to przyznać.
- Jakbym Ci podbił prawe i lewe oko też byłbyś smutny, nie?
– Mina Minho idealnie zdradzała stan rzeczy. Był tak zbity z tropu jak jeszcze
nigdy.
- Co? – Wydusił z siebie. Taemin złapał pandę i obrócił ja
przodem do starszego.
- No patrz. Ona wygląda jakby ją ktoś pobił. Przecież to
dziwne, że naturalnie te zwierzęta mają czarne plamy wokół oczu, nie? Nie
zastanawiało Cię to nigdy? Nie byłbyś smutny, gdybyś wyglądał tak, jakby Cię
bili tylko po oczach? – Taemin wydął usta, robiąc aegyo i trącił pluszakiem
Minho. – Oppa! Czy to nie okrutne ze strony ludzi? Nie chce, żeby pandy były
smutne. Oppa… - Zaskomlał Karmelowowłosy. Choi otworzył usta i w osłupieniu wpatrywał
się w Lee, który właśnie gładził pandę, dłonią po głowie.
- To tylko pluszak… - Wyjąkał brązowowłosy, który drgnął
zobaczywszy w jaki sposób zareagował jego chłopak.
- Ja Ci dam tylko pluszaka! – Taemin złapał pandę i zdzielił
nią Minho po głowie. – Najpierw przyłazisz z nią do mojego domu i wmawiasz mi,
że jest smutna. A potem jak mówię, że jest mi jej szkoda, bo ma podbite oczy to
mówisz, że to tylko pluszak! – Zdzielił go po raz drugi. – Masz Ty serce w
ogóle?! – Choi odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, próbując uniknąć
trzeciego ciosu ze strony młodszego. Taemin nie podążył za nim tylko rzucił
pluszakiem przez salon, trafiając idealnie w Minho. – Trafiony zatopiony. – Krzyknął tryumfalnie,
po czym zreflektował się widząc, jak jego chłopak trzyma pandę za szyję.
- Co mi teraz powiesz? Mam zakładnika. – Starszy zaśmiał się
satanicznie.
- Oddaj moją pandę. – Szepnął Lee robiąc psie oczy.
- Teraz to jest twoja panda, tak? „Nie dam się przekupić.”.
Zarzekał się zarzekał i co? – Zaśmiał się szyderczo. – Musisz zaoferować mi coś
w zamian. – Odrzekł stanowczo. Lee uśmiechnął się pod nosem. Wziął oddech, po
czym ruszył przed siebie, zmniejszając tym samym odległość pomiędzy nimi.
Zatrzymał się na dwa kroki przed swoim chłopakiem i wyciągnął rękę.
- Najpierw panda. – Odpowiedział stanowczo.
- Najpierw nagroda. – Sarknął Minho. Taemin pokręcił głową.
Choi westchnął, ale wysunął pandę przed siebie w taki sposób, by młodszy musiał
zrobić jeszcze krok do przodu.
- Niech Ci będzie. – Karmelowowłosy pochylił się do przodu i
jedną ręką pogładził starszego po policzku. Zmniejszył odległość między ich
ustami, a w momencie, w którym miały się dotknąć wyrwał, zaskoczonemu Minho,
pandę z ręki i śmiejąc się szaleńczo wbiegł po schodach, na górę, do sypialni. Choi
stał w salonie zastanawiając się co właśnie zaszło. Zaśmiał się pod nosem i ze
zrezygnowaniem udał się śladami Tae, docierając po chwili do drzwi jego
sypialni. Zapukał w nie i uchylił lekko.
- Mogę wejść? – Zapytał z uśmiechem.
- Idź sobie. Przeszkadzasz nam. – Mruknął młodszy, zduszając
w sobie śmiech.
- Czy ty mnie zdradzasz? – Warknął, udając złość, Minho.
Zrobił obrażoną minę, tym samym wywołując w karmelowowłosym zaskoczenie.
- Skąd Ci to przyszło do głowy? – Zapytał, leżąc zwinięty w
kłębek na łóżku i oparty na pandzie. Zaśmiał się szyderczo.
- Co powiesz na to, że Pan panda pójdzie sobie teraz na mały
spacer, a my będziemy mieli chwilę na konstruktywne rozmowy o polityce? –
Taemin zdusił w sobie śmiech.
- Pan panda ma uczulenie na pyłki. – Mruknął Lee, tym samym
wywołując ciche warknięcie Choi. Starszy przeszedł przez próg i zamknął za sobą
drzwi.
- To niech idzie na basen. – Spróbował jeszcze raz.
- Od chloru bolą go oczy, a futro brzydko pachnie jak je
zmoczy. – Wyrecytował Taemin. Minho zaczął się czuć zirytowany.
- Jeśli zaraz nie wyprosisz Pana pandy, to urwę mu głowę,
wyrzucę go przez okno, a potem utopię w rzece. – Burknął. Taemin zaśmiał się,
ale z lekką obawą zrzucił pluszaka z łóżka.
- Ale po co tyle agresji? – Mruknął lubieżnie. – Można ją
spożytkować w znacznie lepszy sposób. – Choi zaśmiał się zwycięsko i dołączył
do Lee na łóżku.
Chwilę później brązowowłosy zawisł nad swoim chłopakiem i
spojrzał na niego ze smutkiem. Wreszcie zobaczył swojego chłopaka ‘żywego’, a
nie wyglądającego jak porcelanowa i bezwolna lalka, spoczywająca w szpitalnym
łóżku.
- Stęskniłem się za Tobą, Taeminnie. – Zamilkł na chwilę, by
zobaczyć jak oczy młodszego łagodnieją. – Przepraszam. – Wyszeptał. – Jestem
beznadziejny…źle się do tego zabrałem i…wiesz, że Cię kocham. Tak strasznie się
bałem, że mnie znienawidzisz…i wtedy płakałeś w szpitalu. – Zamilkł na chwilę,
po czym wziął głęboki oddech. – Dlatego nie było mnie przy Tobie. Słyszałem co
mówiłeś Key’owi. I jeszcze ten artykuł o twoim ojcu… - Taemin przerwał mu.
- Przestań. – Warknął Lee. Odepchnął starszego, zmuszając go
tym samym do uklęknięcia na materacu, a sam usiadł na łóżku ze spuszczonymi
nogami. Zacisnął palce w pięści i wbił wzrok w podłogę. Włosy przysłoniły mu
twarz. Minho wstał z łóżka i ukucnął przed Taemin’em na podłodze, kładąc mu
dłonie na kolanach. Karmelowowłosy podniósł wzrok. Jego oczy były lekko
wilgotne. - Nie umiałbym Cię znienawidzić, więc przestań. – Wyszeptał drżącym
głosem. – Jeśli jest uczucie, które znam najlepiej, to jest nim nienawiść. Ale
ona wcale nie pasuje do moich uczuć w stosunku do Ciebie. – Zamilkł i przymknął
powieki. – Kocham Cię, Minho. To jest właściwe słowo…czyż nie? – Otworzył oczy
i uśmiechnął się nieśmiało. Brązowowłosy odwzajemnił uśmiech.
- Też Cię kocham. – Zaśmiał się cicho. Złapał jego twarz w
dłonie i pocałował go w nos. – Właściwie o co chodziło z tym snem? – Zapytał,
gdy przypomniał sobie o sytuacji z wcześniej.
Taemin zaśmiał się i podniósł się z łóżka ciągnąc za sobą Minho. Gdy
wrócili do tej samej pozycji z przed kilku chwil Lee przyciągnął go do siebie i
pocałował.
- Cisza. – Uciszył go młodszy. Zbliżył swoje usta do jego
ucha i wyszeptał: - Mniej gadania, więcej… - Jednak umilkł nagle, gdy poczuł
ciepłe usta na swoim karku. O to mu chodziło. Nawet jeśli sama obecność
chłopaka mu wystarczała chciał poczuć, że jest dla niego ważny. Najważniejszy.
Uśmiechnął się więc lubieżnie pod nosem i zatopił palce we włosach swojego
chłopaka.
Dochodziła
siódma. Karmelowowłosy chłopak zerwał się z łóżka, dostrzegłszy godzinę na
zegarze ściennym. Już miał biec, by zacząć się szykować do szkoły, gdy
uprzytomnił sobie, że coś jest nie tak. Wbił wzrok w łóżko. Było puste.
Rozejrzał się po pokoju, po czym zajrzał do łazienki. Nikogo nie tam nie
zastał, więc podszedł nieśmiało do drzwi. Wychyliwszy przez nie głowę spojrzał
na schody. Nie paliło się żadne światło.
- Znowu? – Wyszeptał z lękiem. Przestąpił z nogi na nogę i
ruszył z wolna korytarzem. Przed schodami zatrzymał się. – Minho? – Zapytał
cicho. – Minho? – Wymówił już głośniej. Zaczął schodzić po schodach. Na
początku wolno, ale ze stopnia na stopień szedł coraz szybciej. – Minho! –
Krzyknął w połowie schodów. Nie otrzymawszy odzewu zaczął biec. Tuż przy samym
ich końcu usłyszał szczęk sztućców. Noga ześlizgnęła mu się z ostatniego
stopnia i runął wprost w objęcia zaskoczonego Choi. Zderzył się z jego klatką
piersiową. Minho objął go ramionami, chroniąc go tym samym przed upadkiem i
przyciągnął do siebie.
- Taemin? Coś się stało? – Lee wydał z siebie cichy szloch i
wtulił się w niego. – Tae? Czy Ty płaczesz? Co się stało?! – Minho pogładził go
ręką po włosach i pocałował w czubek głowy. – Shhhh już wszystko dobrze. Jestem
przy Tobie. Słyszysz?
- Myślałem, że znowu Cię nie ma. – Wyszeptał drżącym głosem.
- Znowu? – Zapytał. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- To ten sen…śniło mi się, że przyszedłeś do mnie wieczorem.
A potem obudziłem się i Ciebie nie było. – Wziął głęboki oddech. – Dlatego
wtedy chciałem wybiec z domu by Cię szukać. – Minho odsunął go lekko od siebie.
- Pabo…chciałem zrobić Ci śniadanie. – Westchnął cicho.
Złapał swojego chłopaka za rękę i pociągnął go w stronę, nakrytego już, stołu.
Posadził go na krześle, a sam usiadł naprzeciwko. – Jedz. – Nakazał z
uśmiechem. – Jadłeś coś wczoraj w ogóle?
- Mhm. – Mruknął. – Key-hyung mi kazał... – Choi zaśmiał się
pod nosem.
- Ciebie też pilnowali wczoraj? – Lee podniósł wzrok i z
zaskoczeniem wpatrywał się w chłopaka.
- Też? – Brązowowłosy odpowiedział mu szerokim uśmiechem.
- Gdyby nie ten głupi dino i Pan diva, już wczoraj wieczorem
byłbym dawno u Ciebie, błagając na kolanach o wybaczenie. – Warknął pod nosem.
- Myślałem, że nie chciałeś przyjść… - Zamilkł na chwilę. –
Dlatego byłem zdziwiony, że przyszedłeś do mnie tak wcześnie. – Zasępił się.
- Jonghyun wyszedł ode mnie koło pierwszej, a miał zostać na
noc. Kazał mi siedzieć w domu i powiedział, że musi coś załatwić. Nie mogłem
potem zasnąć, więc wyszedłem z domu. Prezent kupiłem Ci jak byłeś w śpiączce,
więc pomyślałem, że będę miał wymówkę do spotkania się z Tobą. Myślałem, że nie
chcesz mnie widzieć. – Zamilkł na chwilę. – Naprawdę chciałem przyjść
wcześniej, ale dopiero o pierwszej byłem wolny. Nie wypadało mi przyjść tak
późno, więc potem szlajałem się po mieście bez celu, a o piątej spostrzegłem,
że stoję przed twoimi drzwiami. Warto było zaryzykować. – Uśmiechnął się. – A
co do Jjonga, to stawiam 18 000 ₩ (ok. 50 zł), że poszedł się spotkać z Key’em.
– Zaśmiał się szyderczo.
- Za wysoko ich cenisz. – Taemin zawtórował mu. – Wiadomo,
że poszli się spotkać. Nie zakładam się. – Pokazał mu język, po czym wsunął
sobie kawałek Gyeran Mari (rodzaj koreańskiego omleta) do ust. W momencie, w
którym przełknął kęs rozbłysły mu oczy. – To jest pyszne. – Spojrzał z szokiem
na swojego chłopaka.
- A dziękuje. – Ukłonił się lekko i zaśmiał. – Co to za
mina? Czyżbyś wątpił w swojego chłopaka? – Uniósł jedną brew i spojrzał na
niego zaczepnie.
- Nie drażnij się ze mną. – Odburknął. – W każdym razie
dziękuje. Jest pyszny. – Powiedziawszy to włożył sobie do ust kolejny kawałek.
- Nie spiesz się. Mamy na śniadanie jeszcze dziesięć minut
zanim będziemy się musieli zbierać do szkoły. – Przy tych słowach Taemin
zamarł. Minho widząc nagłą zmianę zachowania swojego chłopaka uśmiechnął się
pokrzepiająco i lekko rozczochrał mu palcami włosy. – Będzie dobrze. Przecież
masz mnie. – Przy tych słowach zaśmiał się. Młodszy pokiwał głową ze
zrozumieniem, ale usta - wygięte teraz w sztucznym uśmiechu – ukazywały co
myślał naprawdę.
- Minho-oppa, Taemin! – Sulli biegła przez korytarz ciągnąc
ospałą Amber za sobą. – Wróciliście! – Krzyknęła radośnie i puściwszy koleżankę
rzuciła się młodszemu na szyję. – Tak się cieszę, że już jest w porządku.
Martwiłam się. – Jej oczy utwierdzały Taemin’a w przekonaniu, że mówiła prawdę.
Stał nieco zdezorientowany nie bardzo wiedząc co powinien zrobić w tej
sytuacji. Z pomocą przyszła mu Amber, która złapała dziewczynę za nadgarstek i
doprowadziła do porządku. Puściła młodszemu oko, przybiła piątkę z Minho, po
czym ruszyła przed siebie tym samym korytarzem, przez który wcześniej
przeciągnęła ją Sulli. Z taką różnicą, że teraz krótkowłosa szła przodem.
Karmelowowłosy stał wpatrując się w plecy koleżanek z
niedowierzaniem jeszcze parę sekund zanim Key nie podszedł do niego od tyłu i
objął go, kładąc mu ręce na talii, a brodę opierając na jego obojczyku. Na
twarzy Taemin’a pojawił się ciepły i radosny uśmiech, który wywołał u Minho
dreszcz. Bynajmniej nie był on wcale pozytywny. Brązowowłosy zdjął swój wzrok z
chłopaka i przeniósł go na – wtulającego się teraz w Tae – Key’a. Mrożące krew
w żyłach spojrzenie przeszyło go na wylot i oderwał się od niego spłoszony.
Białowłosy spojrzał z irytacją na Minho, który stał ze założonymi rękoma
dwadzieścia centymetrów od nich.
- Jesteś takim dzieckiem. – Syknął Kim, po czym z
premedytacją obrócił Taemin’a twarzą do siebie i cmoknął go w nos. – Moje małe
urocze Taesiątko! Gdzieśże się chował przed twoim naukochańszym Kijaszkiem? –
Taemin patrzył na Key’a z przerażeniem, a Choi parsknął śmiechem.
- „Kijaszkiem”? – Śmiał się tak przeraźliwie, że w pewnym
momencie musiał się złapać za brzuch, który zaczął mu dokuczać. – Jezu Key.
Kontroluj język, bo kiedyś umrę ze śmiechu.
- Nikt Cię nie pytał o zdanie, Ropuszy Księciuniu. – Odciął
się białowłosy.
- Nie chciałabym wam przeszkadzać, ale właśnie zadzwonił
dzwonek. – Burknął najmłodszy i nie uzyskawszy żadnego odzewu z ich strony
odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku klasy. Westchnął tylko, usłyszawszy
jak kolejne wymyślne ‘obelgi’ zostały rzucone i żaden z jego kompanów nie miał
zamiaru w najbliższym czasie opuścić swojego miejsca.
Pierwsze
trzy lekcje przebiegały dość cicho. Nauczyciele nie zareagowali w żaden sposób
na powrót Taemin’a za co on był im niewymownie wdzięczny. Przykuwanie
dodatkowej uwagi nie było mu zdecydowanie na rękę. Gdy przyszła pora lunchu
cała trzymająca się razem grupa zasiadła przy zwyczajowym stole i oddała się
prostej i lekkiej rozmowie. Jednakże Lee chodziło po głowie zupełnie coś
innego. Przez pobyt w szpitalu i wszystkie nerwy jakich przysporzył mu ostatni
czas zapomniał zupełnie o zbliżającym się festiwalu talentów – swojej wielkiej
szansie na zabłyśnięcie. Jakiż więc był zdumiony, gdy z ust swojej koleżanki
usłyszał, że na tym właśnie festiwalu pojawi się przedstawiciel wytwórni SM, by
przyjrzeć się z bliska młodym talentom, których było w szkole pod dostatek.
- Taemin-ah co zatańczysz na festiwalu? – Zapytała Sulli
wyrywając pytanego z letargu.
- Nie wiem. Dawno nie tańczyłem…przygotowywałem się do niego
jakiś czas temu, ale przez szpital i tak dalej mam problemy z kondycją. –
Westchnął cicho pod nosem.
- Coś pomyślimy! Wszyscy wiemy jaki byłeś zakręcony na tym
punkcie. – Zaśmiała się radośnie Amber. Nieśmiały uśmiech wpełzł na twarz Tae.
Wyprostował się i rozejrzał po znajomych i lubianych twarzach. Jednak uśmiech
zszedł z jego twarzy, gdy wśród przyjaciół nie ujrzał ani Minho ani Kibum’a. ‘O
zgrozo. Chyba nie stoją dalej na korytarzu?’ – zapytał się sam siebie, po czym
po całym jego ciele przeszły ciarki. Nagle poczuł ręce na oczach i zastygł w
przerażeniu. Ktoś celowo zasłaniał mu widok, a ręce przybyłego bynajmniej nie
należały do Minho.
- A kuku! – Mruknął dobrze znany mu głos, po czym zaśmiał
się. Taemin uśmiechnął się z ulgą i rozluźnił.
– Zgaduj.
- Yah! Krótkonogi Dino! Zostaw mojego chłopaka w spokoju. –
Burknął ze śmiechem Choi, który właśnie podchodził do stolika.
- YAH! SAEKKI! Jak śmiesz się tak zwracać do swojego
Hyung’a?! – Warknął naburmuszony Jonghyun, który oderwał się teraz od Taemin’a
i zmroził wzrokiem Minho. Lee zaśmiał się pod nosem, a reszta stolika patrzyła
na rozgrywającą się przed nimi scenę z lekkim niedowierzaniem.
- Co ty tu robisz, dinusiu? – Zachichotał Choi siadając przy
stoliku obok Tae i obejmując go ręką w pasie, a dłonią wskazał Kim’owi wolne miejsce
naprzeciwko siebie.
- Oppa miło Cię znowu widzieć. – Skinęła głową Hyuna
uśmiechając się szeroko.
- Hejka Hyu, co u Ciebie? – Zapytał z wielkim uśmiechem na
twarzy.
- To wy się znacie? – Zapytał cicho Tae. – Myślałem, że to
znajoma Key’a i twoja Min… - Nie zdążył dokończyć wypowiedzi, bo Minho wszedł
mu w pół słowa.
- Co ty tu robisz? – Spojrzał na niego z uniesioną brwią.
- Przyszedłem do Bumiego. Nie wolno mi? – Sarknął.
- W ogóle Cię tu wpuścili? – Zamilkł na chwilę, po czym
dorzucił – No tak. Taki krasnoludek nadal wygląda jak liceum. – Zachichotał pod
nosem, a reszta stołu zawtórowała mu.
- Przynajmniej jestem przystojny. Że Cię w ogóle coś
pokochało, ty niedorobiona żabo. – Fuknął na niego.
- Żabo? Ropuszy Książe? Co wy macie z tymi żabami? – Taemin
zdębiał.
- Nieważne. – Machnął ręką Kim. – Gdzie jest miłość mojego
życia? – Zapytał z rozmarzeniem. Hyuna zachichotała cicho.
- A tak właściwie…czy ty nie jesteś Kim Jonghyun? Dino
przewodniczący? Jesteś absolwentem tej szkoły, nie? – Wtrąciła Sulli.
- Owszem to ja. Dino Przewo…zaraz co?! Jaki dino? Pogięło
was? Szlag by Cię Choi Minho… – Warknął i rzucił mu nienawistne spojrzenie.
Reszta się tylko zaśmiała.
- Myślę, że widziałam go jak szedł korytarzem w tę stronę.
Coś musiało go widocznie zatrzymać. – Hyuna zamyśliła się.
- Go? – Zapytały się jednocześnie trzy osoby. Jiyong,
Seungyhun i Daesung patrzyli na Hyunę zdezorientowanym wzrokiem.
- O kim mówimy? – Seungri podniósł głowę i spojrzał na Kim’a
sennym wzrokiem. – Hyung! Co ty tu robisz? – Wszyscy spojrzeli się na niego jak
na kretyna.
- Śpij dalej maknae. – Burknął Taeyang i przycisnął mu głowę
do stołu.
- Yah! Bez przemocy proszę! – Jiyong warknął na towarzysza.
- Samozwańczy król smok, się znalazł kurna. – Burknął pod
nosem Seunghyun.
- My jesteśmy Big Bang! Najlepsza drużyna piłki nożnej w
Korei Południowej! Musimy mieć leadera! – Podniósł głos Jiyong.
- I jestem nim ja. Dziękuje za przypomnienie im Ji. –
Mruknął cicho, acz stanowczo Choi. – Możemy się teraz skupić na znalezieniu tej
głupiej mendowatej… - Nim Minho zdążył skończyć zdanie Hyuna przerwała mu.
- Znalazłam go. – Wszystkie oczy zwróciły się w stronę,
którą wskazywała ręką. Key szedł otoczony trzema dziewczynami z miną nie
wyrażającą niczego. Była przerażająca. Dwie wisiały na nim i jego ubraniu, a trzecia
dreptała tuż za nimi tworząc frapujący obrazek.
- Oppa! Oppa! – Dało się słyszeć, kiedy podszedł bliżej do
stolika. – Umów się z nami. Jesteś taki przystojny Oppa! I utalentowany! –
‘Molestowała’ go jedna z dziewczyn.
- Tak, tak! Utalentowany Oppa! Bardzo utalentowany! –
Powtarzała za nią jak w transie druga. Min rzucił szybkie spojrzenie na Jonghyun’a
i dostrzegł jak wszystkie ścięgna pod jego skórą napinają się, a on sam zwęża
źrenice.
- Ta zazdrość. – Zakpił pod nosem i zaśmiał się.
Nagle tuż przed stolikiem Kim zatrzymał się i strzepnął z
siebie jedną z dziewczyn. Strzepnął ją dosłownie. Zatoczyła się lekko, ale
natychmiast odzyskała fason.
- Ty – Wskazał palcem na drugą dziewczynę. – puszczaj mój
rękaw. – Powiedział lodowato spokojnym głosem. Cofnęła się spłoszona. – A ty –
Zwrócił się do trzeciej. – Nie śledź mnie, bo jak wyrwę Ci nóżki to na wózeczku
mnie nie dogonisz. – Syknął. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i usta i w
panice jęła wycofywać się na bezpieczną odległość. – Wy chcecie coś jeszcze?
Mam zagrozić wam wyrwaniem rączek, czy starczy ostrzeżenie? Wasza koleżanka
chyba zmądrzała. – Burknął do dziewczyn. Jednak one stały zbyt zaskoczone
zachowaniem Key’a, żeby zrobić cokolwiek.
- Ale Oppa…my tylko chciałyśmy randkę… - W tym samym momencie
oczy Kibum’a zwęziły się jak u żmii i najbardziej jadowitym głosem na jaki było
go stać syknął: Nie te włosy, nie ta figura, nie ten wygląd – Wyliczał po kolei
wskazując na poszczególne części ich ciał. – i przede wszystkim nie ta twarz i
zrób coś z zębami. Polecam aparat. – Fuknął. – Jak zmienicie wszystko to, co
powiedziałem to zapraszam ponownie. – Uśmiechnął się najpiękniejszym uśmiechem
na jaki było go stać. W oczach dziewczyn stanęły łzy. – Acha i zapomniałbym.
Płeć też musicie zmienić. – Rzucił im na odchodnym. Ich oczy otworzyły się ze
zdumienia.
- Tak właśnie. A poza tym jeśli, któraś z was jeszcze raz
będzie się próbowała przystawić do mojego chłopaka to osobiście zrobię wam
krzywdę. Jak będę miał dobry humor to sam kupię wam po ‘wózeczku’. – Jonghyun,
który wstał z miejsca podczas monologu Key’a, stanął teraz tuż za nim i objął
go opiekuńczo ramieniem. Kibum spojrzał ze zdumieniem na swojego chłopaka, a
jego twarz rozpromieniła się.
- Jjongie! – Pisnął i rzucił mu się na szyję. – Co ty tu robisz?!
– Tulony zaśmiał się serdecznie i objął ramionami młodszego.
- Odwiedziny. – Zamruczał cicho.
- To Key ma chłopaka? – Zapytał Jiyong.
- To Jonghyun-hyung jest gejem? – Zdębiał Seungri.
- Czyli mojego pedalstwa się już nie kwestionuje, co? –
Burknął młodszy Kim, po czy westchnął. – No to co? Nie mamy innego wyjścia jak
oficjalnie Cię przedstawić…
- Ale my się znamy… - Zaczął Seungri jednak Key przerwał mu.
- Miłość mojego życia, która temperuje moje chamstwo,
przytępia temperament i ma wspaniałe poczucie humoru i dystans do siebie,
ponieważ tak jak powszechnie wiadomo jestem divą z wygórowanymi wymaganiami i
roszczącą sobie prawo do wszystkiego w sposób czasem wulgarny. – Na słowo
„czasem” Taemin i Minho zachichotali. Jednak Key niewzruszony kontynuował. –
Jest także moim osobistym mistrzem ciętej riposty i chamskiego dowcipu. Proszę
państwa o to Kim Jonghyun i wszystkim powinien być znany jako moja własność –
czyli mój chłopak. – Zakończył oficjalnie wtulając się w bok Kim’a, który
obejmował go ramieniem.
- Sprawiłeś, że było to znacznie bardziej żenujące niż to
było konieczne. – Wymamrotał Jonghyun, a cała reszta ekipy zaśmiała się.
- Oj tam. – Kibum machnął ręką. – To my się zbieramy.
Powiedzcie Pani Park, że źle się poczułem, umarła mi złota rybka, dziadek,
ciocia, kuzynka, whatever. Coś mnie przejechało i nie mogłem uczestniczyć w jej
jakże pasjonującej lekcji matematyki. Ciao kochani! – Zakrzyknął po czym
odwrócił się na pięcie i pociągnął zdezorientowanego chłopaka za sobą.
- Tego chyba nie przewidział. – Zaśmiał się złośliwie Choi.
- Kocha go na tyle, że mu to nie przeszkadza. – Skwitowała Hyuna.
- Co racja to racja. – Uśmiechnął się Taemin i w tym
momencie zadźwięczał dzwonek.
„Czułem się poniekąd jak w zoo. Ludzie zwracali na mnie uwagę, ale z
większą ciekawością i zainteresowaniem niż wrogością. Gdzieniegdzie
dostrzegałem bardziej czy mniej widoczne akty wściekłości skierowane w moją
stronę. Padło parę wyrazów współczucia. Jednak nikt nic nie mówił. Błądziłem po
ludzkich oczach dostrzegając w nich tyle emocji, ilu nigdy nie spotkałem w
życiu.
Idąc korytarzem
słyszałem szepty, ale jako szum. Czułem spojrzenia, ale tylko jako tłum.
Dostrzegałem emocje, ale rozbijały się na moim murze. Jakby nie dosięgały mnie
gesty i jakbym był odcięty od reszty świata czymś, jakby bańką mydlaną. Nic
mnie nie obchodziło. Szedłem z głową uniesioną do góry słysząc kąśliwe uwagi na
temat mojej rodziny…nie. Nie rodziny. Na temat osób, z którymi musiałem żyć w
młodości. Moją rodziną jest osoba, która trzymała mnie przez ten cały czas za
rękę. Ona była moim murem. On nią był. Mój własny obrońca. Choi Minho.”
„There's a sign on the wall but she wants to be sure
'Cause you know sometimes words have two meanings.
In a tree by the brook, there's a songbird who sings,
Sometimes all of our thoughts are misgiven.
There's a feeling I get when I look to the west,
And my spirit is crying for leaving.
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees,
And the voices of those who stand looking.”2
1”Flower Boy Next Door” – jedna z dram, w której
główna bohaterka zakochuje się w chłopaku z naprzeciwka, ponieważ ten pokazuje
jej w jaki sposób trzeba patrzeć na świat i że ucieczka od niego nic nie da. Bo
prawdziwie szczęście może dać tylko druga osoba.
2”Stairway to Heaven” – Led Zeppelin (tłum.)
„Mimo znaków na ścianie, ona chce mieć pewność.
Bo wiesz, że czasem słowa są dwuznaczne.
Na drzewie przy strumyku, siedzi ptak, który śpiewa.
Czasem nasze myśli pełne są obaw.
Budzi się we mnie pewne uczucie, gdy spoglądam na zachód,
I moja dusza płacze za ucieczką.
W myślach, ukazały mi się smugi dymu snującego się wśród
drzew,
I słyszałem głosy tych, co wciąż stali, obserwując.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz