Six
„Ratunek”
Dla
Thirteen’a dni mijały powoli. Od czasu pamiętnej wyprawy na kulig minęły trzy
tygodnie. Małymi kroczkami zbliżał się marzec, ale z racji bytu poprzedniego
miesiąca śnieg gościł jeszcze w mieście. Wish, który pracował w kawiarni
charytatywnie już od dłuższego czasu został w końcu zatrudniony przez samą Lyn,
kiedy to szefowa poczuła się źle ‘wykorzystując’ chłopaka do pracy tym samym
nie oferując mu w zamian wynagrodzenia. Jedyną ze zmian było to, że Thirteen
zamiast spędzać poranki na pracowaniu w domu i rozwijaniu swojego kunsztu
zaczął przyjeżdżać z Wish’em do stajni i pobierać u niego lekcje jazdy.
Pojawiali się tam wcześnie rano – tuż przed wykładami młodszego – i spędzali w
niej zwykle po dwie godziny. Wish był dobrym nauczycielem. Oprócz samej
praktyki i prób oswojenia się z koniem udało mu się jeszcze wpoić nieco teorii
Thirteen’owi do głowy. Dzięki temu po prawie miesiącu codziennej jazy i nauki
chłopak umiał już obchodzić się z końmi, a także prawie wyzbył się do nich
strachu. Lęk nadal pozostał lękiem jednak dzięki cierpliwości Wish’a starszy
oswajał się z końmi i ich – często nieprzewidywalnymi – reakcjami.
Przyszedł
jednak dzień, w którym Wish wpadł na dość niecodzienny – i niełatwy do przełknięcia
dla samego Thirteen’a – pomysł. Mianowicie przez wzgląd na pozostałości lęku
jasnowłosego przejażdżka do lasu na osobnych koniach wydawała się samemu
Wish’owi dość ryzykownym posunięciem. Jednak nie bacząc na ewentualności
zaproponował to starszemu od siebie chłopakowi. Jakież było jego zdziwienie
kiedy zamiast odmowy zobaczył szeroki uśmiech samego zainteresowanego. Był on
wprawdzie nieco przestraszony perspektywą spędzenia na koniu więcej czasu niż
zazwyczaj w lesie pełnym śniegu i zdradliwych dołków, które przykryte
puszystymi zaspami zdawały się nie istnieć. Ale na tyle na ile ufał młodszemu
mógł spokojnie zgodzić się na eskapadę pomimo dręczących go wątpliwości.
Umówił się z nim w dzień, który
Lyn uważała za czas, w którym Thirteen’a zwyczajnie nie ma. To był pierwszy
raz, kiedy starszy nie snuł się sam po okolicy, wypełniając rutynę towarzyszącą
temu dniu jak każdego miesiąca. Wish opuścił wykłady, które jak twierdził nie
wniosłyby niczego więcej do jego jakże skomplikowanego toku myślenia i rozumowania.
To był tak zwany dzień przełomowy. Jasnowłosy zdawał sobie poniekąd sprawę, że
zerwanie z przyzwyczajeniami może nieść konsekwencje. Zwłaszcza, gdy ciągnęły
się one latami, zamieniając jeden dzień w miesiącu w bolesny koszmar. Pierwszy
raz odważył się zerwać z rutyną i zapomnieć o zdarzeniach z przeszłości, które
tego sądnego dnia zwykły go dręczyć.
Wstał więc z uśmiechem i próbując
przedrzeć się przez smutek widniejący na jego twarzy powtarzał sobie w myślach,
że musi spróbować. Spróbować uwolnić się od przeszłości, która więziła go tyle
lat. Spotkał się ze swoim przyjacielem o dziewiątej rano pod stajnią. Było
chłodno. Stał lekko trzęsąc się z zimna i obserwując swój oddech, który
wyglądał jak mała mgiełka, pływająca sobie wdzięcznie w powietrzu. Dreptał w
miejscu próbując rozgrzać swoje zmarznięte ciało i mruczał pod nosem coś o tym,
że zima to zło. W pewnym momencie dostrzegł swojego kompana, który skinął na
niego głową.
Pół godziny później Thirteen stał
z koniem w ręku będąc pokrytym słomą praktycznie od stóp do głów. Rzucał
gniewne spojrzenia w kierunku Wish’a, który zaśmiewając się głośno dopinał
właśnie popręg Memento.
- Dobrze się bawisz dzieciaku? – Burknął jasnowłosy, po czym
dwoma palcami wyjął sobie wiązkę słomy z włosów. Wish prychnął tylko słysząc te
słowa, po czym uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Ok. Jesteś starszy, ale nie możesz się zachowywać jak
geriatra. – Zaszydził.
- To samo tyczy się ciebie, panie krasnalu….krasnalu? Zaraz.
Nie pamiętam grup w przedszkolu. – Thirteen westchnął cicho, a jego kompan
przyjrzał mu się uważnie.
- Ty tak na serio? – Zapytał ostrożnie w odpowiedzi.
- Czy wyglądam jakbym nie mówił serio? – Burknął cicho.
- Wyglądasz jakbyś planował moje morderstwo, ale z Tobą
nigdy nie wiadomo… - Mruknął Wish zdejmując Memento z szyi wodze. – Ale
krasnale? Serio?
- Przymknij się po prostu. – Thirteen zacisnął usta w wąską
linię i wyszedł z koniem ze stajni.
- No nie gniewaj się! – Zawołał za nim Wish, który również
ruszył w kierunku dziedzińca.
- Wrzuciłeś mnie w słomę, po czym zacząłeś mnie nią
nacierać. – Warknął w odpowiedzi.
- Tak się rozgrzewa spocone konie po jeździe…Myślałem, że
może pomoże. Mówiłeś, że było Ci zimno. – Zaskomlał Wish.
- Czy ja Ci wyglądam na spoconego konia po jeździe?! – Oczy
starszego zwęziły się niebezpiecznie.
- Jak przechylę głowę, zamknę jedno oko, przymrużę drugie i
stanę tyłem do Ciebie to faktycznie. Sylwetkę masz jak spocony koń. Taka
wychudzona szkapinka, ale co poradzisz. Praktycznie wychowałem się w stajni. Ja
wszędzie widzę konie. Zwłaszcza jak stoję tyłem. – Thirteen stał na dworze z
koniem w ręku i z niedowierzaniem patrzył na zwijającego się ze śmiechu Wish’a.
- Wychudzona? Szkapinka? – Wydukał z siebie.
- Taki mały wypłoszowaty kucyk. – Młodszy złapał się za
brzuch, który zaczynał go boleć od śmiechu, a Memento wpatrywał się w niego z
nutką politowania. Zaskakującym było to, że Thirteen’a nawet to nie zdziwiło.
- Gdybym był wypłoszowatym kucykiem, jak to zgrabnie ująłeś
czy umiałbym zrobić tak? – Mówiąc to podszedł to Wish’a i zdzielił go ręką w
tył głowy. Uderzony podskoczył raptownie i spojrzał na kompana z przerażeniem.
- To bolało. – Burknął i odsunął się od niego masując
jednocześnie głowę.
- I miało boleć. Ale różnica jest taka, że gdybym był
kucykiem wgniótłbym Ci kopyto w czaszkę. – Stwierdził profesjonalnie
jasnowłosy.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z wiecznie nieśmiałym
Thirteen’em? – Zapytał Wish z niedowierzaniem w oczach.
- Człowiekiem z mentalnością kucyka. Zmieniam się w Ciebie.
– Powiedziawszy to zanucił słynne ‘dum dum duuum’ i zaśmiał się cicho. Młodszy
odsunął się na stosowną odległość, po czym płynnym ruchem wskoczył na konia.
- Te Panie „Kucyk” wskakuj Pan na konia, bo szkoda dnia. –
Drugi westchnął cicho, po czym wgramolił się na kobyłkę i rzucił drugiemu
złowrogie spojrzenie. – Ja już jestem koniem. Co zrobisz. – Wish wzruszył
ramionami, zaśmiał się i ruszył spokojnie przed siebie. Thirteen niespiesznie
podążył za nim.
Dwie
godziny później szli ramię w ramię leśną ścieżką, a konie parskały sobie cicho.
Z ich chrap wydobywała się mała mgiełka, która ostrzegała jeźdźców, że pogoda
robiła się coraz mroźniejsza. Zaczął padać śnieg, a droga, do której teraz
zmierzali okazała się być zmrożoną, śliską przez cienką warstwę gołoledzi
nawierzchnią. Konie niepewnie stąpały po cienkim lodzie, a ich kopyta
rozjeżdżały się gdzieniegdzie, gdy ciało traciło równowagę. Thirteen był nieco
spanikowany, ale jego koń nie miał podkutych wszystkich nóg a jedynie przednie.
Łatwiej mu więc było utrzymać równowagę na śliskim lodzie. Memento zaś miał
duże problemy z nogami. Trzęsły mu się przy każdym kroku i rozjeżdżały przy
każdej nadarzającej się okazji. Wokół drogi drzewa i krzewy rosły tak gęsto, że
nie było mowy o zjechaniu na śnieg lub pójścia inną drogą. Wish postanowił więc
zejść z konia i idąc obok niego pomóc mu utrzymać równowagę.
Szli w
milczeniu parę minut, gdy nagle w oddali usłyszeli przeraźliwy warkot jakiegoś
pojazdu. Memento zastrzygł uszami i podskoczył nerwowo cofając się tym samym w
stronę wielkiego konaru drzewa. Wish zachowując absolutny spokój podszedł do
konia i pogładził go delikatnie po szyi. Oddech zwierzęcia nadal był chrapliwy,
ale uspokoiło się trochę, więc młodszy odwrócił się w stronę swojego
towarzysza. Ten wpatrzony był w coś oddalonego od nich dobrych parę metrów. To
jednak wystarczyło by koń, na którym siedział Thirteen zjeżył się i w popłochu
jął wycofywać się w odwrotnym kierunku niż nadjeżdżający pojazd. Wish ku
swojemu przerażeniu dostrzegł ciężarówkę wiozącą belki siana z lasu. Ona nie
stanowiła dla nich żadnej przeszkody, lecz nauczony doświadczeniem wiedział, że
konie – z natury bardzo płochliwe zwierzęta – ciężarówkę, zwłaszcza tak dużą,
uznają za zagrożenie przed którym będą uciekać w popłochu. Miał rację. Koń
Thirteen’a zerwał się do ucieczki prawie natychmiastowo. Dzikim galopem rzucił
się drogą na oślep przed siebie. Wish jednym zgrabnym ruchem wspiął się na
konia i skierował Memento w przeciwną stronę niż ta, z której nadjeżdżała
ciężarówka. Nie trzeba mu było długo powtarzać. Ruszył z miejsca za koniem nie
zważając na lód pod stopami.
Nie minęła minuta, a Wish przegonił trzęsącego się ze
strachu Thirteen’a, który resztkami sił trzymał się konia kurczowo, po czym
złapał kobyłkę za wędzidło zatrzymując ją tym samym. Koń starszego stanął, ale
Memento rozjechał się dość niebezpiecznie. Każda z nóg zwrócona była w innym
kierunku, a on sam chwilę później zarył łbem w lód. Przy biegu jego nogi prawie
nie dotykały nawierzchni. Były jak delikatne muśnięcia, które miały jedynie
umożliwić mu odepchnięcie się od ziemi by znów znaleźć się w powietrzu. Jednak
teraz koń, który zmuszony do gwałtownego zatrzymania się, postawił na ziemi
cztery nogi i rozjechał się ciałem upadając gwałtownie na lód. Zanim zderzył
się z tępym odgłosem z ziemią Wish zdążył jeszcze zsunąć się z niego i samemu
uderzyć w nią z hukiem. Dla Thirteen’a to była jak scena z horroru. Jego koń
stał już grzecznie, ale nadal parskał z dudniącym ze strachu sercem. Memento
podniósł się nieporadnie i otrzepał się ze śniegu. Z tego co zauważył kątem oka
starszy koń kulał. Utykając podszedł do swojego właściciela i trącił go
chrapami. Wish nawet nie drgnął. Thirteen ostrożnie zsunął się z konia i
drżącymi palcami chwycił wodzę. Zrobił krok do przodu tym samym ciągnąc za sobą
kobyłkę. Nim zrobił krok kolejny zatrzymał się raptownie. Włosy Wish’a u nasady
głowy zrobiły się czerwone, a śnieg, który miał pod sobą zabarwił się
odcieniami szkarłatu. Jakby wino rozlano na szkło i rozpływało się po nim z
wolna, tym samym tworząc piękną mozaikę. Z tym, że Thirteen’owi wcale nie
wydawała się piękna. Wręcz przeciwnie. Panika w jego oczach wzrosła. Zakrył
dłonią usta, a w oczach pojawiły się łzy. Cofnął się o kilka kroków,
wypuszczając z ręki wodze. Koń nadał stał w tym samym miejscu co wcześniej i
wpatrywał się z zaciekawieniem w leżącego na ziemi chłopaka.
Po minucie
Thirteen otrząsnął się z szoku i spojrzał na swoje ręce, które drżały
przeraźliwie. Jego wzrok ponownie zastygł na Wish’u, ale szybko znów spuścił go
na swoje buty, gdyż od widoku krwi zrobiło mu się słabo. „Nie dam rady” –
szepnął sobie w duchu. Zagryzł zęby i trzęsącymi się dłońmi wyjął z kieszeni
telefon. Jego ekran wskazywał brak zasięgu. Przesunął wzrokiem w okolicach
Wish’a i dostrzegł zgubę przełamaną na pół przez końskie kopyto leżącą
nieopodal.
- Nie mam jak zadzwonić do kogokolwiek…Szlag. Co mam robić?
Co ja mam zrobić? – Zapytał gorączkowo sam siebie. – Wish! – Krzyknął
nieśmiało. – Wish! – Teraz śmielej. Podszedł powoli do niego i starając się
omijać małą kałużę krwi przyłożył powoli ekran telefonu w niewielkiej
odległości od jego ust. Szybko odwrócił go do siebie i zobaczył na nim parę, po
czym odetchnął z ulgą. – Oddychasz… - Szepnął przez łzy. Zgrabiałymi od zimna
palcami schował telefon do kieszeni i podszedł do Wish’a ignorując krew. Jego
oczy zalały się łzami, a on sam walczył z coraz większym poczuciem utraty
świadomości. – Nie teraz, ty głupi lęku! Idź sobie w cholerę! – Zaszlochał
cicho i zacisnął mocno powieki. Otworzył je po kilku sekundach i chwycił ramie
nie przytomnego chłopaka, po czym delikatnie podpierając drugą ręką jego plecy
uniósł mu tułów. Przywołał swoją kobyłkę cmoknięciem i zmusił ją do pochylenia
się. Lecz ona wcale nie miała zamiaru go słuchać. Memento natomiast nagle, ni
stąd ni zowąd klęknął przed Thirteen’em. – Jak możesz być tak mądrym koniem,
mając tak głupiego właściciela? – Zaśmiał się cicho przez łzy. Śmiech ten
pokrzepił nieco jego serce i złapał swojego nieprzytomnego kompana za ramiona i
delikatnie wsadził na konia. Memento wstał bardzo ostrożnie, próbując nie
uszkodzić osoby, którą miał na plecach. – Jesteś wyjątkowy. – Szepnął
jasnowłosy do konia, gdy ten wstał i pogłaskał go czule po szyi. – Chodźcie.
Zabierzemy go stąd. – Powiedział bardziej do siebie niż do nich, chociaż
zwierzęta słuchały go uważnie. Sam zapach krwi doprowadzał go do mdłości. Był
jednym z niewielu ludzi, którzy czuli jej zapach – niestety na swoje
nieszczęście. Łzy nadal płynęły mu po policzkach i parę razy zachwiał się
czując na swoich dłoniach, które podtrzymywały Wish’a krew. Jednak nie puścił
go. Wręcz przeciwnie. Trzymał go jeszcze mocniej. W pewnym momencie zapomniał
już o niej zupełnie. Liczył się tylko on. Wish. Jego Wish.
Jakieś
dziesięć minut później trafił na parę przechadzającą się po lesie, która
przerażona widokiem szybko zaprowadziła ich do miejsca, w którym nareszcie
mieli zasięg, po czym zadzwoniła po karetkę. Zjawiła się ona dopiero po
dziesięciu minutach, ale w pędzie zabrała nieprzytomnego Wish’a ze sobą.
Spacerowicze pomogli dość Thriteen’owi do stajni, gdzie chłopak podziękował im
szczerze za pomoc i ukłonił się głęboko. A oni upewniwszy się, że jest
bezpieczny ruszyli dalej przed siebie. Chłopak dotarł do stajni i zdążył
jeszcze tylko przekazać konie w ręce siostry Wish’a, gdy dostrzegł krew na swoich
rękach i przez nerwy, które mu odpuściły najzwyczajniej w świecie zemdlał.
Szósta bariera została przełamana.
~ hemofobia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz