Eleven
„W twoich oczach…”
-
Skąd pomysł, że chciałem się znaleźć właśnie w
tym miejscu, o tej porze i z takiej okazji? – Zapytał jasnowłosy burcząc ze
złością we własne kolana. Opatulał się rękoma trzymając mocno nieco za duży
kapok, który sięgał mu aż pod brodę.
-
Nie przesadzaj. W końcu jesteś ze mną. – Zaśmiał
się nieco nerwowo brunet.
-
Słuchaj. To, że przełamujesz mój strach zawsze, gdy
jesteś ze mną nie oznacza to, że przestanę się bać tego, czego się boję bo
widzę twoją twarz. – Thirteen warknął. Młodszy nie czuł się w tej sytuacji
komfortowo. Nie był przyzwyczajony, że jego ukochany tak źle reaguje na jego
decyzje bądź pomysły. Bądź co bądź to zawsze jego genialne przebłyski nawet najbardziej
irracjonalne okazywały się najlepszymi pomysłami na przełamanie lęków
starszego. Nie było tak jednak tym razem. Thirteen był wściekły. Drżało mu całe
ciało, w oczach miał łzy i gdyby nie to, że obecnie znajdowali się na łodzi
rzuciłby się w pogoń za własnym oddechem gdzieś w las. Byleby jak najdalej od
głębokiej wody.
Jezioro, po którym obecnie płynęła łódka, było małe i dość
płytkie, otoczone wysoką gęstwiną i pięknymi drzewami liściastymi. Słońce
świeciło wysoko nad nimi, a lekki wiaterek owiewał ich małą łódeczkę
sprawiając, że kołysała się nieznacznie mocniej. Na niebie nie było chmur, a woda
była przejrzysta i tak czysta, że nawet zobaczenie dna w niektórych miejscach
przychodziło z łatwością. Ale tego Wish udowodnić Thirteen’owi nie zdołał, bo
ten nie widział nic więcej poza swoim pomarańczowym kapokiem.
Dzień płynął niesamowicie
spokojnie i bez żadnych incydentów. Konie pasły się na brzegu parskając cicho z
zadowoleniem. Brunet w milczeniu obserwował swoje zwierzęta kalkulując w głowie
czy odbudowa stajni mieści się w jego budżecie czy nie. Musiał też przewidzieć
pieniądze na weterynarza dla swojego siwka, którego noga, jednak nadal złamana,
zrastała się coraz lepiej i dobrze rokowała. Ubezpieczenie od wypadków wypłaciło
im sporą sumę, ale jeśli Wish chciał znaleźć pieniądze na wszystko musiał
wrócić do pracy. Dziś był ich ostatni dzień przed powrotem do kawiarni. Brunet
miał nadzieję, że tym przemiłym akcentem
zakończy ich krótkie ‘wakacje’ i wspaniale rozpocznie kolejny okres
pracy. Niestety nie wszystko poszło po jego myśli.
Ten dzień nie należał do najszczęśliwszych dla obydwu.
Rankiem świeżo skończona praca Thirteen’a ucierpiała w starciu z sokiem
pomidorowym, który okazał się być nieodzownym wsparciem dla jego zdrowia. Wish
za to zdążył urwać już dwa pasy od popręgu i strzemię, które nie zachowały się po
pożarze tak dobrze jak myślał. Kapok okazał się być za duży na drobnego
Thirteen’a, a on sam jak widać nie przepadał za wodą. Żart o wannie, który
młodszy wtrącił, gdy dryfowali po jeziorku nie trafił również w gusta kompana i
obruszony stwierdził, że w wannie się utopić nie można. Wish nie był co do tego
przekonany, ale milczał, bojąc się, że dwa słowa za dużo, a dzień przemilczeć
będzie musiał już do końca.
Następne półgodziny poświęcił na próbę oswojenia z wodą
jasnowłosego. Bezskutecznie. Mógłby przysiąc, że im bardziej próbował, tym
bardziej Thirteen chował się w swoim kapoku odcinając się od otoczenia. Łódka
była mała, więc nawet jeśli Wish wpadł na genialny pomysł przytulenia swojego
chłopaka, nie sposób było wykonać ten manewr. Gdyby wpadli do wody z jego winy
przeczuwał, że jego ukochany znienawidziłby go i długo nie odzyskałby jego
zaufania, na które pracował już prawie rok. Gdy wreszcie dobili do brzegu starszy
wyskoczył z łódki jak z procy i położył się kilkanaście metrów dalej zawijając się
w kapoku w małą kulkę. Wish pokręcił głową i spojrzał w niebo prosząc siłę
wyższą o to, by była uprzejma mu pomóc. W geście poddaństwa wzniósł ręce do
góry a potem je opuścił, po czym usiadł zrezygnowany na brzegu i pogłaskał po
chrapkach swoją klaczkę.
Przez piętnaście minut brunet w ciszy rozkładał ich zestaw
piknikowy, który przyszykował przed wycieczką. Thirteen nie odezwał się do
niego ani słowem, nie ruszył się również nawet o milimetr.
Wish mógłby przysiąc, że jeśli jeszcze raz w ciągu
trwających dwudziestu minut wypowie imię ukochanego to dobije do tysiąca i
będzie musiał zacząć liczyć od nowa bo oszaleje. W końcu zamilkł. Usiadł na
trawie i obrzucił nienawistnym spojrzeniem nakryty jedzeniem koc piknikowy, po
czym zabrał się za robienie wianków. Czuł, że jeśli nie da ochłonąć chłopakowi,
to ten wpadnie w panikę, której Wish nigdy ujrzeć nie chciał. Minuty miały
powoli. O wiele wolniej niż zazwyczaj, a przynajmniej tak twierdził umysł
bruneta. W pewnym momencie po, czyli zrobieniu mniej więcej dwóch i pół wianka
Wish wstał i cisnął resztką kwiatów w wodę, strasząc tym samym biednego
Thirteen’a. Drgnął on spłoszony i spojrzał się z przerażeniem w oczy
ukochanego. Brunet odetchnął i powoli podszedł do starszego. Kucając przed nim
dotknął lekko jego włosów i pogłaskał go po głowie uspokajająco. Ten dał z
siebie ściągnąć kapok, po czym usiadł skulony przed kocem piknikowym trzęsąc
się lekko. Wish usiadł mu za plecami i objął go, przyciągając do swojej klatki
piersiowej jego plecy. Jasnowłosy wypuścił powietrze z ust, odprężył się i
umościł w ciepłym uścisku. Drugi odetchnął z ulgą i oparł brodę o głowę swojego
chłopaka.
-
Czyli łódka to był zły pomysł? – Zapytał młodszy
wtulając się twarzą we włosy Thirteen’a.
-
Boję się wody. – Wymamrotał w odpowiedzi i
zamknął oczy.
-
Boisz się ognia i wody? Trochę to niebezpieczne.
– Mruknął Wish.
-
Nie mówiłem o wodzie z wiadra albo z kranu… -
Burknął jasnowłosy i podciągnął kolana do swojej klatki piersiowej.
-
Małych rzeczek też się boisz? Może kałuż? –
Zaśmiał się cicho, ale natychmiast został zbesztany surowym głosem starszego.
-
Woda to woda Wish. Koniec tematu. – Z jego ust
wydobyło się warknięcie, którego absolutnie nie był w stanie zrozumieć młodszy.
Obserwował swojego kompana od prawie roku, tyle czasu też trwała ich znajomość,
a mógłby przysiąc, że zachowywał się on coraz bardziej dziko. Nie był już tym
samym delikatnym chłopakiem o łagodnym usposobieniu. Na fobie zamiast strachem
zaczął reagować agresją i wrogością. I to niepokoiło bruneta bardziej niż by
się do tego przyznawał. Zaczął myśleć, że być może jest coś co dręczy
Thriteen’a. Coś z czym sam nie jest w stanie się zmierzyć. Co budziło w nim
niechęć i strach, który przeradzał się w agresję. Nie mógł jednak wpaść na to,
o co mogło mu chodzić. Czas nie był jego sojusznikiem i sprawiał, że młodszy
tylko coraz bardziej się denerwował.
Jakiś czas milczeli nim Wish odważył się odezwać. Zebrał się
w sobie i odetchnął głęboko jednocześnie czując, że jego ukochany powoli się
odpręża i uspokaja.
-
Opowiadałem Ci kiedyś o mojej rodzinie? –
Zapytał ostrożnie. Thirteen’a pytanie to bardzo zdziwiło i przyznać musiał, że
nigdy mu jakoś do głowy nie przyszło o to zapytać. Skoro sam brunet nic nie
mówił znaczyło ni mniej ni więcej, że nie odczuwał takiej potrzeby. Jasnowłosy
pokręcił lekko głową, więc młodszy zaczął mówić.
-
Mówiłem Ci, że mój ojciec nie żyje, prawda?
Widzisz moja matka zmarła przy porodzie, jestem więc starszy od Cas o pare lat.
– Thirteen ściągnął brwi nie dostrzegając logicznego sensu w jego wypowiedzi.
Wish zaśmiał się cicho. – Bo wiesz, ja jestem adoptowany. A raczej przybrany.
Po śmierci matki ojciec był bardzo nieszczęśliwy, więc ponownie się ożenił.
Jego druga żona okazała się być cudowną kobietą i mój ojciec nigdy nie żałował
tej decyzji. Ja też nie. Kiedy umarł byłem mały, ale cieszyłem się, że nie
zostawił mnie samego. Cas była wtedy bardzo malutka, więc nie pamięta ojca.
Wiesz nigdy się z nią za specjalnie nie dogadywałem. – Powiedział smutno.
-
Nie lubiłeś swojej macochy? – Zapytał skonsternowany
jasnowłosy.
-
Mojej mamy. I faktycznie nie przepadałem za nią
z początku. Nie należałem do najprzyjemniejszych dzieci. Ale teraz kocham ją
tak samo jak ojca i nie wyobrażam sobie żadnej innej kobiety do bycia moją
mamą. – Zaśmiał się cicho. – Mówiłem o mojej siostrze. Jak widzisz nie jesteśmy
do siebie zbytnio podobni. Wdała się w matkę tylko oczy ma po ojcu. Ma dość
trudny charakter. Nie podobało jej się to, że jej mama musi opiekować się synem
jakiegoś ‘kolesia’, którego sama nigdy nie poznała, a nie tylko nią. Ale mama
dobrze ją wychowała. To raczej wpływ otaczającej ją młodzieży tak ją zmienił.
Uspokoiło się jak poszła na studia. – Thirteen odwrócił się i spojrzał na
chłopaka zdziwiony. – Oj tak. – Brunet zaśmiał się. – Od niedawna mamy dobre
stosunki. To głównie dzięki koniom. Pojednały nas. Tata zawsze je kochał i
wzbudził tym samym miłość mamy do nich. – Wish uśmiechnął się ciepło.
-
Gdzie jest teraz twoja mama? – Zapytał cicho
jasnowłosy.
-
Mieszka za granicą ze swoim nowym facetem.
Całkiem fajny z niego gość. Dba o nią i w ogóle. Ma dużo pieniędzy, ale
dlatego, że bardzo ciężko pracuje. Ma firmę w innym kraju stąd przeprowadzka.
Cas została z powodu koni i już później swojego chłopaka. Wyjechałaby, gdyby
nie fakt, że to są moje konie i moja stajnia, a ja nie zgodziłem się jej
zostawić ani przenieść. To moja jedyna pamiątka po tacie. I to miejsce jest
moim domem. Nie chce się stąd wynosić. – Powiedział i westchnął cicho wtulając
się w swojego ukochanego.
-
Fakt. Bardzo tu pięknie i spokojnie. – Thirteen
zamknął usta na chwilę i zaraz chciał je otworzyć, ale zawahał się. Brunet
wyczuł to i ścisnął go lekko dodając mu otuchy.
-
Pytaj. – Zaśmiał się ciepło.
-
Czy twoja siostra wie, że jesteś… - Jasnowłosy
zamilkł i zmieszał się.
-
Gejem? Nie. Nie wie. Jest nietolerancyjna i
spaliłaby mnie na stosie gdyby się dowiedziała. – Westchnął. – I tak już coś
podejrzewa. Według niej za dużo się z Tobą zadaję. – Burknął.
-
Przepraszam…ja… - Wish zaśmiał się i przytulił
go mocniej do siebie. – Mama próbowała ją wychować. Powtarzała jej, że miłość
to miłość, ale jak widać nie dotarło. Uprzedzając twoje pytanie odpowiem nie.
Mama też nie wie, że jestem gejem. Myślę, że coś podejrzewa. Zwłaszcza, że
kiedyś już miałem faceta. – Westchnął brunet.
-
Ach…mówiłeś. On… - Młodszy pokręcił głową.
-
To rozmowa na inną okazję. Jedzmy zanim spadnie
deszcz, bo widzę, że wiatr nawiewa nam chmury. – Wish zaśmiał się, ale w taki
sposób, że Thirteen przyjrzał mu się uważnie. Nie podobał mu się sposób w jaki
brunet zakończył rozmowę ani to jak szybko wymigał się od tematu, który
poruszył starszy. Cos tu bardzo nie grało tylko jeszcze nie do końca wiedział
co.
Po udanym pikniku, dwa tygodnie
później Wish niezrażony przygodami nad wodą zaprosił Thirteen’a w to samo miejsce
jeszcze raz tylko późniejszą porą. Ku uprzejmości Lyn zwolnili się z pracy
nieco wcześniej i wyruszyli razem tym razem jednak samochodem. W ten o to
sposób starszy odkrył, że jego chłopak ma prawo jazdy i własny samochód. Na
zdzwioną minę chłopaka brunet odpowiedział, że woli konie i komunikacje
miejską, a benzyna jest droga. Tym samym rozluźnił dość napiętą atmosferę
panującą między nimi.
Wish nie mówił już nic więcej.
Gdy wysiedli z samochodu starszy ujrzał przepiękny widok. Słońce zachodzące
leniwie i powoli niknące w ciemnej gęstwinie drzew. Kolor jeziora zmienił się
diametralnie. Był przepiękny. Woda odbijała różowo-pomarańczowy odcień nieba i
mieszając się z naturalnym kolorytem jeziora wprawiała w zachwyt swoją
niecodziennością. To miejsce, polana z jeziorkiem ukryta przed światem
wyglądała jak malutka kraina z innej rzeczywistości. Jakby przenieśli się do
innego świata, jakby ich oczy widziały coś niedostępnego dla zwykłych
śmiertelników. Zapierała dech w piersiach i powodowała dreszcze na całym ciele.
Dla Thirteen’a był to widok, którego długo nie zapomni. Samemu brunetowi odjęło
mowę, chociaż widział już go nie raz. Jednak był on pierwszym zachodem słońca w
tym miejscu, którego nie miał obejrzeć sam. Tylko z kimś. Ponadto z kimś kogo
bardzo kocha. Wciąż patrząc się w dal rozpiął guziki od koszuli, po czym
pozwolił jej zsunąć się z pleców na ziemie. Thirteen zastygł nie bardzo wiedząc
co ma ze sobą zrobić. Wish odwrócił się w jego stronę i z łagodnym uśmiechem
zapytał się go na co czeka. Jasnowłosy nie do końca wiedział czego boi się
bardziej. Wody czy rozebrania się przed swoim ukochanym. Miał wątłe i delikatne
ciało, którego nigdy nie lubił. Nie był w stanie przytyć, a był za słaby by
uprawiać jakikolwiek sport zbyt często. Unikał też słońca, więc blada skóra w
połączeniu z wystającymi kościami nie wyglądała w jego mniemaniu za dobrze.
Przy nieco ciemniejszej karnacji Wish’a, mocniejszej budowie i jego wyrobionych
mięśniach czuł się jak wątła trzcinka gotowa połamać się przy byle podmuchu
wiatru. Brunet zaśmiał się cicho i podszedł do niego. Jednym ruchem ściągnął mu
sweter przez głowę i spojrzał na jego ciało. Thirteen oblał się rumieńcem i
odwrócił od niego twarz. Wish złapał go za podbródek i zmusił go do spojrzenia
mu w oczy.
-
Jesteś piękny. – Powiedział i cmoknął go w usta.
– A teraz chodź. Woda jest ciepła jak w wannie. – Zaśmiał się i zrzucił z
siebie jeansy, po czym wskoczył do jeziora. Poruszona tafla zadygotała lekko
rozmazując bajeczny kolor. Stworzyła za to tańczącą mozaikę, od której nie
sposób było oderwać oczu.
Chwilę później Thirteen stał na brzegu zanurzony w wodzie
jednie do kostek. Właściwie można powiedzieć, że brodził lekko dopóki brunet
nie pociągnął go w głąb jeziora i przyciągnął do siebie. Nim panika nad
chłopakiem wzięła górę Wish pocałował go. Z całą pasją jaką miał w sobie, ujął
jego twarz w dłonie i wplótł mu ręce we włosy. Jasnowłosy oddał pocałunek o
wiele szybciej i śmielej niż do tej pory. Sam przyciągnął chłopaka do siebie.
Stali tak zanurzeni do pasa zajęci sobą i widząc tylko siebie. Słońce
dopraszało się ich uwagi tak długo dopóki całkowicie zniknęło za horyzontem,
ale zupełnie nieskutecznie. Żaden widok nie mógł się równać z tym kim byli dla
siebie.
W końcu młodszy oderwał się od miękkich ust swojego
ukochanego dysząc lekko. Zaśmiał się na widok chłopaka, który próbował złapać
oddech. Starając się uspokoić Thirteen oparł czoło o klatkę piersiową Wish’a i
dał się przytulić.
-
Kocham Cię tchórzu. – Zaśmiał się młodszy i odchylił
się lekko do tyłu by cmoknąć go w czoło.
-
Nie jestem tchórzem… - Wymamrotał ciepłym
oddechem w pierś bruneta. Po jego ciele przeszły dreszcze, a on sam mruknął z
aprobatą. Jasnowłosy zmieszał się.
-
Byłeś zbyt zajęty, żeby zauważyć, że jesteśmy w
wodzie, prawda? – Zapytał się młodszy.
-
Nieważne. – Thirteen zatrząsnął się delikatnie i
przytulił do ukochanego. – Nieważne jak, gdzie i dlaczego. Byle z Tobą… -
Wymamrotał i zamknął oczy. Wish zaśmiał się. Przytulił go mocno i pogłaskał po
głowie.
-
Może to jednak moja obecność sprawia, że się nie
boisz? – Zaczepił go.
-
Nie. – Pokręcił głową. Brunet zmieszał się. – To
po prostu ty. Kocham Cię. – Ostatnie słowa wyszeptał tak ledwo słyszalnie, że
młodszy odsunął się lekko od niego i poprosił o powtórzenie. – Kocham Cię. – A
powiedział to spoglądając mu prosto w oczy. I w ten o to sposób pierwszy raz
zobaczył jak Wish się rumieni.
Jedenasta bariera została przełamana.
~ hydrofobia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz