Thirteen ~ Seven

Seven
„Cisza przed burzą”

Wreszcie nastał marzec. Śnieg powoli topniał, a ciche i spokojne miasto odżywało po srogiej zimie. Thirteen stał przy kasie i bezwiednie próbował ścierką po raz ósmy tego samego dnia zetrzeć plamę z lady, która nie była niczym innym jak sękiem w drewnie. Lyn tylko patrzyła się co jakiś czas na chłopaka ze zmarszczonym czołem i zastanawiał się czy zwrócić mu uwagę. W końcu, poprawiwszy ostatnią zasłonę podeszła do lady i z westchnieniem położyła delikatnie dłoń na ręku Thirteen’a. Zamarł, ale nie poniósł wzorku.
- Młody słuchaj. Jak tak będziesz tarł to mi dziurę w drewnie zrobisz. – Pokręciła głową i chwyciła jego rękę, po czym uniosła ją lekko. Chłopak patrzył ze zdziwieniem jak plama, która do tej pory plamą była nagle stała się sękiem w drewnie.
- Oh wybacz. Nie zauważyłem… - Mruknął przepraszająco Thirteen i spokojnym ruchem wyswobodził swoją dłoń.
- Tak jak i każdego dnia odkąd Wish trafił do szpitala. Jesteś osowiały i rozkojarzony. I zdarza Ci się mylić zamówienia wciskając klientom gorącą czekoladę zamiast kawy czy ciasta. A większość z nich myśli, że to na koszt firmy. Z całym szacunkiem dla naszych klientów Thirteen, ale nie działamy charytatywnie. Wiesz o tym… - Lyn potarła palcami skronie i westchnęła cicho. Chłopak zawstydził się nieco, więc szybko odwrócił się do niej plecami i zaczął udawać, że wyciera kubek. – Młody? – Zapytała z rozbawieniem.
- Tak? – Thirteen nieśmiało odwrócił się w jej stronę.
- Wyczyściłbyś naczynia, a nie kartonowe kubki na wynos. Są jednorazowego użytku. – Zachichotała pod nosem i odwróciła się na pięcie, po czym wróciła do własnych zadań. Chłopak ze zrezygnowaniem rzucił kubkiem w zlew, po czym oparł się o jego rant dłońmi i zwiesił głowę.
- Zapowiada się ciężki miesiąc. – Burknął cicho i westchnął.

            Większość przeciętnych dni, które spędził tak odkąd jego przyjaciel trafił do szpitala, ciągnęły mu się w nieskończoność i sprawiały, że każdy z nich wyglądał tak samo. Nie było wizyt w stajni, cichych ‘zaladowych’ sprzeczek, zazdrosnych, ukradkowych spojrzeń, gdy któryś z nich obsługiwał ładne klientki, które wdzięczyły się do nich nieustająco. Spędzania razem przerw i rzucania w siebie skórkami od pomarańczy, robienia na kawie z piany głupich minek i ozdabiania kubków kwiatuszkami i innym małymi rysunkami. Bez Wish’a dzień w kawiarni był nudny, smutny i nie wnosił niczego nowego w życie Thirteen’a. Codziennie wstawał, brał się do roboty, rysował piękne pejzaże, ludzkie twarze, ale coraz częściej łapał się na tym, że rysuje jedną, znaną mu twarz. Twarz Wish’a. Za każdym razem, gdy łapał się na tym co robi ścierał szybko rysunek. Raz traf chciał, że zamyślił się malując pejzaż i narysował na ławce młodszego chłopaka karmiącego kaczki, zamiast starszego pana, którego narysować zamierzał. Spanikowany już chciał ścierać szkic, gdy spostrzegł, że Wish idealnie pasuje do tego ‘kaczego’ zakątka i go tam zostawił. Śmiał się cicho wtedy sam z siebie i obiecał sobie w duchu, że nigdy nie pokaże mu tego obrazu.
            Thirteen był stałym bywalcem szpitala, w którym leżał jego przyjaciel. Codziennie nosił mu gorącą czekoladę tuż przed pracą i zostawał na chwilę by najzwyczajniej w świecie porozmawiać. Jednakże pierwsza jego wizyta do najszczęśliwszy nie należała. Tamtego dnia Wish obudziwszy się i zobaczywszy przy swoim łóżku jasnowłosego mocno i gwałtownie rzucił mu się w objęcia. Thirteen był tak spanikowany, że wybiegł z sali nim młodszy zdołał wydukać z siebie choćby jedno słowo. Następnego dnia poszło nim nieco lepiej. Wish pomachał na wejściu starszemu i uśmiechnął się do niego ciepło. To wystarczyło by Thirteen wszedł śmiało do pokoju i przeprosił za ucieczkę z dnia wcześniejszego. Podczas tej wizyty starszy opowiedział wszystko swojemu kompanowi, a on słuchał uważnie ze zmarszczonym czołem, po czym zwyczajnie pogłaskał drugiego delikatnie po głowie.
- Dziękuje. – Wyszeptał i uśmiechnął się serdecznie. Twarz Thirteen’a oblała się rumieńcem, więc podziękował mu szybko, ukłonił się i wybiegł z sali krzycząc, że spóźni się do pracy. A Wish tylko się z niego śmiał. Ale cicho. I tak łagodnie, bez krztyny wrogości.
I tak odwiedzał go dobre dwa tygodnie, gdy wreszcie w połowie marca stał za ladą i po raz tysięczny próbował wytrzeć tą samą plamę (patrz: sęk) co wcześniej – jak zawsze z marnym skutkiem. Usłyszał dzwonek u drzwi i westchnął cicho, po czym nie unosząc nawet głowy zapytał się monotonnym głosem:
- W czym mogę służyć? – Thirteen złapał marker w rękę i przeczesał dłonią włosy.
- Gorącą czekoladę poproszę. – Starszy, który w chwili obecnej prawie nie kontaktował oparł się dłońmi o blat i sięgnął po karteczkę wystającą mu z kieszeni fartucha.
- Na miejscu czy może na wynos? – Zapytał cicho.
- Na wynos. – Odpowiedział mu rozbawiony głos. Jasnowłosy postanowił powrócić do starego zwyczaju pytania klientów o ich imiona, więc napisał na kartce zamówienie i zapytał:
- Mogę prosić o imię?
- Wish. Mógłbyś mi proszę na kubku narysować jednorożca, kaczkę i chleb, który goni małego jasnowłosego chłopca? – Zapytał klient poważnym głosem. Thirteen powoli podniósł głowę i zobaczył swojego przyjaciela opatulonego szalikiem pod samą szyję z pluszowymi nausznikami na głowie. Jego oczy zaświeciły się lekko, ale po chwili odzyskał fason i lekkich uśmiechem wręczył młodszemu marker do ręki.
- Może sobie Pan sam narysować. – Zaśmiał się cicho. Wish zaskomlał i zrobił minę zbitego psa.
- Ale to Pan jest artystą. – Wyszeptał teatralnie. Chwycił go za dłoń, otworzył ją kciukiem i wsunął mu marker do ręki. Thirteen spłonął rumieńcem i odwrócił się szybko biegnąc do ekspresu, by zrobić mu czekolady, a Wish śmiał się radośnie po drugiej strony lady niż miał w zwyczaju.
Trzy minuty później Thirteen przyniósł przyjacielowi jego zamówienie. Ku uciesze młodszego na kubku znalazło się to o co prosił i jeszcze coś. Mała, krótka notatka napisana pięknym odręcznym pismem.
- „Cieszę się, że wróciłeś.” – Przeczytał na głos Wish. – Ja też się cieszę. – Zaśmiał się cicho, poprawił nogę, która zagipsowana była aż po łydkę i spojrzał na kompana, który krzątał się za ladą. Z zupełnie inną energią niż do tej pory.
           
            Marzec powoli dobiegał końca. Po pięknych i śnieżnych krajobrazach zostały tylko mokre plamy na jezdni, chodnikach, a sezon na kupowanie kaloszy właśnie się rozpoczął.
Dochodziła godzina zamknięcia sklepu. Czarne chmury zebrały się na niebie i łypały na przechodniów rozpędzając ich po domach groźbą lodowatego deszczu. Wish stał oparty o drzwi od wewnętrznej strony i czekał aż Thirteen wszystko pogasi i pozamyka. Nagle rozległ się przeraźliwy huk. Brunet uniósł jedną brew do góry i nachylił się do witryny by zobaczyć jak błyskawica w tej samej chwili przecięła niebo. Westchnął cicho i zaklął pod nosem.
- Pospiesz się, bo nie zdążymy przed deszczem. – Zawołał w kierunku zaplecza, w którym jeszcze krzątał się starszy. Nie otrzymał odpowiedzi. – Thirteen? – Mruknął brunet. W kawiarni panowała absolutna cisza. Wish zmarszczył czoło i zawołał chłopaka raz jeszcze, po czym oderwał się od drzwi i ruszył lekko kuśtykając w ich stronę. Zajrzał do kanciapy i w tej samej chwili jego oczy rozszerzyły się. – Thirteen…? Nic Ci nie jest? – Jasnowłosy siedział pod ścianą naprzeciwko drzwi z kolanami podciągniętymi pod brodę, zakrytymi uszami przez własne ręce i kiwał się lekko w miejscu. Wish wziął głęboki oddech. Racjonalnie wytłumaczył sobie sytuację. Doszedł do wniosku, że to już nie pierwszy raz kiedy Thirteen się czegoś boi i zwyczajnie trzeba mu w tym pomóc. Brunet odwrócił się na pięcie i ruszył powoli do drzwi wyjściowych. Starszy otworzył delikatnie oczy i z paniką w nich ukrytą zaczął się trząść. Patrzył jak Wish oddala się od niego coraz bardziej. Chciał go zawołać, ale głos uwiązł mu w gardle. Chciał się podnieść, poruszyć, krzyczeć żeby go nie zostawiał, że przeprasza, że się boi, ale nie umie na to nic poradzić. Z jego oczu zaczęły płynąć niekontrolowane zły. Nagle szczęknął zamek i dało się słyszeć kroki. Jakieś szuranie, jakby ktoś ciągnął materiał po ziemi, szczękanie zamka i łoskot rozsypywanych rzeczy. Thirteen zamarł. W pewnym momencie wszystko ucichło, a jasnowłosy byłby gotowy przysiąc, że słyszy bicie własnego serca.
- Wish…? – Zapytał nieśmiało, po czym skulił się. – Wish nie zostawiaj mnie…proszę. – Szepnął błagalnym tonem. – Przepraszam. Wiem, że przysparzam Ci zmartwień, ale… - Nie zdążył dokończyć zdania, bo grzmot, który rozległ się w tej samej sekundzie całkowicie go przeraził. Pisnął i skulił się pod ścianą jeszcze bardziej. Gdyby mógł najchętniej stopiłby się ze ścianą.
Nagle drzwi obok trzasnęły, a Thirteen poczuł na sobie ciepłą dłoń. Ktoś kucnął przed nim, po czym płynnym gestem zarzucił mu koc na plecy.
- Hej mały. Już jestem. – Jasnowłosy uniósł wzrok i zobaczył ciepły uśmiech Wish’a, który poczochrał go lekko po włosach. W jego oczach można było dostrzec wesołe ogniki. – Myślałeś, że Cię zostawię głupku? Musiałem zamknąć kawiarnię. Zawinąłem też ten pluszowy kocyk z kanapy w kącie bibliotecznym. Pomyślałem, że nam się przyda. – Zaśmiał się cicho. W tej samej chwili rozległ się straszny huk i pierwszym odruchem Thirteen’a było rzucenie się prosto w ramiona Wish’a, który zaskoczony zachwiał się, ale utrzymał równowagę i złapał go w ostatniej chwili. Pogłaskał go delikatnie po plecach, a starszy zaczął się trząść.
Chwilę później brunet siedział oparty o ścianę plecami, na których spoczywał koc, a między nogami oparty na jego klatce piersiowej i zwinięty w kłębek na wpół leżał starszy. Wish obejmował go ramionami i głaskał uspokajająco, co rusz poprawiając koc, który okrywał ich obu. Thirteen siedział z czołem przyciśniętym do jego obojczyków i oddychał z minuty na minutę coraz spokojniej. W uszach miał słuchawki, które brunet zdążył jeszcze wyciągnąć z własnego plecaka nim wrócił do kompana.
Burza szybko umilkła, ale żaden z nich się nie ruszył. Siedzieli objęci przez całą noc ogrzewając się wzajemnie swoim ciepłem. Każdy z nich w odmienny sposób czuł się w tej sytuacji bezpiecznie. Chmury rozpierzchły się odsłaniając ciemne niebo, a z za nich leniwie wyłonił się księżyc. Mała lampka w kanciapie rzucała na przeciwległą ścianę piękny cień. Dwóch ciał splecionych ze sobą w uścisku.

Jedynym dźwiękiem, który wplatał się w ciszę jak lekki powiew była piosenka, którą Wish puścił Thirteen’owi na uspokojenie:

„I have lost myself again
Lost myself and I am nowhere to be found,
Yeah I think that I might break
I've lost myself again and I feel unsafe

Be my friend
Hold me, wrap me up
Unfold me
I am small
I'm needy
Warm me up
And breathe me…”


Siódma bariera została przełamana.

~ brontofobia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz