Endless Night ~ Two

Rozdział drugi

„Nie sposób jest być idealnym na zewnątrz dla wszystkich. Sposobem jest być idealnym wewnątrz dla tej jednej osoby.”

Ciche kroki odbijały się echem od ścian, towarzysząc w samotnej podróży najodleglejszym, szkolnym korytarzem jednemu z uczniów. Wiódł on na sam jej koniec, łącząc jej gmach z budynkiem sali koncertowej. Miejsce to kryło w sobie różne niesamowitości, ukryte w głębi rekwizytorni, salami pod sceną, czy w pokoju muzycznym. Jego przeznaczenie było jednoznacznie określone – wszelka działalność muzyczno-artystyczna. Przedstawienia teatralne, muzyczne, taneczne, pokazy filmowe, filharmonie i inne atrakcje, będące na porządku dziennym. Szkoła oprócz profilów klasycznych umożliwiała także rozwijanie umiejętności ze śpiewu, gry na instrumentach, gry aktorskiej etc. Posiadała trzy rodzaje klas artystycznych. Muzyczną (śpiew, instrument, taniec), malarską (wszelkie zajęcia związane ze sztuką takie jak rzeźba, czy rysunek) i filmową (aktorstwo teatralne i filmowe, tworzenie filmów i udoskonalanie swoich umiejętności w tej dziedzinie).
Minho chodził do klasy muzycznej, więc miał teraz godzinną przerwę obiadową. Szedł rozległym korytarzem ze spuszczoną głową, z zamyśleniem wpatrując się w swoje buty. W ręku dzierżył nową książkę, na której skupiał teraz wszystkie swoje myśli. Jego codziennym rytuałem było szukanie przytulnego i względnie cichego miejsca by móc oddać się pasjonującej lekturze. Pierwszy raz odważył się samodzielnie opuścić teren głównego gmachu i zwiedzić ten dostawiony.
Ujrzawszy wielkie dębowe drzwi przystanął i z lekką dozą ostrożności nacisnął klamkę, która ugięła się pod delikatnym naporem. Wsunął głowę przez szparę między framugą a drzwiami i rozejrzał się pospiesznie, po czym najciszej jak potrafił – określiwszy wcześniej stan osobowy w pomieszczeniu równy zero – wślizgnął się do wielkiej sali koncertowej. Rzędy krzeseł ustawione po dziesięć w trzech poziomych rzędach i trzynastu pionowych. Aula była wręcz gigantyczna i oprócz parteru dobudowane miała jeszcze balkony. Szkoła, do której chodził Minho była najbogatszą publiczną szkołą w całym Seulu. Ze względu na rokroczne konkursy talentów, na których w każdym roku rodziły się nowe gwiazdy, sponsorzy płacili krocie by móc na nie przyjść i zawrzeć umowę, z którymś z utalentowanych uczniów. Oczywiście szkoła dostawała także dofinasowanie ze strony miasta jako najlepiej prosperująca palcówka edukacyjna.
            Chłopak błyskawicznie zajął jedno z krzeseł zaraz za drzwiami, rozsiadł się wygodnie i zajął lekturą. Nie minęło jednak pięć minut, gdy drzwi wydały z siebie niepokojący szczęk. Minho drgnął i z przestrachem zastygł w bezruchu. Jedno ze skrzydeł otworzyło się i do sali wszedł ktoś ubrany w szarą bluzę z kapturem, cienkie, czarne leginsy, podkreślające niesamowicie chude nogi i czarno-szare sneakers’y. Osoba ta miała na oko metr siedemdziesiąt pięć i poruszała się z wielką gracją, zmierzając w kierunku sceny. Brązowowłosy patrzył oczarowany na tak smukłą postać, która wspięła się teraz po schodkach na scenę i podeszła do czegoś stojącego nieopodal fortepianu. Nagle z głośników popłynęła skoczna kpopowa piosenka, która w dość nieprzyjemny sposób przeszyła ciszę w pomieszczeniu. Wieża stojąca tuż za fortepianem dopiero teraz została zauważona przez chłopaka, ale nie skupił on na niej swojej uwagi. Zamknął książkę i skulił się na fotelu tak, by nie zostać dostrzeżonym. Postać przeniosła się teraz na środkową część sceny i zaczęła się rozciągać. Minho dawno nie widział tak rozciągniętego i dobrze wygimnastykowanego ciała. Jednocześnie umięśnione i tak delikatne, wydawało się być niesamowicie wątłe. A jednak osoba ta była silna, dało się to dostrzec po ruchach jej ciała. Brązowowłosy postanowił się wycofać nim będzie za późno. W końcu nie miał prawa tu przebywać. Było to niezgodne z regulaminem. Odbywał tu czasem zajęcia, ale w momencie gdyby został złapany niechybnie by go ukarano, a tego wolał uniknąć za wszelką cenę. Jego reputacja idealnego ucznia nie mogła przecież ucierpieć. Nie był sztywniakiem, ale wszyscy go lubili. W dodatku bycie przewodniczącym rady uczniowskiej do czegoś go zobowiązywało. Mimo wszystko łamanie szkolnego regulaminu nikomu nie kojarzyło się z czymś fajnym tylko po prostu głupim. Zasady były po to by je przestrzegać i dla bezpieczeństwa uczniów, a nie po to by popisywać się ich łamaniem.
            Minho ześlizgnął się z fotela i z cichym szelestem ruszył ku wyjściu. Nim dotarł do drzwi podniósł głowę by ostatni raz przyjrzeć się tej pięknej istocie. Nagle postać zmieniła piosenkę i stanąwszy ponownie na środku sceny zrzuciła kaptur.
Na scenie stał dość wysoki, szczupły, wręcz chudy chłopak o dziewczęcej urodzie i pięknych karmelowych włosach związanych w delikatny kucyk. Orzechowe oczy chłopaka zalśniły, po czym na chwile zostały przysłonięte powiekami. Okalały je tak długie rzęsy, że nie jedna kobieta mogłaby mu ich pozazdrościć. Nagle poruszył się i wykonał ręką delikatny zwrot w lewo. Po chwili dołączyła jego noga, druga ręka, głowa i chwilę później wszystkie części jego ciała wirowały lekko na scenie jakby poruszone wiatrem unosiły się w szaleńczej zabawie. Każdy krok i ruch był wykonywany starannie, z niebywałą precyzją. Ręce poruszały się jakby kierowane przez lalkarza, który z uwagą prowadził na nitkach kończyny swoich marionetek w dzikim tańcu. Minho nigdy nie widział tak pięknego i zarazem tak przerażającego tańca. Każdy krok był idealny, zawsze stopa zderzała się ze sceną trafiając idealnie w takt. Chłopak miał niebywały talent. A tym chłopakiem nie był nikt inny jak Lee Taemin.
Brązowowłosy oczarowany wrócił pospiesznie na swoje miejsce i skulił się na fotelu. Dostrzegł światło padające na twarz swojego kolegi, dzięki któremu tamten nie mógł dostrzec chłopaka siedzącego na widowni. Minho wpatrywał się w przepiękne ruchy Taemin’a, z cisnącym mu się na usta pytaniem „Jak to jest możliwe, że ktoś rusza się w tak niebywale seksowny i zarazem delikatny sposób?”. Nigdy nie odczuwał pociągu do innej osoby płci przeciwnej, ale musiał powiedzieć, że jakkolwiek męskie było ciało jego kolegi pociągało go tak jak żadne inne, nawet kobiece. Pierwszy raz coś poruszyło go do takiego stopnia, że wpatrywał się bez mrugania w obraz przed sobą.
            Choi musiał przyznać, że nawet odpoczynek chłopaka i wpatrywanie się w niego, gdy siedział na scenie i pił wodę było bardziej interesujące od książki, którą obecnie czytał. Nie chodziło o to, że lektura ta była niebywale nurząca, ale widok pijącego Taemin’a był czymś wartym zobaczenia. Kropelki potu spływały mu po odsłoniętej szyi, a jabłko Adama poruszało się wraz z przełykaniem krystalicznej cieczy. Nawet jeśli Minho uważał to za wyraz absolutnego zboczenia nie mógł zaprzeczyć, że nawet taki drobny gest go pociąga. Wilgotne i rozchylone usta Taemin’a, półprzymknięte oczy, których powieki przyozdobione były delikatną, czarną kreską (która według Minho nie była ani trochę pedalska). Jego niesforne włosy, które zebrane uprzednio w kucyk powychodziły teraz z niego, tworząc cudowny i wręcz uroczy bałagan na głowie chłopaka. Słowem całego jego ciało oddziaływało na Choi w taki sposób do jakiego nigdy by się przed sobą nie przyznał.
            W pewnej chwili karmelowołosy przystanął i z przestrachem zaczął się wpatrywać w widownię. Chwilę musiało zająć Minho by spostrzegł, że to w niego wpatruje się Taemin.
- Co Ty tu robisz, do cholery?! – Rzucił oskarżającym głosem.
- Siedzę. – Odparł spokojnie Choi z zadowolonym uśmiechem na twarzy.
- Nie wolno Ci tu być. – Lee oburzony wskazał palcem na kolegę. – Zachowuje się jak dziecko. – Zaśmiał się w duchu Sunbae.
- Przyszedłem poczytać, ale przeszkodziłeś mi, więc musiałem przestać.
- Nie o to się pytam. Czemu mnie obserwujesz? – Nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ drzwi do sali odtworzyły się i stanął w nich jakiś białowłosy chłopak i nauczycielka tańca. Taemin spojrzał z przestrachem w stronę nowoprzybyłych.
- Tae! – Krzyknął chłopak z uśmiechem. Ubrany był w mundurek i Minho wydawało się, że jest uczniem czwartej ‘a’ - klasy muzycznej. – Skończyłeś już? Wychodzimy na obiad. Obiecałem, że dopilnuje żebyś zjadł. Idziemy. Mamy jeszcze dziesięć minut. – Choi rozglądał się gorączkowo poszukując drogi wyjścia. Jeśli on go wyda to będzie koniec.
- Key. Mówiłem Ci, że dziś nie będę w stołówce na obiadowej. Muszę ćwiczyć do pokazu. Przez to, że jestem w  pierwszej klasie mam bardzo małe szanse na przejście do finałów. A tylko w ten sposób ktoś może mnie zauważyć. Więc idź zjeść sam, dobrze? – Dało się wychwycić irytację w głosie chłopaka. Wpatrywał się uporczywie w Key’a, tak by nie przyciągnąć uwagi na siedzącego nieopodal – teraz zastygłego w bezruchu – Minho.
- Ale Minnie, obiecałem sobie, że każę Ci zjeść…ostatnio naprawdę schudłeś. Martwię się o Ciebie. – Białowłosy wyciągnął rękę w stronę chłopaka. Coś dziwnego stało się z brązowowłosym. Poczuł ukłucie w sercu. Tak jakby jego część nie chciała by Key zajmował się jego Taemin’em. – Moim? - Zapytał sam siebie. – Jestem zazdrosny? – Spojrzał badawczo na karmelowłosego i otaksował go spojrzeniem. Zagrane, długie i seksowne nogi. Szczupłe i seksowne ręce. Piękna, nieskazitelna twarz z głębokimi i seksownymi ustami. I na końcu wąska, seksowna talia i umięśniona, seksowna klatka piersiowa, której mięsnie rysowały się pod opinającą je koszulką. – Zaraz. Kiedy on zdjął bluzę? – Minho patrzył jak oczarowany. – Powtórzyłem ‘seksowny’ pięć razy. – Drgnął jakby sobie coś uświadomił. – Jestem gejem, świetnie. Jak ja to powiem moim rodzicom? – Po chwili jednak dotarło do niego, że nie to stanowi największy problem. Największym problemem będzie zbliżenie się do chłopaka, w którym się kocha. To będzie prawdziwe wyzwanie dla kogoś, kto jest uznawany za ikonę bóstwa szkolnego.
Z zamyślenia wyrwał go głos kobiety.
- To takie wspaniałe Lee Taemin-ssi, że pracujesz tak długo i wytrwale nad sobą. Jesteś wspaniały. Naprawdę podziwiam twoje starania. – Chłopak skinął głową w geście podziękowania. – To ja już będę szła. Powodzenia. Hwaitin’!
- Key, zadzwonię do Ciebie po lekcjach. Nie czekaj na mnie. – Powiedział stanowczo.
- Ehhh jak zwykle nieugięty. Dobra. Powodzenia. – Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Pięć sekund później drzwi zatrzasnęły się za nimi i na sali znowu zapanowała absolutna cisza.
- Nie wydałeś mnie. Dziękuje. – Minho wstał z fotela i ruszył w kierunku sceny.
- Nie ze względu na Ciebie. Też dostałbym po głowie za to, że nie poinformowałem nikogo o zaistniałem sytuacji. To z czystej wygody. Nie wyobrażaj sobie za dużo. – Odpowiedział ze znużeniem.
- Mimo wszystko i tak dziękuje. – Choi podszedł już całkowicie do sceny. Przyjrzał się z bliska koledze. Był jeszcze piękniejszy. – To ja już pójdę. Nie chciałem przeszkadzać. A tak na marginesie wspaniale tańczysz. – Odwrócił się na pięcie. Nagle usłyszał za sobą gwałtownie wciągany oddech. – Czyżby mój komplement zrobił na tobie aż takie wrażenie? – Odwrócił się, a uśmiech zastygł mu na twarzy. Taemin upadł na scenę tak niefartownie, że zahaczył o jej rant i gdyby nie szybka reakcja Minho pewnie połamałby sobie kręgosłup. Chłopak zdjął całkowicie wątłe ciało karmelowłosego i położył na ziemi. – Tae?! Tae żyjesz?! – Powoli usiadł z małą pomocą Choi i spojrzał nieprzytomny wzrokiem na kolegę.
- Co się stało?
- Zasłabłeś. – Odetchnął z ulgą. Przez głowę przeleciały mu obrazy z sytuacji, która mogłaby mieć miejsce, gdyby wyszedł wcześniej i nie podszedł do sceny.
- Znowu. Cholera. – Lee zdusił w sobie przekleństwo.
- Jak to znowu? – Minho sarknął. Nie odpowiedział. Starszy pomógł mu wstać i złapał go za ramię by mieć pewność, że znowu się nie przewróci.
- Możesz mnie już puścić. – Syknął.
- Nie. Nie mogę. Idziemy do pielęgniarki. – Powiedział stanowczo i pociągnął go w stronę drzwi.
- Nigdzie nie idziemy. Chcesz, to idź sam. – Warknął, próbując się wyrwać.
- W takim razie postawię ci obiad w stołówce. Kiedy ostatnio jadłeś cokolwiek? – Nie odpowiedział. – Chodź.
- Nie. Nie będę jadł w stołówce. – Powiedział spokojnie, ale stanowczo. Minho warknął.
- To idziemy do mnie. – Taemin spojrzał na niego zaskoczony.
- Co?
- Mam obiad w domu. Skoro nigdzie w szkole ze mną nie pójdziesz, to idziemy do mnie. – Ku zdumieniu Choi Lee nie protestował. Dał się pociągnąć w stronę drzwi, ale w chwili, gdy przez nie wychodzili zatrzymał się.
- Nie chce iść. – Powiedział uparcie, jak małe dziecko.
- Albo pielęgniarka albo mój dom.
- A stołówka? – Zapytał zaskoczony.
- Ty już nie masz wyboru. – Warknął.
- Bo co mi zrobisz? – Krzyknął buńczucznie Tae.
- Minnie, czy ty mi grozisz? – Zamruczał i spojrzał z diabelską iskrą w oczach na młodszego. Ten z wrażenia aż zaczerpnął powietrza i cofnął się lekko. Dał radę jedynie wykrzesać z siebie tyle siły by zaprzeczyć głową. – Grzeczny chłopiec. – Tuż po chwili Minho znów przybrał wizerunek chodzącej charyzmy i z promiennym uśmiechem pociągnął za sobą Taemin’a, wychodząc z sali.

            Na dobrą sprawę Tae ocknął się dopiero na kanapie w domu Minho. Leżał przykryty kocem, zwinięty w kłębek. Przeciągnął się. Nagle przyatakowało go coś małego, fukające wściekle. Gdy nieokreślony obiekt usadowił się z nieznanych przyczyn na kolanach karmelowołosego, ten dopiero był w stanie powiedzieć z czym ma do czynienia. Na kocu leżał teraz malutki kotek, którego kolor sierści miał prawie identyczną barwę co jego włosy. Oprócz tego na dwóch łapkach miał białe skarpetki i czarną plamkę na prawym oku. Taemin pogłaskał go ostrożnie po łebku, a gdy usłyszał ciche mruczenie ponowił czynność. Mruczenie kota było tak słodkie, że po chwili wziął go na ręce i przycisnął delikatnie do piersi. Kocię wczepiło się pazurami w bluzę chłopaka i zdawało się łasić. Lee zaśmiał się. Nagle z kuchni dało się słyszeć szczęk odstawianego garnka i chwilę później w drzwiach do salonu pojawił się Minho.
- Obudziłeś się. – Powiedział z ulgą.
- Tak. Co się stało? – Zapytał nadal gładząc kotka i wplątując filigranowe palce w jego sierść.
- Zasnąłeś, a praktycznie zasłabłeś w samochodzie. Przyniosłem Cię tu. – Westchnął.
- Sprawiłem Ci problem. Przepraszam. – Minho drgnął. Nie spodziewał się przeprosin.
- Nic się nie stało. Jesteś głodny? – Tae stwierdziwszy, że i tak nic nie wskóra, kiwnął głową, przytakując. – Mam obiad. Chodź, jest już ciepły.
- Myślisz, że on mi pozwoli? – Wskazał z uśmiechem na kotka wczepionego pazurami w jego bluzę.
- Uroczy, tylko trochę zaborczy. – Zaśmiał się. O dziwo młodszy zawtórował mu. – Nazywa się Kanzen, co po japońsku znaczy ‘idealny’. Przygarnąłem go będąc w Japonii, więc pomyślałem, że należy mu się imię w ojczystym języku.
- Czemu akurat ‘idealny’? – Taemin podrapał go po brzuszku.
- Ponieważ taki nie jest. Jest w ciapki i z charakteru przypomina nierozgarniętego szczeniaka. To jest właśnie w nim najlepsze. Mimo wszystko jest idealny dla mnie. Nie chodzi o to jaki jest na zewnątrz, ale o to jakim go widzą ludzie, dla których jest ważny. – Minho uśmiechnął się promiennie. Młodszy wpatrywał się z respektem w kolegę. To co powiedział wywarło na nim spore wrażenie.
Po obiedzie siedzieli w salonie, prowadząc luźną konwersację na temat ulubionych filmów, jedzenia, zajęć i prostych tematów, które mogły bardzo łatwo, po wyczerpaniu, płynnie przechodzić w następy. Minho siedział na kanapie z herbatą w ręku i z wielkim uśmiechem przyglądał się bawiącemu z kotem Taemin’owi. Młodszy cały czas się śmiał, a w rozmowie z Sunbae wydawał się być beztroski jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz można było dostrzec prawdziwą radość na twarzy chłopca. Spokój, szczęście, zabawa, zainteresowanie. Gdyby ktoś ze znajomych Lee zobaczyłby go w takim stanie, najprawdopodobniej nie uwierzyłby, że to naprawdę jest on. Tak żywiołowego, pełnego energii i radosnego Taemin’a nie można było dostrzec na co dzień. Zawsze opanowany i zdystansowany zwracał się do kolegów i koleżanek grzecznie i z należytym szacunkiem. Nie bywał zirytowany, a wręcz nazbyt spokojny. Jedyną oznaką zmiany nastroju był delikatniejszy uśmiech, a w ostateczności jego brak, jednak wtedy tłumaczył się zamyśleniem. To tak jakby założył maskę i dyktował jej emocje tak, by w środku móc z wielką ekspresją przeżywać każdą sytuację. Minho był jako jedyny w stanie dostrzec tę różnicę w tak przyjemny, zarówno dla niego jak i dla młodszego, sposób.
W pewnym momencie chłopcy usłyszeli klik otwieranych drzwi i do salonu wtargnęła jakaś kobieta trzymająca w rękach zakupy. Przystanęła w progu i z zaskoczeniem wpatrywała się w bawiącego się Taemina, który był nią tak pochłonięty, że nawet nie zauważył gościa. Minho poniósł się z kanapy i przejął zakupy od matki. Ta otrząsnęła się z szoku i podeszła do szklanego stolika znajdującego się po środku pomieszczenia. Dopiero wtedy chłopak ją zauważył. Poderwał się z miejsca, nadal trzymając Kanzen na rękach ukłonił się.
- Annyeonghaseo Umma. – Choi wróciwszy z kuchni podszedł do swojej matki i pocałował ją w policzek. – Jak było na zakupach?
- Dobrze…To twoja koleżanka? – Taemin zrobił wielkie oczy i cofnął się o krok. Minho zakrztusił się.
- Ko-ko-koleżanka? – Wykrztusił młody.
- Ekhm. Mamo to jest… - Nie zdążył skończyć, gdy kobieta przerwała mu.
- To twoja dziewczyna?! – Wykrzyknęła z entuzjazmem. – Jest taka ładna. Chodzicie razem do szkoły? – W pewnym momencie Choi miał ochotę parsknąć śmiechem i ledwo udało mu się powstrzymać, gdy zobaczył wściekłą i lekko zdezorientowaną minę swojego kolegi.
- Nie. – Brązowowłosy zatrząsnął się ze śmiechu.
- Nie chodzie razem do szkoły? – W tamtej chwili Lee nie wiedział co jest gorsze. Czy to, że matka jego kolegi wzięła go za dziewczynę, czy to, że wzięła go za dziewczynę Minho. I to i to wydawało się być tak samo absurdalne.
- Chodzimy.
- Więc o co chodzi? To nie twoja dziewczyna? – Na twarzy kobiety malowało się zaskoczenie. – W każdym razie przedstaw mi ją.
- To nie jest dziewczyna. Nazywa się Lee Taemin i chodzi ze mną do szkoły. Jest w pierwszej klasie muzycznej. – Minho wypowiedział te słowa tak spokojnie, że karmelowowłosy aż się zachłysnął. Matka chłopaka zrozumiawszy swoje faux pas natychmiast rzuciła przepraszające spojrzenie gościowi i z uśmiechem kontynuowała:
- Ach więc jesteś jego chłopakiem, tak?
- Co?! – Obaj wykrztusili z siebie to słowo w tym samym czasie.
- Nie wiedziałam, że jesteś gejem, synu. Mogłeś się przyznać. – Minho zarumienił się i zaczął wymachiwać rękoma, próbując wytłumaczyć zaistniałą sytuację.
- To nie tak mamo. My nie jesteśmy parą. To tylko mój kolega. – Z kolei na te słowa Choi miał wrażenie, że Taemin się wzdrygnął. Po zastanowieniu się, słowo ‘kolega’ nie było najodpowiedniejsze w takiej sytuacji.
- A czemu nie? – Powiedziała kobieta z czarującym uśmiechem na twarzy. – Jest taki śliczny, że dziwię się, iż się jeszcze nie zakochałeś. – Puściła oczko swojemu synowi. Ten zarumienił się jeszcze bardziej. Ku uciesze kobiety na twarz młodszego także wpełzł lekki rumieniec. – Taemin, tak bardzo miło mi Cię poznać. – Podeszła do chłopaka i bezceremonialnie go przytuliła. – Mam nadzieję, że wybaczysz mi mój błąd. Bywam roztargniona. – Odsunęła się od zastygłego w bezruchu chłopca.
- Mi-mi ta-także jest mi-miło. – Wyjąkał.
- Jedliście już? – Zapytała po czym nie czekając na odpowiedź po prostu udała się do kuchni. Gdy tylko wyszła Taemin zrobił groźną minę i podszedł do Minho.
- Zabiję Cię za to, słyszysz?! – Syknął.

- Chodź. Moja mama już Cię lubi. – Zaśmiał się cicho i pociągnął go w stronę kuchni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz